Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziaja. Pokaż wszystkie posty
Zużyte w kwietniu, czyli czas na denko

Zużyte w kwietniu, czyli czas na denko

W końcu po tygodniu nieobecności nowy post. Od kiedy mam pracę to jakoś mało czasu na pisanie, ale nie zapomniałam o Was i o blogu. Weekend majowy oczywiście miałam wolny, ale jakoś nie było kiedy bo albo mnie nie było, albo nie miałam ochoty na pisanie. 

Dzisiaj w końcu się za to zabrałam i otworzyłam torebkę z pustymi opakowaniami. Stwierdziłam, że to już najwyższy czas, aby się ich pozbyć bo trochę się tego nazbierało przez miesiąc. Dlatego dzisiaj zapraszam na denko.


Ziaja kuracja dermatologiczna AZS natłuszczająca emulsja do ciała- przez większy czas używałam do dłoni, pod koniec zaczęłam używać również do ciała. Jest to hipoalergiczna, delikatna i bezzapachowa substancja. Skusiłam się na nią ze względu na moje uczulenia. Fajnie nawilżał skórę, ale nie zauważyłam działania łagodzącego podrażnienia czy zwalczającego swędzenie, pieczenie i zaczerwienienie. Był delikatny i na pewno nie podrażniał dodatkowo skóry, ani nie pogarszał dodatkowo jej stanu. Koszt to ok. 16zł 400ml, więc cena przyjazna. Bardzo wydajny i szybko się wchłaniał oraz nie pozostawiał tłustej, lepkiej warstwy. Skóra zostawała po nim miękka i gładka.  Niestety nie powrócę do niego ponownie. 

Ziaja rebuild reduktor rozstępów- kupiłam go już dosyć dawno, ale potem go odstawiłam i nie dokończyłam. Niedawno postanowiłam do niego wrócić i do końca zużyć. Nie łudźmy się, że taki krem pomoże nam zwalczyć rozstępy. Zapachu dość specyficzny, ale mi osobiście nie przypadł do gustu. Używałam go głównie na uda. Nie mam dużego problemu z rozstępami, występują jedynie po zewnętrznej stronie ud i to dosyć wysoko, nie są też bardzo widoczne. U mnie jest to spowodowane najprawdopodobniej wahaniem wagi tzn.raz schudnę potem trochę ta waga znowu skoczy do góry i tak w kółko. Krem oczywiście rozstępów nie zwalczył, ale mam wrażenie, że lekko ujędrnił skórę. Miał fajną, kremową konsystencję, dobrze się rozprowadza, wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Niestety mało wydajny. Ostatnio zaczęłam go używać wraz z rollerem do masażu, który zobaczycie w najbliższym poście zakupowym oraz z olejkiem bio-oil i musze powiedzieć, że moje rozstępy się rozjaśniły (nie zniknęły, ale się rozjaśniły i są dużo mniej widoczne). Miałam też kilka tzw. świeżych rozstępów,  fioletowych (takie rozstępy da się jeszcze usunąć domowymi sposobami) i one zniknęły. Nie była to oczywiście zasługa tego kremu tylko kilku czynników- dieta (może bardziej zmiana sposobu odżywiania bo diety jakiejś specjalnej nie stosuję), jazda na rowerze, olejek bio-oil, kremy i masaże rollerem. Część rozstępów tych świeżych zniknęła, a reszta się rozjaśniła i jest mniej widoczna. Do tego kremu na razie nie wrócę bo na razie będę próbowała innych specyfików, ale mogę powiedzieć, że miałam przyjemne odczucie w trakcie jego używania- poza zapachem. 

BingoSpa żel pod prysznic biała glinka i migdały- TUTAJ znajdziecie jego dokładną recenzję. Dobry i tani produkt, który warto wypróbować. Bardzo przyjemny, słodki, migdałowy zapach. Dobrze się pieni, nie podrażnia, ani nie wysusza, dobrze oczyszcza i jest wydajny. 

Balea kokos i nektaryna żel pod prysznic- ten produkt również doczekał się osobnej recenzji, którą znajdziecie TUTAJ. Jak pewnie wiecie, żele z Balei uwielbiam i przez ostatnie 1,5 roku używam ich regularnie i są to żele, które dominują w mojej łazience. Zapach boski, nieziemski i po prostu cudowny- jak większość żeli Balei. Niestety nie utrzymuje się długo na skórze. Nie podrażnia i nie wysusza, dobrze oczyszcza i jest wydajny, Do tego bardzo tani 0,65 Euro za 300ml. Niestety słabo dostępny bo jedynie w drogeria DM (dostępnych m.in w Niemczech czy Czechach) lub poprzez internet, ale cena jest wtedy wyższa i dochodzą koszty wysyłki. 


Isana zmywacz do paznokci- ten zmywacz uwielbiam, mimo że w składzie ma aceton. Bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem lakieru, robi to szybko, nie trzeba się z nim męczyć. Ma bardzo dużą pojemność, a przy tym jest bardzo wydajny i starcza na bardzo długo. Póki co mój ulubiony zmywacz. Niestety nie wszystkim spodoba się ten aceton w składzie, ale dla mnie to nie ma dużego znaczenia. paznokcie mam dosyć mocne i nie zauważyłam, żeby mi szkodził. 

Bourjois płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu- kupiłam na promocji w Rossmannie, gdy było -40% na pielęgnację twarzy i nie żałuję. Dobrze sprawdzał się przy codziennym demakijażu zarówno twarzy jak i oczu. Radził sobie z delikatnym i mocnym makijażem. Dobrze zmywał tusz czy kreski. Nie wiem jak radzi sobie z wodoodpornym makijażem bo nie używałam przez ten czas żadnych wodoodpornych kosmetyków. Dokładnie oczyszcza, nie podrażnia skóry ani oczu, nie szczypie, nie wysusza, ma neutralny zapach, jest bardzo wydajny i ma przystępną cenę. Może do niego wrócę. Byłam z niego zadowolona i nie zauważyłam jakichś minusów, ale chyba bardziej zaprzyjaźniłam się z Biodermą czy płynem BeBeauty. 

Playboy PinUp- dostałam go na święta.Nie umiem opisywać zapachów, ale jest dosyć słodki i jednocześnie ciężki. Używałam w okresie zimowym i sprawdzał się fajnie. Może nie jest to dokładnie mój zapach, ale nie drażnił mnie aż tak, żeby go nie używać. Wolę bardziej świeże, owocowe i słodkie, ale nie tak ciężkie zapachy. Na zimę był ok, ale teraz wiosną pewnie bym go nie użyła. Natomiast bardzo podobał się mojej mamie, więc wszystko zależy od gustu i upodobań. Nie był zły, ale nie jest to do końca taki zapach jaki lubię i nie zachwycił mnie tak bardzo, żeby do niego wrócić. A zapach nie utrzymywał się bardzo długo, ale też nie znika po kilku chwilach. Jak za taką cenę to nie jest źle. 


Perfecta maska-serum do rąk i szafirowy peeling do rąk-peeling dosyć delikatny, starczył mi na 3 użycia, jednak mógłby być trochę mocniejszy. Natomiast maskę zużyłam całą za pierwszym razem do parafiny. Jest dosyć tłusta, więc jeżeli chcecie jej użyć samą bez parafiny to polecam pod bawełniane rękawiczki na noc, wtedy fajnie się wchłonie. Dłonie po tym zabiegu były gładkie i miękkie, ale jakiegoś efektu "wow" nie było. Dosyć przeciętny produkt, który mnie nie zachwycił. Do tego efekt nie utrzymuje się zbyt długo. Zapach też nie przypadł mi do gustu. Nie w moim typie. Do tego zestawu nie wrócę. 

Playboy balsam play it sexy- zwykła próbka, więc za bardzo nie mogę się na jego temat wypowiedzieć. To co mnie urzekło to jego niesamowity zapach. Jest słodki i bardzo przyjemny. Mnie zachwycił, dlatego na pewno skusze się na pełnowymiarowe opakowanie, ale najpierw muszę wykończyć balsamy, które mam w domu (a trochę ich jest). Konsystencja nie jest za gęsta, bardziej w formie mleczka, ale łatwo się rozprowadza i szybko się wchłonął. Pozostawił skórę miękką, delikatną, a taka mała saszetka wystarczyła mi na całe nogi i ręce. A zapach jest mocno wyczuwalny na skórze i bardzo długo się na niej utrzymywał. Naprawdę mam chęć na pełnowymiarowe opakowanie. 

Oillan regenerujący koncentrat do rak- przeznaczony dla osób z alergiami skórnymi, w tym z AZS. Zapach nieprzyjemny, pachnie jakby był stały, zwietrzały, ale nie zapach jest najważniejszy. Dobrze natłuszczał i nawilżał moją suchą, podrażnioną i z objawami alergicznymi skórę dłoni. Gdy moja skóra była tak nieprzyjemnie sucha to po jego nałożeniu odczuwałam takie uczucie ulgi, a skóra stawała się delikatna i gładka. Jak już mówiłam to bardzo dobrze nawilżał i natłuszczał moje dłonie. Nie raz mi pomagał, dlatego na pewno do niego wrócę. Zwłaszcza, że moje dłonie często są przesuszone po tych wszystkich maściach i całym leczeniu. Jak najbardziej polecam alergikom czy osobom z AZS.

Eveline odżywka diamentowa do paznokci- uwielbiam odżywki Eveline. Pomimo, że odżywka diamentowa i 8w1 mają identyczne składy to mam wrażenie, że 8w1 jest lepsza. Nie wiem dlaczego, ale przy tej miałam wrażenie, że moje paznokcie się bardziej rozdwajają. Wiem, że nie wszyscy są jej zwolennikami i niektórym zaszkodziła, a to za sprawą obecności w składzie formaldehydu. Mi na szczęście nie zaszkodziła, tylko pomogła, dlatego zaliczam się do grona zwolenników tej odżywki. Moje paznokcie zazwyczaj były mocne, grube i raczej się nie łamały. Ale były takie okresy, że były osłabione np. po żelach i wtedy na ratunek przychodziła mi ta odżywka. Paznokcie szybko przy niej wracały do formy. Przy jej stosowaniu praktycznie wcale się nie łamały i bardzo szybko rosły. Jej plusem jest też to, że świetnie na niej trzyma się lakier. Nawet taki tani lakier utrzymuje się u mnie ok 4 dni jak nie więcej. Obecnie używam jej właśnie jako bazy pod lakier i sprawdza się rewelacyjnie. Odzywkę 8w1 poleciłam mojej mamie, która używała jej regularnie według wskazań na opakowaniu i udało jej się zapuścić piękne i długie paznokcie. A wcześniej strasznie się jej łamały i nie mogła ich zapuścić nawet na 1mm. Polecam, ale uważajcie bo są przypadki, że działa zupełnie na odwrót. Musicie dokładnie obserwować paznokcie przy jej stosowaniu i najlepiej najpierw wypróbujcie je na 1 paznokci, żeby sprawdzić czy nic złego się nie dzieje. 


Maybelline Affinitone puder- nie tak dawno o nim pisałam (recenzja TUTAJ), a już kilka dni później spadł mi i całkowicie się rozleciał. Nawet go nie ratowałam bo nie było go już dużo, a poza tym nie byłam nim zachwycona, jeżeli pamiętacie. Słabo matuje, po godzinie już muszę dokonywać poprawek, na moje cerze tworzył efekty maski, dawał pudrowy efekt, podkreślał niedoskonałości, a cera nie wyglądała po jego zastosowaniu korzystnie. Do tego szybko się ściera i ma w środku beznadziejną gąbeczkę. Tak więc bardzo się cieszę, ze się rozwalił i poszedł do kosza :D Do plusów mogę jedynie zaliczyć opakowanie z lusterkiem, cenę, wybór kolorów, konsystencję oraz dostępność. Ale jego działanie to kompletna pomyłka. Najgorszy puder jaki miałam. 

Rimmel Match Perfection- mam odcień 101 classic ivory. Zużywanie podkładów idzie mi jakoś opornie, ale w końcu o jeden mniej :D Ma bardzo lejącą konsystencję, jest lekki, wyrównuje koloryt, ale nie kryje. Krótko utrzymuje się na twarzy, szybko się z niej ściera, wymaga przypudrowania, ma dużo dostępnych kolorów (w tym jeden bardzo jaśniutki za co duży plus) i ma przyjemny zapach, a na promocji można go dostać w bardzo przystępnej cenie. Ma praktyczne opakowanie z pompką, ale nie można go zużyć do końca bo dużo podkładu zostaje na ściankach (co widać na zdjęciu). Łatwo się rozprowadza, nie robi smug i dopasowuje się do cery. Polecam dla osób, które potrzebują wyrównania kolorytu, lekkiego i delikatnego efektu. Jeżeli szukacie czegoś z dobrze kryjącego to niestety tutaj niestety się zawiedziecie. Można się zawsze ratować korektorem. Jest bardzo lekki, wiec fajnie sprawdza się wiosną. Ładnie wygląda na cerze, nie tworzy efektu maski, ale pozostawia lekki połysk, więc trzeba cerę zmatowić pudrem (zwłaszcza tłustą). Ja mam jeszcze kolor 010 light porcelan, który używam do rozjaśniania za ciemnych podkładów i fajnie się do tego sprawdza. Ma przyjemny zapach. Nie wiem czy kupię ponownie. 


I tak dobrnęłam do końca. Moje denkowe posty zawsze są dosyć długie. Zabieram się za dalsze zużywanie bo trzeba trochę uszczuplić zapasy. Powoli kolejne produkty zmierzają do końca, więc za miesiąc kolejne podsumowanie zużyć. 

Miałyście coś z tych kosmetyków ? Jakie macie o nich zdanie ?
I jak tu Cię polubić ? Ziaja krem bionawilżający do cery tłustej i mieszanej

I jak tu Cię polubić ? Ziaja krem bionawilżający do cery tłustej i mieszanej

Zawsze wychodzę z założenia, że pisząc recenzję danego produktu to najpierw powinnam go używać przez dłuższy czas, aby móc się obiektywnie wypowiedzieć na jego temat. Dzisiaj będzie inaczej. Poniższy krem użyłam zaledwie kilka razy. Pewnie spytacie się dlaczego robię robię recenzję produktu, którego nie używałam ? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie poniżej. 


Zacznijmy od plusów. Krem ten, jak wszystkie produkty ziaji, jest bardzo tani. Konsystencję ma delikatną, aksamitną i bardzo łatwo rozprowadza się na twarzy, a  skóra po nim jest bardzo gładka oraz miła w dotyku. Krem szybko się wchłania i dzięki swojej delikatnej konsystencji sprawdza się fajnie pod makijaż (gdyby nie jeden nieprzyjemny fakt). Zapach jest delikatny i przyjemny.


Według producenta krem ma intensywnie nawilżać, regulować aktywność gruczołów łojowych, zmniejszać nadmierne złuszczanie naskórka oraz skutecznie łagodzić podrażnienia i doskonale sprawdzać się pod makijaż.
Mogę jedynie stwierdzić, że fajnie sprawdzałby się pod makijaż. Niestety o jego działaniu nie mogę nic powiedzieć. Nie mogę stwierdzić stwierdzić na ile zapewnienia producenta są prawdziwe, ponieważ jak mówiłam go zaledwie kilka razy. A dlaczego ? Dlatego, że krem ten strasznie mnie zapycha. Gdy nakładałam go na wieczór to rano wstawałam z kilkoma podskórnymi, bolącymi krostami. Potem przez kilka dni musiałam doprowadzać twarz do normalnego stanu. Gdy nakładałam go rano pod makijaż i wieczorem zmywałam makijaż było dokładnie to samo. Do tego po jego użyciu zwiększała mi się znacznie ilość zaskórników. A to wszystko działo się po kilku godzinach od nałożenia. Nie mogłam go użyć więcej niż jeden dzień tak bardzo mnie zapychał. Dawałam mu już nie jedną szansę, ale zawsze kończyło się tak samo.

Aby znaleźć przyczynę jego zapychanie wystarczy spojrzeć na jego skład.


Niestety przy jego zakupie nie spojrzałam na skład, zorientowałam się dopiero w domu, ale stwierdziłam, ze może nie zrobi mi krzywdy. Myliłam się. Na trzecim miejscu w składzie ma parafinę, która może działać zapychająco. Patrząc dalej możemy znaleźć jeszcze substancje takie jak: Caprylic/Capric Triglyceride czy Isopropyl Myrisat, które podobnie jak parafina są substancjami komedogennymi. Nic więc dziwnego, że krem ten mnie zapycha.

Zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego krem, który zawiera tyle substancji komedogennych jest dedykowany dla cer tłustych i mieszanych ? Kto opracowywał skład tego kremu i wymyślił sobie, że będzie idealny dla tłustej cery, która jest podatna na zapychanie, jest tłusta, wytwarza dużo sebum i ma już wystarczająco dużo problemów z zaskórnikami i innymi niespodziankami na twarzy ?

Dla mnie ten krem to porażka. Oddam go mojej mamie albo zużyję do stóp bo na twarz już na pewno go nie nałożę, więcej szans mu nie dam.
Denko, czyli z czym się pożegnałam w marcu...

Denko, czyli z czym się pożegnałam w marcu...

Po długim czasie w końcu dokończyłam tego posta. Zaczęłam kilka godzin temu, ale sąsiedzi robią remont i ci "fachowcy" tak wiercili i kuli, że nam tynk w pokoju odleciał. Na szczęście w poniedziałek przyjdą nam to naprawić. Normalnie masakra. Właśnie wtedy byłam w trakcie pisania i jakoś nie mogłam do tego wrócić i dokończyć. Na szczęście po kilku godzinach się udało i tak oto post jest już na blogu.

Jak co miesiąc przyszedł czas, aby podsumować zużycia. Co się sprawdziło, a co okazało się totalnym bublem ? Przekonacie się czytając tego posta...


Nie ma tego aż tak dużo, ale jednak kilka produktów się nazbierało :)


Alverde peeling z wiórkami kokosu i kwiatem lotosu- już na wstępie mogę powiedzieć, ze z tym produktem to się nie polubiliśmy i się więcej nie spotkamy. Po pierwsze peeling ma strasznie rzadką i taką "glutowatą" konsystencję, która bardzo mi nie odpowiadała. Na początku od razu sprawdziłam czy nie jest przeterminowany bo nie wyglądało to fajnie. Do tego opakowanie ma dosyć duży otwór przez który wypływa produkt i jak tylko chciałam go nałożyć na rękę to przez opakowanie i jego konsystencję strasznie dużo mi go wypływało. Kolejną rzeczą jest to, że peeling nie zawiera drobinek tylko wiórki kokosowe, które praktycznie w ogóle nie spełniały swojego zadania. Peeling jest bardzo delikatny i ja jako osoba przyzwyczajona do mocniejszych peelingów prawie wcale go nie czułam. Praktycznie wcale nie wygładzał i nie ścierał martwego naskórka, dlatego używałam go bardziej jako żelu do kąpieli. Ja peelingów najczęściej używam w lecie, ale tego produktu latem to w ogóle sobie nie wyobrażam. Do tego miał strasznie nieprzyjemny i duszący zapach. Nie polecam i na pewno po niego nie sięgnę po raz kolejny.

Alverde szampon do włosów z hibiskusem i aloesem- szampon bez silikonów, przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych, który ma za zadanie je nawilżyć i zregenerować. Ma przezroczystą, lekko żelową konsystencję i łagodny zapach. Dobrze oczyszczała włosy, nie obciążał ich, nie plątał i nie niszczył. Niestety słabo się pienił i potrzebowałam dosyć sporą ilość szamponu do dokładnego umycia całych włosów, przez co był mało wydajny. Czy nawilżał, tego nie wiem, ponieważ raczej nie stosuję samych szamponów bez żadnych odżywek. Tak jak w przypadku innych szamponów z alverde czy balei moje włosy nie przetłuszczały się tak szybko. Na pewno jest to ogromnym plusem, ponieważ nie wyobrażam już sobie codziennego mycia włosów, tak jak to miało miejsce jeszcze w liceum, zwłaszcza że są już dosyć długie, a takie mycie jest męczące i czasochłonne. Do tego jest tani, niestety słabo dostępny, nie podrażniał skóry głowy, ale w składzie ma alkohol, więc radzę na niego uważać. U mnie szkód nie sprawił. Może do niego wrócę, jeszcze nie wiem, na razie chcę jeszcze wypróbować inne szampony z alverde i balei.

Batiste suchy szampon do ciemnych włosów- produkt, który pojawia się u mnie praktycznie w każdym denku, więc nie ma chyba potrzeby Wam go przedstawiać. Jak zawsze powtórzę, że jest to bardzo dobry produkt do odświeżenia włosów, gdy chcemy wyjść z domy, a nie mamy czasu na mycie. Suchy szampon lekko odświeża włosy, wizualnie wyglądają świeżo, lekko je unosi i jest wydajny bo przy regularnym używaniu (zwłaszcza do grzywki) starcza mi na miesiąc. Do tego wersja do włosów ciemnych nie pozostawia na moich włosów białego osadu. Jest to produkt, który zawsze u mnie jest i nie wyobrażam sobie już życia bez niego. To taki mój must have :D


Cztery Pory Roku zimowy peeling do rąk- ten produkt doczekał się już swojej osobnej recenzji, którą znajdziecie TUTAJ. Używałam go bardzo nieregularnie, ale bardzo go polubiłam i mam już w zapasie drugie opakowanie. Jest wydajny, nie potrzeba zbyt dużej ilości peelingu, aby wykonać dokładny peeling dłoni. Używałam go sporadycznie, ale dlatego, że dłonie często peelinguje się podczas peelingu ciała czy twarzy. Fajnie sprawdza się przy robieniu manicure, już po opiłowaniu paznokci, odsunięciu skórek nakładam peeling jakąś maskę czy krem i czasami dodaję do tego zabieg parafinowy. Dłonie są po nim bardzo gładkie, a do tego peeling ma niesamowity zapach. Jest dosyć delikatny, słabszy od peelingu do ciała, ale peelingi do dłoni są zazwyczaj delikatne. Ma fajny skład i bardzo praktyczne opakowanie. Uwielbiam ten produkt Świetnie sprawdził się po zaleczeniu mojego uczulenie, gdy moje dłonie były szorstkie, pomarszczone i dosyć często wykonywałam wtedy peeling, że by zetrzeć trochę tą szorstką warstwę skóry. Moje dłonie są teraz dużo gładsze i ładniejsze. 

Fusswohl krem do stóp z 10% mocznikiem- bardzo przyjemny kremik, ładnie nawilżał i wygładzał moje stopy, pozostawiał delikatny film na skórze, który musi się wchłonąć, ale zdecydowanie nie jest tłusty. Używałam go głównie na noc, jak już byłam w łóżku, właśnie ze względu tej lekkiej warstwy na skórze. Resztę kremu często wsmarowywałam w dłonie, żeby już nie latać do łazienki i też je ładnie wygładzał. Jest bardzo tani (ok 4 zł) i wydajny. Zapewne jeszcze do niego wrócę :)

Ziaja maska anty stres z glinką żółtą- maski z ziaji uwielbiam, po tej masce moja cera była gładka, nawilżona, miękka, odświeżona i zregenerowana. Dodatkowo koi i łagodzi, delikatnie rozjaśnia i wyrównuje koloryt. Nie podrażnia, ma przyjemny zapach, starcza na jakieś 3 użycia, nie zapycha, nie uczula i jest łatwo dostępna oraz bardzo tania. Polecam, ja na pewno po nią nie raz sięgnę. Recenzja tej maski ukazała się też w TUTAJ.

Marion peeling z ziarenkami z winogron- recenzję znajdziecie TUTAJ. W tym peelingu urzekł mnie przede wszystkim zapach. Jest delikatny, nie posiada dużej ilości drobinek peelingujących, ale jest to peeling do cery suchej i normalnej, więc musi być delikatny (do takich typów cery zalecane są peelingi enzymatyczne). Cera jest po nim gładka, delikatnie oczyszczona i wygładzona. Nie wysuszał, nie wywoływał podrażnień, , ani zaczerwienień. Mimo wszystko nie wiem czy do niego wrócę, ponieważ wolę mocniejsze peelingi i mam już swoje ulubione peelingi. 


Rimmel Match Perfection korektor pod oczy- ten korektor bardzo lubię i często po niego sięgam, mam już nawet kolejne opakowanie w zapasie. Świetnie sprawdza się pod oczami jest lekki, nie roluje się, ma lekkie krycie, więc może być zbyt słaby dla osób z dużymi problemami w tej okolicy, jest trwały, daje naturalny efekt, dobrze radzi sobie z zaczerwienieniami, jest naprawdę baaaardzo wydajny i znajduje się w bardzo praktycznym i wygodnym opakowaniu. Niestety jak już pisałam może nie sprawdzić się w przypadku dużych problemów pod oczami, ja na szczęście nie mam potrzeby dużego krycia i to co jest dużym minusem to odcienie. Dostępne są tylko dwie wersje kolorystyczne, przy czym jaśniejszy kolor, nie jest aż tak jasny i może być za ciemny dla typowych bladziochów. Ja jestem dosyć bladą osobą i dla mnie mógłby by też ciut jaśniejszy, ale mimo to ładnie się dopasowywał i wtapiał. Dlatego zdecydowałam się na kolejne opakowanie. 

Eveline Big Volume Lash tusz do rzęs pogrubiający- tusz posiada silikonową szczoteczkę, którą nie wszyscy lubią, ja jednak lubię zarówno tradycyjne jak i silikonowe szczoteczki. Kupiłam go pod wpływem pozytywnych opinii i niestety trochę się rozczarowałam nim. Szczoteczka ładnie rozprowadza produkt, nie skleja rzęs, efekt pogrubienia jest delikatny, tak samo jest w przypadku wydłużenia. Daje naprawdę delikatny efekt i trzeba nałożyć kilka warstw, żeby uzyskać zamierzony efekt. Ja pomimo, że mam dosyć długie i ładne rzęsy, jestem niezadowolona z efektu jaki daje. Z czasem zaczęłam się posiłkować drugim tuszem. A najgorszym minusem jest trwałość. Tusz się osypuje i z każdą godziną jest go coraz mniej na rzęsach. Myślałam, że chociaż fajnie sprawdzi się na dolnych rzęsach, ponieważ fajnie się niem malowało i nie robiłam sobie nim czarnych plam pod oczami, ale niestety tam też się nie sprawdzał. Tusz się rozmazywał i po kilku godzinach miałam czarne plamy pod oczami !! Temu tuszowi mówię nie, nie i jeszcze raz zdecydowane nie !!!!! 


Jak Wam idzie zużywanie produktów ? U mnie już powoli kolejne się kończą :D

A już wkrótce recenzja pierwszego produktu z pudełeczka od Cztery Pory Roku :)

Zużycia lutowe

Zużycia lutowe

Przez ostatni tydzień niestety nie było postów na blogu, ale się rozchorowałam i kompletnie nie miałam siły na pisanie na blogu. Teraz powoli już wracam do zdrowia i czuję się już coraz lepiej. 
A dzisiaj przyszedł czas na comiesięczne podsumowanie zużyć. Moja torba na puste opakowanie przez ten miesiąc troszkę się zapełniła, więc będzie o czym pisać.


Balea szampon nabłyszczający- bardzo dobrze oczyszcza, radzi sobie nawet z olejami,  nie obciąża włosów, nie powoduje szybszego przetłuszczania (od kiedy zaczęłam używać bezsilikonowych szamponów z Balei lub szamponów Alverde, moje włosy się tak nie przetłuszczają i wystarczy mi mycie co 3 dzień, a wcześniej musiałam to robić codziennie), dobrze się pieni, nie podrażnił skóry głowy, nie zawiera silikonów, ma fajną konsystencję, mętny kolor, przyjemny zapach, jest bardzo wydajny i bardzo tani bo kosztuje jedynie 0,65 Euro. Po umyciu zawsze stosuję odżywkę lub maskę bo inaczej mam splątane włosy, ale to już jest u mnie rutyną przy każdym szamponie. Niestety nie zauważyłam jakiegoś specjalnego nabłyszczenia włosów. Dla osób stosujących pielęgnację włosów bez SLS mam złą wiadomość, gdyż szampon ten zawiera SLS. Ja SLS-ów nie unikam w pielęgnacji. Kupię ponownie (ten albo w innej wersji)

Balea odżywka mango i aloes- wspomniałam już o niej w ulubieńcach. Jest to odżywka nawilżająca do włosów suchych. Nie zauważyłam specjalnego nawilżenia i jakiegoś super efektu, ale sprawdziła się jako lekka odżywka po umyciu włosów, kiedy nie miałam czasu na  maski, a odżywki staram się stosować zawsze, gdyż moje włosy bez są strasznie napuszone i trudne do rozczesania. Włosy są po niej miękkie, sypkie, łatwo się rozczesują, lekkie, nie są obciążone. Nie zawiera silikonów. Czasami stosowałam ją na dłużej pod czepek i ręcznik. Dodam, że pod koniec jej używania znalazłam dla niej jeszcze jedno zastosowanie. Zaczęłam jej używać do mycia włosów metodą OMO i muszę przyznać, że sprawdzała się do tego celu idealnie, dlatego na pewno sięgnę po nią jeszcze nie raz. Jej cena tak jak w przypadku szamponu jest bardzo niska bo jedyne 0,65 Euro. W metodzie OMO zużywa się dosyć duże ilości odżywki, więc nie warto inwestować w droższe odzywki. Na pewno kupie ponownie. 

Szampon Baybydream- kupiłam głównie do mycia pędzli i w tym sprawdzał się idealnie. Próbowałam nim tez myć włosy, ale podczas mycia one stawały się szorstkie, zawsze po nim musiałam używać głęboko nawilżających i odżywczych masek bo włosy były były bardzo suche, splątane , napuszane i ciężko się je rozczesywało. Do tego słabo się pieni. Plusem na pewno niska cena ok 3-4 zł. Kupię ponownie, ale do pędzli nie do włosów bo one się z nim nie polubiły.

Pantene Aqua Light lekka odżywka w sprayu- kupiłam ją dosyć dawno, na początku używałam dosyć regularnie. Odzywka ta na pewno nie obciążała włosów, ładnie pachniała, wygładzała, ułatwiała rozczesywanie i  była wydajna. Potem jakoś o niej zapomniałam i niedawno postanowiłam ją dokończyć i w końcu zużyć. Teraz w sprzedaży dostępna jest jakaś nowa wersja. Niby wszystko ok, ale nie kupię ponownie. Jakoś nie widzę potrzeby jej stosowania. Po umyciu zawsze używam odżywki lub maski do spłukiwania, a na mokre włosy nakładam jeszcze jedwab lub serum. Moje włosy po tym wszystkim są już wystarczająco miękkie,, błyszczące i łatwo się rozczesują, więc nie potrzebuję nakładać na nie kolejnych rzeczy, zwłaszcza, że ta odżywka nie robi nic nic poza wygładzeniem i ułatwieniem włosów (co ja osiągam dzięki innym produktom). Uważam, że im mniej nakładam na włosy, tym lepiej, żeby za bardzo ich nie obciążać bo potem bardziej się przetłuszczają. Dodam jeszcze, że w odżywce bardzo podobał mi się zapach, który dosyć długo utrzymywał się na włosach i za to plus bo rzadko na moich włosach utrzymuje się jakiś zapach. Jak już pisałam wcześniej nie kupię ponownie. 


Nivea antyperspirant invisible for black & white- bardzo przyjemny antyperspirant, dobrze chronił, nie pozostawiał śladów, nie podrażniał i ładnie pachniał. Do tego wydajny i często można go dostać w promocji w dwupaku w Biedronce co na pewno bardzo się opłaca. Bardzo go polubiłam i pewnie jeszcze po niego sięgnę. Kupię ponownie

Eveline slim extreme 3d peeling- używany przeze mnie głównie latem, ponieważ zimą rzadziej używam peelingów i jakoś o nich zapominam. Została mi resztka peelingu z lata, więc postanowiłam go w końcu zużyć i wyrzucić. Bardzo dobrze peelinguje, wygładza skórę, nie podrażnia, jest wydajny, ma dosyć duże drobinki peelingujące, ale jest nieco słabszy od peelingu perfecty, który jak do tej pory był moim najmocniejszym peelingiem. Peeling ten ma piękny cytrusowy zapach, który uwielbiam i jest idealny na letni okres. Tan peeling znalazł się w moich ulubieńcach czy niezbędnikach wakacyjnych. Działania antycellulitowego nie zauważyłam, ale powtórzę to kolejny raz, że same kosmetyki nie pomogą, one mogą  być "wspomagaczami" do diety i ćwiczeń.  Bardzo się polubiliśmy i dlatego pewnie kupię go ponownie.

Perfecta Spa masło do ciała antycellulitowe pomarańcza+ aromat wanilii- początkowo nie spodobał mi się zapach, ale w trakcie używania stał się dosyć znośny, jednak miłości z tego nie będzie. Używałam go przez cały luty. Uważam, że jest mało wydajny, daje uczucie nawilżenia, ale na ile nawilża to trudno stwierdzić, gdyż w składzie znajduje się parafina (chyba na 2 miejscu, ale nie pamiętam teraz), która daje pozorne uczucie nawilżenia i wygładzenia skóry. Ma typową konsystencję masła, jest dosyć tłusty i nie wchłania się najszybciej. Nie polubiłam się z nim, więc nie kupię ponownie.


Iwostin Purritin krem przywracający nawilżenie- lekki krem, który ma przywracać nawilżenie, ale jak dla mnie to nawilżenie jest średnie. Używałam go podczas stosowania kremu złuszczającego z pharmaceris, gdzie moja cera była bardzo przesuszona, a ten krem niestety sobie z tym nie radził, dlatego musiałam sięgnąć po coś mocniejszego. Fajnie sprawdza się natomiast jako lekki krem pod makijaż. Delikatnie nawilża, nie matuje, ale nie pozostawia też efektu świecenia na twarzy, sprawdza się świetnie pod makijażem i nie powoduje przetłuszczania i zapychania cery. Do tego jest wydajny, ma lekką, delikatną, nieobciążającą konsystencję, przyjemny zapach i szybko się wchłania pozostawiając twarz gładką i miękką. Mimo wszystko myślę, że kupię ponownie. 

Ziaja kuracja AZS krem regenerujący natłuszcający- krem stosowany przeze mnie głównie do rąk. Od dłuższego czasu zmagam się z alergią i chyba jest to atopowe zapalenie skóry. Najbardziej to wszystko dotyka moich dłoni, dlatego staram się je mocno nawilżać, natłuszczać i obecnie stosuję zazwyczaj kosmetyki hipoalergiczne, bezzapachowe do skóry z azs, mocno nawilżające i natłuszczające, żeby dodatkowo nie podrażniać skóry dłoni, a do tego stosuję cięgle jakieś maści od alergologa,. Ten krem sprawdzał się bardzo dobrze. Nawilżał, natłuszczał i pozostawiał dłonie miękkie i gładkie. Ma dosyć tłustą konsystencję i jest bezzapachowy. Kilka razy użyłam do twarzy, gdy miałam przesuszona cerę po kuracji z pharmacerisem i sprawdził się bardzo dobrze, pomógł mi zwalczyć suche skórki (jednak używałam go w tym celu sporadycznie, ze względu na jego tłustą konsystencję, ponieważ bałam się, żeby mnie nie zapchał). Na razie szukam jeszcze innych kosmetyków, więc na razie nie kupię, ale może kiedyś do niego wrócę. 
Denko listopad i grudzień

Denko listopad i grudzień

Przez ten okres świąteczno-noworoczny trochę się rozleniwiłam w prowadzeniu bloga, ale już wracam. Mam teraz trochę nauki bo niedługo egzamin zawodowy, ale mam nadzieję, że znajdę trochę czasu na bloga.

W zeszłym miesiącu nie było denka, ponieważ zebrało się z byt mało produktów, ale już w ciągu dwóch ostatnich miesięcy zebrało się tego trochę, więc mogę Wam zaprezentować denko z listopada i grudnia. Niestety kilka rzeczy znowu wyrzuciłam (oczywiście były to żele pod prysznic i maseczki, jakoś zawsze o nich zapominam i wyrzucam :D)
Muszę się w końcu zabrać za jakieś porządne recenzje, ponieważ dawno nie było. 


Be Beauty płyn micelarny- produkt znany chyba wszystkim, również jestem jego miłośniczką, dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia, nie piecze w oczy, dobrze oczyszcza skórę, ma przyjemny zapach a do tego jest bardzo wydajny. Minusów nie zauważyłam. Uwielbiam ten płyn. Kupię ponownie (już ma kolejne opakowanie)

Bioderma Sebium Gel Moussant- aantybakteryjny krem do mycia twarzy, dobrze oczyszcza, nie podrażnia cery, czasami czułam uczucie ściągnięcia, zdarzało mi się nim zmywać makijaż i nawet sobie z nim radził, nie zauważyłam działania na niedoskonałości i wypryski, ale jako żel do codziennego oczyszczania twarzy sprawdzał się bardzo dobrze. Szersza recenzja TUTAJ. Kupię ponownie (a nawet mam w zapasie kolejne opakowanie)

Timotei Pure 2w1 szampon i odżywka- działania odżywczego nie zauważyłam, ale bardzo dobrze oczyszczał włosy, nie obciążał ich i nie powodował szybszego przetłuszczania. Był bardzo wydajny a opakowanie 400ml starczyło mi na jakieś 3 miesiące przy myciu włosów co 2 (czasami co 3) dni, a włosy mam dosyć drugie. Plusem na pewno brak silikonów, parabenów i barwników. Włosy po nich długo utrzymywały się świeże. Być może kupię ponownie.

Ziaja kokosowe mleczko do ciała- uwielbiam kokosowe zapachy. Ten balsam używałam już w okresie stycznia/lutego, ale później przeszłam na bardziej owocowe zapachy a do tego wróciłam w okresie jesienno/zimowym, żeby go dokończyć. Ma cudowny kokosowy zapach, taki jak uwielbiam , który długo utrzymuje się na ciele, do tego jest wydajny, ma fajną konsystencję (nie jest za rzadki ani za gęsty) i ładnie nawilża skórę, ale jest to takie średnie nawilżenie. W przyszłości kupię ponownie, ale na razie chcę wypróbować inne balsamy (a mam ich spory zapas) 


Batiste suchy szampon wersja tropikalna- to już drugie moje opakowanie szamponu z Batiste, ale ta wersja nie spodobała mi się tak bardzo jak ten do włosów ciemnych. Zapach ma niesamowity, ale niestety na ciemnych włosach postawia biały osad, który ciężko usunąć. Kupiłam go, ponieważ nie było wtedy tej wersji do ciemnych włosów, ale następnym razem już go nie wezmę. Przy włosach jasnych na pewno sprawdzi się idealnie, ponieważ ładnie odświeża włosy i lekko dodaje im objętości. W nagłych przypadkach i przy włosach LEKKO nieświeżych sprawdzi się świetnie, ale mycia to nam nie zastąpi. Kupię ponownie, ale w wersji do włosów ciemnych.

Isana zmywacz do paznokci- zmywacz idealny, bardzo tani, wydajny, starcza na kilka miesięcy przy regularnym malowaniu paznokci, świetnie zmywa lakier i nie wysusza skórek, czyli to co zmywacz powinien robić. Dla mnie to ideał i mój ulubieniec. To jest moje trzecie skończone opakowanie i właśnie zaczęłam czwarte. Nie zamierzam go w przyszłości zamieniać na nic innego. Kupie ponownie (i to nie raz)

Marion ampułki regeneracja i wzmocnienie z olejkiem arganowym- po tym produkcie oczekiwałam więcej, produkt dosyć przeciętny, sam z włosami nie robił nic nadzwyczajnego, nie zauważyłam jakichś super efektów. Zaczęłam używać tych ampułek w połączeniu z maska z alterry granat i aloes i w tym połączeniu moje włosy były miękkie, wygładzone, błyszczące i wyraźnie odżywione, ale niestety sam się nie sprawdzał.
Nie wiem czy kupię ponownie


Rival de Loop Hydro ampułki z wit. E i ekstraktem z ginkgo (kuracja tygodniowa)- używałam ich jak sobie przesuszyłam twarzy i od razu bardzo je polubiłam. Czasami używałam je same a czasami pod krem. Konsystencja delikatna, przypominająca oliwkę, ładny delikatny zapach, jedna ampułka idealnie wystarcza na jedną aplikację, szybko się wchłania a po zastosowaniu skóra staje się miękka i gładka. Nie zapycha, a mam cerę tłustą. Bardzo mi pomógł dlatego kupię ponownie

Flos Lek żel pod oczy ze świetlikiem lekarskim i chabrem bławatkiem - lekki, delikatny żel, przeznaczony raczej dla osób młodych, które nie potrzebuję jeszcze aż tak mocnych, regenerujących i przeciwzmarszczkowych kremów. To było moje drugie opakowanie, bardzo ten produkt lubiłam, ale obecnie szukam czegoś innego. Być może jeszcze kupię.

L'biotica Biovax A+E serum wzmacniające- próbka serum, która była dołączona do maski keratyna+jedwab. W połączeniu z maska włosy były niesamowicie gładkie i miękkie. Była to tylko próbka, ale bardzo mnie ten produkt zaciekawił, dlatego kupię pełnowymiarowe opakowanie.

Ziaja krem na dzień i na noc do skóry bardzo suchej, podrażnionej- próbka, która zupełnie się u mnie nie sprawdziła. Moja tłusta cera potrzebowała większego nawilżenia niż zwykle (bo nie zapominajmy o tym, że tłusta cera też potrzebuje nawilżenia) i dlatego w ruch poszła próbka tego kemu. Niestety bardzo się zawiodła. Już sam zapach nie przypadł mi do gustu i ciężko było mi używać tego kremu. Dodatkowo krem strasznie zapychał, cera była po nim tłusta, wyskakiwało więcej niedoskonałości a ten okropny zapach utrzymywał się całą noc. Na pewno go nie kupię.

Rival de Loop ampułka mineral konzentrat+ aloe vera- to była moja druga ampułka. Pierwszą używałam kilka miesięcy temu i z tego co pamiętam to byłam zadowolona, ale tym razem tak nie było. Nie wiem dlaczego. Przeraził mnie ten zapach, trochę jak jakiś płyn co mycia okien, a przez tą wodnista konsystencję ciężko było ją nałożyć bo przelewała się przez palce . Zaaplikowałam raz a resztę wylałam. Próbuję sobie przypomnieć jak było z pierwszą, ale nie pamiętam. Czy ona tez miała aż taki okropny zapach ? Pamiętam tylko, że przy pierwszej cera zostawała tłusta a tutaj czułam się jak po wsmarowaniu wody. A może moje oczekiwania do kosmetyków się trochę zmieniły i dlatego nie byłam zadowolona ? Po jednej aplikacji nie zauważyłam tez pozytywnych efektów. Coś było z nią nie tak. Nie kupię ponownie. 

Synergen puder- kolor ładnie dopasowywał się do cery, lekko wyrównywał jej koloryt i często używałam go tylko w połączeniu z korektorem i sprawdzał się świetnie. Niestety nie matował na długo i to był jego jedyny minus. Nie wiem czy kupię ponownie.

Essence studio nails ultra gloss nail shine lakier nawierzchniowy nabłyszczający- ładnie nabłyszczał paznokcie, szybko wysychał i w połączeniu z odżywką eveline (jako baza) lakier na moich paznokciach wytrzymywał nawet tydzień, wiec jestem zadowolona. Jestem zadowolona i kupie ponownie (już nawet mam kolejne opakowanie)

My secret matt eyeshadow- biały matowy cień. Rzadko zdarza mi się zużywać cienie, ale tak się stało w przypadku białego cienia. Używałam praktycznie codziennie  na całą powiekę (aż pod łuk brwiowy) w celu rozjaśnienia i do rozcierania cieni. Byłam zadowolona, ale dla mnie biały cień nie ma dużego znaczenia, ponieważ używam głównie do rozcierania. Byłam zadowolona a do tego był bardzo tani. Obecnie mam kilka białych cieni, więc do niego nie wrócę. To co zauważyłam przy tych cieniach fakt, że są strasznie kruche bo pokruszyły mi się na pył dwa cienie z tej samej serii po małych upadkach. Nie wiem czy kupię ponownie (być może jak będę potrzebowała taniego białego cienia to po niego sięgnę)
Październikowe Denko

Październikowe Denko

Jak co miesiąc czas na podsumowanie zużytych kosmetyków. Oto co udało mi się wykończyć w październiku i przez przypadek nie wyrzucić :D


Nie ma tego dużo w tym miesiącu, ale jednak coś się tam uzbierało.


Ziaja ogórkowe mleczko do demakijażu- w końcu udało mi się je zużyć. Był to produkt niezwykle wydajny a pod koniec używałam go już w dosyć sporych ilościach, aby tylko go zużyć (co nie znaczy, że był to zły produkt). Jest to produkt bardzo tani a przy tym dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu. Przy demakijażu oczu nie szczypał i nie podrażniał oczu a makijaż usuwał bezproblemowo. Jak już wspomniałam jest wydajny, ale aż za bardzo. Jak każde mleczko pozostawia na naszej skórze tłustą warstwę./ Nie kupię ponownie, ale tylko dlatego, że obecnie wolę płyny micelarne

Nivea Aqua Effect żel do mycia twarzy-  nie będę się o nim dużo rozpisywać, recenzję macie TUTAJ, używałam go kilka miesięcy, ale bardzo nieregularnie, zazwyczaj rano, żeby oczyścić lekko twarz. Sprawdzał się jako taki żel do oczyszczenia skóry rano, ale wieczorem, gdy potrzebowałam głębszego oczyszczenia używałam czegoś innego./ Raczej nie kupię ponownie

DermoPharma głęboko oczyszczające plastry na czoło i brodę- nic specjalnego, raczej oczekiwałam czegoś lepszego, usunął kilka wągrów, ale tak poza tym to efekt był słaby./ Mam jeszcze jedno opakowanie, ale ponownie nie kupię



Joanna rzepa ampułki wzmacniające do włosów przetłuszczających się, cienkich, delikatnych ze skłonnością do łupieżu i wypadania- z tym produktem wiązałam duże nadzieje, ponieważ ostatnio okropnie wypadają mi włosy, ale niestety strasznie się zawiodłam. Ampułkę należy wcierać w skórę głowy i pozostawić na 30 minut po czym trzeba umyć włosy. Po samym wcieraniu ampułki wyglądało to tak:

Tak było przy każdej ampułce. Po prostu włosy mi leciały i zostawały w dłoniach. Przy myciu jest jeszcze gorzej. Obecnie biorę tabletki z Dermeny i nie chcę nic mówić, ale mam wrażenie, że jest lepiej. Zobaczymy jak będzie dalej./Tego produktu nie kupię ponownie  

Batiste suchy szampon do ciemnych włosów- jak tylko dowiedziałam się, że Batiste jest w Hebe to od razu poleciałam go zakupić. Wybrałam wersję do ciemnych włosów i jestem z niego naprawdę zadowolona. Oczywiście suchy szampon nie zastąpi mycia włosów, ale w momencie, gdy włosy nie są jeszcze tłuste tylko potrzebują lekkiego odświeżenie a nie mamy czasu na mycie to sprawdzał się rewelacyjnie. Często używałam go na grzywkę, która przetłuszcza mi się bardzo szybko (całe włosy są świeże i wyglądają jak po umyciu a grzywka już jest tłusta, ulizana i w ogóle się nie układa) i w tym wypadku również świetnie się sprawdzał. Wersja do ciemnych włosów nie pozostawia białego osadu co jest zdecydowanie dużym plusem./ Na pewno kupię ponownie


Balea balsam do ciała brazylijskie mango- recenzja tego produktu jest TUTAJ, delikatny balsam fajny na porę upałów, ale nie nawilża zbyt dobrze. Jak dla mnie sprawdzał się tylko na upały bo nie "spływał: ze skóry i nie obciążał jej. Początkowo ładny zapach, który później zaczął być męczący. Bardzo wydajny, nawet za bardzo bo miałam problem z jego wykończeniem a na koniec ten jego zapach mnie już naprawdę bardzo denerwował, więc pozostaną mi po nim niemiłe wspomnienia. / Nie kupię ponownie (jest to wersja limitowana, więc nawet nie miałabym takiej okazji) 

Rexona antyperspirant- jeden z moich ulubionych, dobrze chroni, ma ładne zapachy i robi to co powinien robić dobry antyperspirant. Jak mówiłam jeden z moich ulubionych./ Kupie ponownie 



Lovely Curling Pump Up Mascara- ten tusz zyskał miano mojego ulubionego tuszu jaki do tej pory miałam ! Nie spodziewałam się, że tusz za 9 zł może być aż tak rewelacyjny. Wydłuża, pogrubia i podkręca rzęsy przy tym ich nie skleja i nie osypuje się w ciągu dnia. Moje rzęsy są dosyć długie i sprawdza się na nich większość tuszy, ale przy tym efekt był naprawdę fenomenalny. Na moich rzęsach sprawdza się fantastycznie./ Na pewno kupię ponownie 


Miałyście jakiś produkt ? Co o nich sądzicie ?
Moja aktualna pielęgnacja twarzy

Moja aktualna pielęgnacja twarzy

Przepraszam, ze tak mało ostatnio piszę, ale jakoś ciężko mi się ostatnio zabrać. Dzisiaj przygotowałam dla Was post o mojej codziennej pielęgnacji. Zdjęcia nie wyszły najlepiej, ale nie miałam najlepszego światła. Jedne zdjęcia wyszły lepiej inne gorzej. Na tyle ile się dało to starałam się je poprawić w programach. Mam nadzieję, że nie będzie wam to bardzo przeszkadzać. Postaram się też dzisiaj poodpowiadać na komentarze z dwóch poprzednich postów oraz poodwiedzać i nadrobić Wasze blogi. 

A teraz zapraszam Was na post o pielęgnacji twarzy.

 Demakijaż i oczyszczanie


  • BeBeauty płyn micelarny do demakijażu oczu i twarzy- najczęściej obecnie używam właśnie słynnego płynu z Biedronki. Słyszałam o nim mnóstwo pozytywnych opinii i wiedziałam, że ma bardzo dużo zwolenników i teraz sama się zaliczam do tego grona. Płyn ten świetnie zmywa makijaż i nie podrażnia moich oczu, więc spełnia w zupełności moje wymagania.
  • Ziaja ogórkowe mleczko do demakijażu- mleczko używam na zmianę z płynem BeBeauty, ponieważ chcę już je zużyć. Zostało mi już go niewiele i mam nadzieję, że w końcu będę mogła wrzucić go do denka. Nie jest to zły produkt, a wręcz przeciwnie bo bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem, ale ostatnio stałam się bardziej zwolenniczką płynów micelarnych niż mleczek. Jak pisałam to mleczko bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem, nawet przy mocnym makijażu świetnie się spisuje, nie podrażnia i nie szypie w oczy, lekko nawilża, ale jak każde mleczko pozostawia takie uczucie lekko tłustej skóry (jeżeli używacie mleczek to zapewne wiecie o co chodzi) i dlatego ja po jego użyciu zawsze przecieram jeszcze twarz jakimś tonikiem albo płynem micelarnym. Często też używam go w taki sposób, że najpierw zmywam wacikiem z mleczkiem oczy, następnie wmasowuję dłońmi mleczko, żeby rozpuścić podkład a na koniec zmywam to wodą.
  • Alterra olejek Migdały i Papaja- czasami, ale dosyć rzadko do demakijażu używam olejku z alterry. Jeżeli jeszcze nie słyszałyście o metodzie OCM, czyli oczyszczaniu skóry olejami to mogę wam przygotować o tym jakąś notkę. Jest to dosyć czasochłonna i wymagająca metoda, ale jej plusem na pewno jest to, że jest to w pełni naturalna metoda i łagodna a do tego bardzo dobrze radzi sobie z makijażem. Czasami odrobinę olejku wklepuję również w skórę twarzy na noc (sam olejek lub pod krem) Olejek stworzony z przebaczeniem do ciała, ale ma on mnóstwo różnych zastosowań, o których wkrótce Wam napiszę. Jest to zdecydowanie mój ulubieniec (a co do ulubieńców to już niedługo ulubieńcy z 3 ostatnich miesięcy bo zebrało się kilka naprawdę wartych polecenia produktów)
  • Bioderma antybakteryjny żel do mycia twarzy- ten żelu używam zarówno rano jak i wieczorem, ale czasami go pomijam w mojej porannej lub wieczornej pielęgnacji. Bardzo go lubię, ponieważ dobrze oczyszcza moją twarz. Bardzo często stosuję go w momencie, gdy chcę jak najszybciej zmyć makijaż i położyć się spać. Zawsze pomaga mi po imprezie, kiedy wracam nad ranem i jestem tak zmęczona, że najchętniej od razu położyłabym się spać nawet w makijażu. Ale nie ma takiej opcji ! W takich momentach idę szybko do łazienki i zmywam wszystko tym żelem po czym nakładam krem i wtedy dopiero spokojnie mogę się położyć spać. Na obszerniejszą recenzję zapraszam TUTAJ

Tonik

Toników używam zawsze po kontakcie skóry z wodą, ponieważ głównym zadaniem toniku jest przywrócenie prawidłowego pH skóry właśnie po jej kontakcie z wodą. Wiele osób zapomina o tonikach i ich nie używa. Od toników nie mam dużych wymagań bo jak już mówiłam to ma on przywrócić prawidłowe pH skóry.

  • Nivea tonik matujący do cery mieszanej i tłustej- tego toniku używam rano po umyciu twarzy. Tonik jak tonik, nie zauważyłam jakichś specjalnych właściwości matujących. Jego plusem jest brak alkoholu w składzie, który często jest zawarty w produktach matujących do twarzy. Nie zauważyłam też, żeby wysuszał mi twarz ani nie dawał uczucia ściągnięcia twarzy.


  • AA Cera Wrażliwa kojący tonik bezalkoholowy- na noc po umyciu twarzy używam toniku kojącego z aa, ponieważ uważam, że nie ma sensu używać na noc toników matujących itp. Tonik jest łagodny, nie podrażnia, nie daje uczucia ściągnięcia. Ładnie odświeża, koi i przygotowuję twarz do kolejnych zabiegów. 

Peeling


  • Soraya antybakteryjny peeling morelowy- o tym produkcie nie będę dużo mówić. Jest to mój ulubiony jak do tej pory peeling, naprawdę świetny produkt, który dobrze ściera martwy naskórek. Stosuję go raz w tygodniu. Recenzję tego produktu znajdziecie TUTAJ

Serum


  • Marion głębokie nawilżenie serum błyskawiczne- serum używam zazwyczaj raz w tygodniu lub rzadziej. Zazwyczaj w momencie, kiedy potrzebuję ją bardziej nawilżyć lub teraz jak moja skóra lekko się łuszczy po kremie z złuszczającym z Pharmaceris. Czasami dodaje je do masek lub do glinek.Produkt dobrze nawilża twarz i to co mi się w nim najbardziej podoba to jego błyskawiczne wchłanianie. Już chwilę po rozprowadzeniu całkowicie się wchłania i pozostawia twarz całkowicie matową. Świetnie sprawdza się pod makijaż, ale serum jest przeznaczone do stosowania 1-2 razy w tygodniu, więc nie nadaje się do codziennego użytku. 

Krem na dzień


  • Iwostin Purritin krem przywracający nawilżenie- obecnie używam kremu złuszczającego z Pharmaceris, dlatego rano nakładam lekki krem nawilżający z Iwostin, żeby nawilżyć moją twarz. Produkt jest lekki, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania a do tego świetnie sprawdza się pod makijaż. Takie połączenie z kremem Pharmaceris bardzo mi odpowiada. 


  • Barwa siarkowa moc krem matujący- jeżeli potrzebuję matowej cery na dłużej to używam właśnie tego kremu. W połączeniu z pudrem transparentnym z essence moja cera naprawdę dosyć długo pozostaje matowa. O tym kremie również była już recenzja, którą znajdziecie TUTAJ


  • Soraya krem ochronny do twarzy SPF 30- przy stosowaniu kremu z kwasem należy pamiętać o filtrach. Używam go w momencie, kiedy używam podkładu bez filtrów lub w momencie, gdy nie używam żadnego podkładu. Przyznaję, że czasami w okresie jesienno-zimowym zdarza mi się o filtrach zapominać. Natomiast w okresie letnim używałam go codziennie, zwłaszcza podczas opalania i byłam z niego bardzo zadowolona (był nawet moim ulubieńcem). Jak tylko go skończę to planuję kupić filtr, który będzie bardziej matowił moją cerę (myślę o tym z filtrze z La Roche Posay, z którego miałam próbkę)

Krem na noc 


  • Pharmaceris T krem złuszczający z 10% kwasem migdałowym- używany przeze mnie już od jakiś 3 tygodni i już bardzo się z nim polubiłam. Na pewno napiszę Wam o nim recenzję bo jest tego warty. Stan mojej cery podczas stosowania tego kremu znacznie się poprawił i obecnie często mogę sobie pozwolić na wyjście bez podkładu a jedynie z odrobiną korektora i pudru. Moja cera po nim lekko się łuszczy na nosie i pomiędzy brwiami, nad nimi i trochę na czole. Problemem jest wtedy wykonanie makijaży bo większość rzeczy podkreśla suche skórki. 


  • Iwostin Purritin krem przywracający nawilżenie (ten sam, który używam w ciągu dnia)- czasami na noc używam tego kremu nawilżającego z Iwostin. Zazwyczaj wtedy, gdy wiem, że czeka mnie jakiś ważny dzień, wyjście i zależy mi na jak najlepszym nawilżeniu cery i na tym, żeby nie było widać tych suchych skórek na nosie. Wtedy właśnie używam tego kremu a przed nim robię sobie jakąś nawilżającą maseczkę.

Krem pod oczy


  • Flos-Lek żel ze świetlikiem lekarskim i chabrem bławatkiem- to już moje drugie opakowanie żelu z Flos-Leku tylko w innej wersji. Tamten znalazł się w moich ulubieńcach i ten również potwierdził moją opinię o tych właśnie żelach. Polecam dla osób młodych, z niewielkimi problemami pod oczami. Żel łanie nawilża i koi okolicę pod oczami. Używam go zarówno na noc, jak i na noc. Po skończeniu chętnie wypróbuję czegoś innego. Myślałam, żeby pozostać przy Flos-Leku, ale zamiast żelu kupić krem pod oczy. 

Maseczki do twarzy


Tutaj bywa różnie, w zależności od potrzeb mojej skóry. Są to maseczki różnego rodzaju i z różnych firm. W zależności od potrzeb mogą to być maseczki nawilżające, oczyszczające, regenerujące itp. Najczęściej używam maseczek z Ziaji i Bingospa (recenzja maseczek z Bingospa). W ostatnim czasie sięgam zazwyczaj po maseczki z zaiji nawilżające, anty stres i regenerujące  a rzadziej po oczyszczające, ze względu właśnie na łuszczenie się mojej skóry.
Usta

Może nie do końca zalicza się do pielęgnacji twarzy, ale dorzucam tutaj również pielęgnację ust.


  • Nivea Lip Butter- do ust od dawna używam masełko z nivea, które jest genialne i jest to mój wielki ulubieniec. Obecnie mam wersję malinową, ale w zapasie już czeka wersja karmelowa. Póki co nie zamierzam zamieniać tego produktu na nic innego. Świetnie nawilża moje usta i pomaga w momencie, gdy są popękane. Nie raz mi bardzo pomogło. Używam rano, w ciągu dnia i grubszą warstwą na noc. Po prostu świetny produkt, więc jeżeli jeszcze nie miałyście okazji używać to polecam wypróbować. Jedynym minusem jest opakowanie, które jest ładne i ma przypominać mały krem nivea, ale jest bardzo niehigieniczne bo trzeba w nim grzebać palcami. Dlatego poza domem zazwyczaj używam pomadek w sztyfcie.  
Nowości DM, Natura i Rossmann

Nowości DM, Natura i Rossmann

Miałam w tym miesiącu nic nie kupować, ale niestety nie wyszło. Oto co przybyło mi w ostatnim czasie.


W końcu doszły do mnie kolejne kosmetyki z DM :) Zawsze sprawia mi to wiele radości.


Kocham kokos i wszystko o zapachu kokosu i tym razem kokos góruje w moich nowościach z DM.
Znalazły się tutaj:

  • Balea balsam o zapachu kokosa i orzecha
  • Balea żel pod prysznic o zapachu kokosa i nektarynki
  • Balea krem do ciała kokosowy
Zapachy są po prostu boskie. Każdy kto miał okazję używać kosmetyków z Balei to powinien i tym wiedzieć. Uwielbiam ich żele i balsamy.



Kolejną rzeczą jest szampon i odżywka z Balei z serii nabłyszczającej 


Dostałam też:
  • Ebelin pędzel do korektora i podkładu typu flat top
  • Do pędzla dołączona była próbka bazy rozświetlającej z P2
  • Balea balsam do ust pomarańczowy z limitowanej edycji
  • Balea płyn do demakijażu
  • Balea balsam do rąk z limitowanej edycji




Natomiast wczoraj udałam się do Natury, gdzie zakupiłam trzy rzeczy

Kupiłam dwie maseczki nawilżające z Ziaji. Zaczęłam ostatnio używać kremu złuszczającego pharmaceris z 10% kwasy migdałowego i zaczęła mi się strasznie łuszczyć skóra, ale mam nadzieję, że krem mi pomoże.


Moim odkryciem okazał się pędzelek z firmy AnnCo. Jest to taka mała, puchata kulka z naturalnego włosia. Miałam okazję go dzisiaj użyć i jak an razie jestem zadowolona. Fajnie się nim nakłada i rozciera cienie a pędzelek kosztował jedynie 7zł. Za taką cenę zdecydowanie warto go kupić,


Dzisiaj wstąpiłam do Rossmanna i zakupiłam olejek z alterry migdały i papaja, który był w promocji za 14,99 zł.

Skusiłam się też na krem z Isany z mocznikiem. Miałam wcześniej wersję rumiankową z której byłam bardzo zadowolona.


I po raz kolejny weszłam do Natury, gdzie kupiłam kilka rzeczy z limitowanki essence. Zwłaszcza zadowolona jestem z lakierów, które mają cudowne kolory i w końcu w mojej kolekcji pojawił się biały lakier.

Rzeczy, które kupiłam w Naturze to:

  • Essence Floral Grunge róż do policzków
  • Essence Floral Grunge 2x lakiery do paznokci
  • My Secret puder transparentny 

Trochę tych rzeczy przybyło a miesiąc się jeszcze nie skończył. A jeszcze są świetne promocje w Super Pharm, które bardzo mnie kuszą :D
Mój wakacyjny niezbędnik cz.1 Pielęgnacja

Mój wakacyjny niezbędnik cz.1 Pielęgnacja

Zapraszam na kolejny post. Tym razem o wakacyjnych niezbędnikach. 
Jakie produkty według mnie są niezbędne latem ? Zapraszam do czytania 

1. Kremy z filtrem i inne produkty do opalania

Oczywiście niezbędne są kremy z filtrem, olejki i inne produkty do opalania. Latem lubię być opalona i często jeżdżę nad wodę albo nad morze, ale nie zapominam o ochronie. Po lewej stronie macie stosowane przeze mnie produkty w tym roku. Są produkty z większym jak i z mniejszym SPF, używam ich w zależności od potrzeb. Do twarzy używam kremu soraya SPF 30, mam też przyspieszacz opalania soraya, który nie zawiera filtrów dlatego zawsze używam go w połączeniu z jakimś kremem z SPF. Dalej sa dwa olejki jeden s SPF 6 a drugi bez filtrów. Na końcu coś z większym filtrem, czyli sun ozon SPF 20.

Projekt denko #2

Projekt denko #2

Ostatnio mam mało czasu na pisanie. Jest taka ładna pogoda, że szkoda siedzieć w domu a wieczorem nic mi się już nie chce a do tego nie ma światło do robienia zdjęć :) 

Zapraszam was na drugi  projekt denko. Oto produkty zużyte od połowy czerwca. Zdjęcia wyszły trochę ciemne, ale mam nadzieję, że nie będzie wam to przeszkadzać.

Projekt denko #1

Projekt denko #1

Już po egzaminie zawodowym praktycznym. Nie wiem jak to będzie, muszę czekać do końca sierpnia na wyniki. Chciałabym zaliczyć, ale boję się, że będę musiała w styczniu poprawiać. Myślałam, że ten egzamin będzie zupełnie inaczej wyglądał . Wersja egzaminu nie pokrywała się z tym co było w informatorze i tym co nam o egzaminie mówili nauczyciele. Wszystko przez to, że jesteśmy rocznikiem, który pisze nowy egzamin i nikt nie wiedział do końca jak to ma wyglądać. Jestem trochę zła :( 

Dobra koniec użalania i czas na pierwszy projekt denko na moim blogu. Starałam się zbierać puste opakowania, niektóre opakowania przez przypadek wyrzuciłam, ale to co udało mi się skończy i zebrać postanowiłam wam zaprezentować na blogu :) Długo zabierałam się za napisanie tego postu. Chyba od miesiąca mam go zapisany w wersji roboczej i nie mogłam go dokończyć.
Projekt denko to ciekawy pomysł na pokazanie używanych kosmetyków i ich ocenę, która już po zużyciu na pewno jest dużo bardzo obiektywna.

Nowości w mojej kosmetyczce (Hebe), -40% w Rossmanie oraz Liebster Blog po raz kolejny ;)

Nowości w mojej kosmetyczce (Hebe), -40% w Rossmanie oraz Liebster Blog po raz kolejny ;)

Ostatnio znowu przybyło mi kilka kosmetyków :) Zdecydowanie za dużo tego kupuję.
A więc w zeszłym tygodniu zrobiłam zakupy w nowym hebe, wszystkie produkty kupiłam w promocyjnych cenach i dodatkowo wykorzystałam bon na 10 zł, więc w sumie całe zakupy nie zapłaciłam dużo  :) 
Oto rzeczy które kupiłam w hebe
Zakupy hebe
W hebe kupiłam znowu żel z Biodermy za 9,99(100ml). Bardzo lubię produkty Biodermy i stwierdziłam, że kupię jeszcze jeden żel na zapas. 
Kolejną rzeczą jest dezodorant w kulce z nivea. Jeszcze nie go nigdy nie miałam, więc zobaczymy jak się sprawdzi.
Copyright © 2014 Moja Kosmetyczna Pasja , Blogger