Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balea. Pokaż wszystkie posty
Bardzo spóźnione denko majowe

Bardzo spóźnione denko majowe

Denko miało ukazać się jak zwykle na początku miesiąca, a tym czasem mamy już prawie koniec czerwca, a ja zabrałam się za majowe denko (tu już czerwcowe denko się zbliża) . Czasu tak mało, a tematów na posty tak dużo...


Trochę się tego nazbierało, ale przejdźmy po kolei do każdego produktu.


Balea Jeden Tag Shampop- miałam już ten szampon, ale w wersji malinowej i bardzo go lubiłam. Teraz dostałam jabłkowy i ten zapach jest po prostu boski. W zapachu to się po prostu zakochałam. Szampon dobrze oczyszcza, dobrze się pieni i jestem zadowolona z jego działania. Od dłuższego czasu używam szamponów głównie z Balei i nie narzekam. Szampon ma przede wszystkim umyć włosy, a ważniejsze są odżywki. Zauważyłam, że przy tych szamponach włosy nie przetłuszczają mi się już tak bardzo, jak wcześniej i nie muszę codziennie ich myć. Używam ich regularnie różnych wersji szamponów Balei i przez długi czas pewnie będę ich używać. 

Bale Seidenglanz Spullung- odżywka, która ma za zadanie nabłyszczyć nasze włosy. Używałam głównie podczas mycia włosów metodą OMO. Do tego celu sprawdzała się idealnie. Jest to bardzo lekka odżywka, nie obciąża włosów, nie zauważyłam, żeby specjalnie te włosy nabłyszczała, ale na pewno ułatwiała późniejsze rozczesywanie włosów. Jako lekka odżywka albo odzywka do mycia metodą OMO sprawdza się idealnie. Kosztuje grosze (podobnie jak szampon), ale niestety jest słabo dostępna bo jedynie w drogeriach DM lub poprzez internet, ale wtedy ceny są troszkę wyższe. Być może skuszę się na nią ponownie lub jakąś inną wersję. 

AA cera wrażliwa kojący tonik bezalkoholowy- toni ten jest bezzapachowy, bez dodatku parabenów, barwników i alergenów, czyli stworzony dla osób z cerą wrażliwą. Ja takiej nie mam, ale był taki okres, że taki produkt znalazł się w mojej kosmetyczce. Toników używam po każdym kontakcie z wodą, aby przywrócić naturalne pH skóry (bo takie zadanie ma tonik). Jakichś specjalnych właściwości na mojej cerze nie zauważyłam, ale tonik to ma właśnie za zadanie przywrócić naturalne pH skóry, więc wiele od niego nie oczekuję. Nie wiem czy kupię ponownie. 


Emolium emulsja do kąpieli- od dłuższego czasu zmagam się z różnymi alergiami i wysypkami. Ten produkt często wówczas gościł w mojej wannie. Przede wszystkim koił uczucie swędzenia, pomógł mi również, gdy na całym moim ciele pojawiła się pokrzywka. Woda po nim przybiera lekko białe zabarwienie. Pewnie jeszcze po niego sięgnę bo naprawdę mi pomagał.  

Balea Dusch Peeling- po pierwsze nie podobał mi się jego zapach, był sztuczny, chemiczny i nie czułam w nim w ogóle cytrusowego aromatu. Jako peeling był dosyć delikatny i strasznie się pienił podczas wykonywania peelingu co mnie zdziwiło. Pierwszy raz spotkałam peeling, który się pieni i to bardziej niż żele, które mam. Nie przypadł mi do gustu i nie zakupię go ponownie. 

AA Slime Line 5D brzuch i talia- produkt antycellulitowy przeznaczony na okolicę brzucha i talii, ale ja stosowałam go również na uda. Dostałam go kiedyś na spotkaniu blogerek. Ma fajny cytrusowy zapach i jak już mówiłam stosowałam go również na uda, często przy tym stosowałam taki roller do masażu. Skóra po tym produkcie stała się bardziej miękka i jędrna. Cellulitu może nie zwalczy, ale to proces skomplikowany i wcieranie kremu nie pomoże. Mimo wszystko polubiłam go i może skuszę się na niego ponownie, ale w innej wersji. 

Cztery Pory Roku krem do rąk i paznokci glicerynowy- o tym kremie była już osobna recenzja, którą znajdziecie TUTAJ. Krem ten bardzo dobrze nawilża, wygładza dłonie, ma cudowny, słodki zapach, jest tani, wydajny i ma bardzo praktyczne, małe opakowanie, dzięki czemu idealnie sprawdza się do torebki. Pewnie jeszcze po niego sięgnę. 

BingoSpa maska do twarzy ze 100% olejem winogronowym- o tym produkcie róznież była recenzja TUTAJ . Twarz po tej masce jest nawilżona, gładka i ukojona. Nie podrażnia, nie pozostawia uczucia ściągnięcia, dobrze się rozprowadza, w zapachu przypomina mi zapach herbaty, ma niską cenę i dużą pojemność, dzięki czemu jest niezwykle wydajna. Polecam. 


Mary Kay mascara- w tym tuszu się zakochałam. Moje rzęsy były po nim długie i gruba, a moja mama pytała się czym ja maluję rzęsy bo wyglądam jakbym miała sztuczne doklejone. Nie osypywał się i wytrzymywał na rzęsach cały dzień, ta maskara towarzyszyła mi przez długi czas i jest jedną z lepszych jaką miałam. Niestety cena to ok 70zł, więc się na nią nie skuszę. Ta pochodziła ze spotkania blogerek bo sama pewnie bym tyle pieniędzy nie wydała. 

Virtual Splash Mascara- to jest przeciwieństwo tuszu z Mary Kay. Wcale nie wydłuża, ani nie pogrubia rzęs. Daje bardzo delikatny efekt, więc jeżeli lubicie taki to może Wam przypaść do gustu, ja jednak się z nią nie polubiłam. Efekt naprawdę delikatny, polecam dla osób o długich i gęstych rzęsach do ewentualnego przyciemnienia rzęs. Plusem jest to, że jest rzeczywiście wodoodporny i nie osypuje się. Niestety ten tusz musiałam używać w połączeniu z innym bo sam nie dawał takiego efektu na jaki liczyłam. Za to fajnie sprawdzał się na dolnych rzęsach. 
Zużyte w kwietniu, czyli czas na denko

Zużyte w kwietniu, czyli czas na denko

W końcu po tygodniu nieobecności nowy post. Od kiedy mam pracę to jakoś mało czasu na pisanie, ale nie zapomniałam o Was i o blogu. Weekend majowy oczywiście miałam wolny, ale jakoś nie było kiedy bo albo mnie nie było, albo nie miałam ochoty na pisanie. 

Dzisiaj w końcu się za to zabrałam i otworzyłam torebkę z pustymi opakowaniami. Stwierdziłam, że to już najwyższy czas, aby się ich pozbyć bo trochę się tego nazbierało przez miesiąc. Dlatego dzisiaj zapraszam na denko.


Ziaja kuracja dermatologiczna AZS natłuszczająca emulsja do ciała- przez większy czas używałam do dłoni, pod koniec zaczęłam używać również do ciała. Jest to hipoalergiczna, delikatna i bezzapachowa substancja. Skusiłam się na nią ze względu na moje uczulenia. Fajnie nawilżał skórę, ale nie zauważyłam działania łagodzącego podrażnienia czy zwalczającego swędzenie, pieczenie i zaczerwienienie. Był delikatny i na pewno nie podrażniał dodatkowo skóry, ani nie pogarszał dodatkowo jej stanu. Koszt to ok. 16zł 400ml, więc cena przyjazna. Bardzo wydajny i szybko się wchłaniał oraz nie pozostawiał tłustej, lepkiej warstwy. Skóra zostawała po nim miękka i gładka.  Niestety nie powrócę do niego ponownie. 

Ziaja rebuild reduktor rozstępów- kupiłam go już dosyć dawno, ale potem go odstawiłam i nie dokończyłam. Niedawno postanowiłam do niego wrócić i do końca zużyć. Nie łudźmy się, że taki krem pomoże nam zwalczyć rozstępy. Zapachu dość specyficzny, ale mi osobiście nie przypadł do gustu. Używałam go głównie na uda. Nie mam dużego problemu z rozstępami, występują jedynie po zewnętrznej stronie ud i to dosyć wysoko, nie są też bardzo widoczne. U mnie jest to spowodowane najprawdopodobniej wahaniem wagi tzn.raz schudnę potem trochę ta waga znowu skoczy do góry i tak w kółko. Krem oczywiście rozstępów nie zwalczył, ale mam wrażenie, że lekko ujędrnił skórę. Miał fajną, kremową konsystencję, dobrze się rozprowadza, wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Niestety mało wydajny. Ostatnio zaczęłam go używać wraz z rollerem do masażu, który zobaczycie w najbliższym poście zakupowym oraz z olejkiem bio-oil i musze powiedzieć, że moje rozstępy się rozjaśniły (nie zniknęły, ale się rozjaśniły i są dużo mniej widoczne). Miałam też kilka tzw. świeżych rozstępów,  fioletowych (takie rozstępy da się jeszcze usunąć domowymi sposobami) i one zniknęły. Nie była to oczywiście zasługa tego kremu tylko kilku czynników- dieta (może bardziej zmiana sposobu odżywiania bo diety jakiejś specjalnej nie stosuję), jazda na rowerze, olejek bio-oil, kremy i masaże rollerem. Część rozstępów tych świeżych zniknęła, a reszta się rozjaśniła i jest mniej widoczna. Do tego kremu na razie nie wrócę bo na razie będę próbowała innych specyfików, ale mogę powiedzieć, że miałam przyjemne odczucie w trakcie jego używania- poza zapachem. 

BingoSpa żel pod prysznic biała glinka i migdały- TUTAJ znajdziecie jego dokładną recenzję. Dobry i tani produkt, który warto wypróbować. Bardzo przyjemny, słodki, migdałowy zapach. Dobrze się pieni, nie podrażnia, ani nie wysusza, dobrze oczyszcza i jest wydajny. 

Balea kokos i nektaryna żel pod prysznic- ten produkt również doczekał się osobnej recenzji, którą znajdziecie TUTAJ. Jak pewnie wiecie, żele z Balei uwielbiam i przez ostatnie 1,5 roku używam ich regularnie i są to żele, które dominują w mojej łazience. Zapach boski, nieziemski i po prostu cudowny- jak większość żeli Balei. Niestety nie utrzymuje się długo na skórze. Nie podrażnia i nie wysusza, dobrze oczyszcza i jest wydajny, Do tego bardzo tani 0,65 Euro za 300ml. Niestety słabo dostępny bo jedynie w drogeria DM (dostępnych m.in w Niemczech czy Czechach) lub poprzez internet, ale cena jest wtedy wyższa i dochodzą koszty wysyłki. 


Isana zmywacz do paznokci- ten zmywacz uwielbiam, mimo że w składzie ma aceton. Bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem lakieru, robi to szybko, nie trzeba się z nim męczyć. Ma bardzo dużą pojemność, a przy tym jest bardzo wydajny i starcza na bardzo długo. Póki co mój ulubiony zmywacz. Niestety nie wszystkim spodoba się ten aceton w składzie, ale dla mnie to nie ma dużego znaczenia. paznokcie mam dosyć mocne i nie zauważyłam, żeby mi szkodził. 

Bourjois płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu- kupiłam na promocji w Rossmannie, gdy było -40% na pielęgnację twarzy i nie żałuję. Dobrze sprawdzał się przy codziennym demakijażu zarówno twarzy jak i oczu. Radził sobie z delikatnym i mocnym makijażem. Dobrze zmywał tusz czy kreski. Nie wiem jak radzi sobie z wodoodpornym makijażem bo nie używałam przez ten czas żadnych wodoodpornych kosmetyków. Dokładnie oczyszcza, nie podrażnia skóry ani oczu, nie szczypie, nie wysusza, ma neutralny zapach, jest bardzo wydajny i ma przystępną cenę. Może do niego wrócę. Byłam z niego zadowolona i nie zauważyłam jakichś minusów, ale chyba bardziej zaprzyjaźniłam się z Biodermą czy płynem BeBeauty. 

Playboy PinUp- dostałam go na święta.Nie umiem opisywać zapachów, ale jest dosyć słodki i jednocześnie ciężki. Używałam w okresie zimowym i sprawdzał się fajnie. Może nie jest to dokładnie mój zapach, ale nie drażnił mnie aż tak, żeby go nie używać. Wolę bardziej świeże, owocowe i słodkie, ale nie tak ciężkie zapachy. Na zimę był ok, ale teraz wiosną pewnie bym go nie użyła. Natomiast bardzo podobał się mojej mamie, więc wszystko zależy od gustu i upodobań. Nie był zły, ale nie jest to do końca taki zapach jaki lubię i nie zachwycił mnie tak bardzo, żeby do niego wrócić. A zapach nie utrzymywał się bardzo długo, ale też nie znika po kilku chwilach. Jak za taką cenę to nie jest źle. 


Perfecta maska-serum do rąk i szafirowy peeling do rąk-peeling dosyć delikatny, starczył mi na 3 użycia, jednak mógłby być trochę mocniejszy. Natomiast maskę zużyłam całą za pierwszym razem do parafiny. Jest dosyć tłusta, więc jeżeli chcecie jej użyć samą bez parafiny to polecam pod bawełniane rękawiczki na noc, wtedy fajnie się wchłonie. Dłonie po tym zabiegu były gładkie i miękkie, ale jakiegoś efektu "wow" nie było. Dosyć przeciętny produkt, który mnie nie zachwycił. Do tego efekt nie utrzymuje się zbyt długo. Zapach też nie przypadł mi do gustu. Nie w moim typie. Do tego zestawu nie wrócę. 

Playboy balsam play it sexy- zwykła próbka, więc za bardzo nie mogę się na jego temat wypowiedzieć. To co mnie urzekło to jego niesamowity zapach. Jest słodki i bardzo przyjemny. Mnie zachwycił, dlatego na pewno skusze się na pełnowymiarowe opakowanie, ale najpierw muszę wykończyć balsamy, które mam w domu (a trochę ich jest). Konsystencja nie jest za gęsta, bardziej w formie mleczka, ale łatwo się rozprowadza i szybko się wchłonął. Pozostawił skórę miękką, delikatną, a taka mała saszetka wystarczyła mi na całe nogi i ręce. A zapach jest mocno wyczuwalny na skórze i bardzo długo się na niej utrzymywał. Naprawdę mam chęć na pełnowymiarowe opakowanie. 

Oillan regenerujący koncentrat do rak- przeznaczony dla osób z alergiami skórnymi, w tym z AZS. Zapach nieprzyjemny, pachnie jakby był stały, zwietrzały, ale nie zapach jest najważniejszy. Dobrze natłuszczał i nawilżał moją suchą, podrażnioną i z objawami alergicznymi skórę dłoni. Gdy moja skóra była tak nieprzyjemnie sucha to po jego nałożeniu odczuwałam takie uczucie ulgi, a skóra stawała się delikatna i gładka. Jak już mówiłam to bardzo dobrze nawilżał i natłuszczał moje dłonie. Nie raz mi pomagał, dlatego na pewno do niego wrócę. Zwłaszcza, że moje dłonie często są przesuszone po tych wszystkich maściach i całym leczeniu. Jak najbardziej polecam alergikom czy osobom z AZS.

Eveline odżywka diamentowa do paznokci- uwielbiam odżywki Eveline. Pomimo, że odżywka diamentowa i 8w1 mają identyczne składy to mam wrażenie, że 8w1 jest lepsza. Nie wiem dlaczego, ale przy tej miałam wrażenie, że moje paznokcie się bardziej rozdwajają. Wiem, że nie wszyscy są jej zwolennikami i niektórym zaszkodziła, a to za sprawą obecności w składzie formaldehydu. Mi na szczęście nie zaszkodziła, tylko pomogła, dlatego zaliczam się do grona zwolenników tej odżywki. Moje paznokcie zazwyczaj były mocne, grube i raczej się nie łamały. Ale były takie okresy, że były osłabione np. po żelach i wtedy na ratunek przychodziła mi ta odżywka. Paznokcie szybko przy niej wracały do formy. Przy jej stosowaniu praktycznie wcale się nie łamały i bardzo szybko rosły. Jej plusem jest też to, że świetnie na niej trzyma się lakier. Nawet taki tani lakier utrzymuje się u mnie ok 4 dni jak nie więcej. Obecnie używam jej właśnie jako bazy pod lakier i sprawdza się rewelacyjnie. Odzywkę 8w1 poleciłam mojej mamie, która używała jej regularnie według wskazań na opakowaniu i udało jej się zapuścić piękne i długie paznokcie. A wcześniej strasznie się jej łamały i nie mogła ich zapuścić nawet na 1mm. Polecam, ale uważajcie bo są przypadki, że działa zupełnie na odwrót. Musicie dokładnie obserwować paznokcie przy jej stosowaniu i najlepiej najpierw wypróbujcie je na 1 paznokci, żeby sprawdzić czy nic złego się nie dzieje. 


Maybelline Affinitone puder- nie tak dawno o nim pisałam (recenzja TUTAJ), a już kilka dni później spadł mi i całkowicie się rozleciał. Nawet go nie ratowałam bo nie było go już dużo, a poza tym nie byłam nim zachwycona, jeżeli pamiętacie. Słabo matuje, po godzinie już muszę dokonywać poprawek, na moje cerze tworzył efekty maski, dawał pudrowy efekt, podkreślał niedoskonałości, a cera nie wyglądała po jego zastosowaniu korzystnie. Do tego szybko się ściera i ma w środku beznadziejną gąbeczkę. Tak więc bardzo się cieszę, ze się rozwalił i poszedł do kosza :D Do plusów mogę jedynie zaliczyć opakowanie z lusterkiem, cenę, wybór kolorów, konsystencję oraz dostępność. Ale jego działanie to kompletna pomyłka. Najgorszy puder jaki miałam. 

Rimmel Match Perfection- mam odcień 101 classic ivory. Zużywanie podkładów idzie mi jakoś opornie, ale w końcu o jeden mniej :D Ma bardzo lejącą konsystencję, jest lekki, wyrównuje koloryt, ale nie kryje. Krótko utrzymuje się na twarzy, szybko się z niej ściera, wymaga przypudrowania, ma dużo dostępnych kolorów (w tym jeden bardzo jaśniutki za co duży plus) i ma przyjemny zapach, a na promocji można go dostać w bardzo przystępnej cenie. Ma praktyczne opakowanie z pompką, ale nie można go zużyć do końca bo dużo podkładu zostaje na ściankach (co widać na zdjęciu). Łatwo się rozprowadza, nie robi smug i dopasowuje się do cery. Polecam dla osób, które potrzebują wyrównania kolorytu, lekkiego i delikatnego efektu. Jeżeli szukacie czegoś z dobrze kryjącego to niestety tutaj niestety się zawiedziecie. Można się zawsze ratować korektorem. Jest bardzo lekki, wiec fajnie sprawdza się wiosną. Ładnie wygląda na cerze, nie tworzy efektu maski, ale pozostawia lekki połysk, więc trzeba cerę zmatowić pudrem (zwłaszcza tłustą). Ja mam jeszcze kolor 010 light porcelan, który używam do rozjaśniania za ciemnych podkładów i fajnie się do tego sprawdza. Ma przyjemny zapach. Nie wiem czy kupię ponownie. 


I tak dobrnęłam do końca. Moje denkowe posty zawsze są dosyć długie. Zabieram się za dalsze zużywanie bo trzeba trochę uszczuplić zapasy. Powoli kolejne produkty zmierzają do końca, więc za miesiąc kolejne podsumowanie zużyć. 

Miałyście coś z tych kosmetyków ? Jakie macie o nich zdanie ?
Dużo nowości prosto z DM-u :)

Dużo nowości prosto z DM-u :)

Było denko to czas na uzupełnienie zapasów :D Od wczoraj mogę się cieszyć sporą ilością nowych, świeżutkich kosmetyków prosto z DM-u. Taka paczka zawsze niesamowicie mnie cieszy. 


A poniżej możecie zobaczyć co dokładnie do mnie przybyło :)


Przede wszystkim szampony bo już mi się pokończyły, a szampony to mi szybko schodzą. A do tego odżywka, którą miałam okazję już używać. jest fajną lekką odżywką i świetnie sprawdza się przy myciu metodą OMO. Mogłyście już ją zobaczyć m.in w denku :)


Dwa żele i balsam z nowej edycji limitowanej. Mimo, że żeli i balsamów to ja mam pełno to przybyły kolejne. Sama nie wiem jak ja to wszystko zużyję. Dodam, że balsam mango ma taki sam zapach i konsystencję jak balsam z zeszłorocznej edycji. Wydaje mi się, ze to ten sam produkt, ale w nowym opakowaniu. 


Jakby balsamów mi było mało to jest jeszcze jeden. Jest to balsam pod prysznic i jest on odpowiednikiem balsamu z Nivea. Ma nawet podobny zapach. Tego balsamu z Nivea nie miałam, ale zawsze chciałam go wypróbować, więc jestem ciekawa jaki będzie ten z Balei. A ostatnią rzeczą jest woda w sprayu, którą zostawię sobie na wakacje. Na wakacje będzie idealna :)

Ledwo je upchnęłam do szafki. Już mi miejsca brakuje. To się nazywa uzależnienie.
Zużycia lutowe

Zużycia lutowe

Przez ostatni tydzień niestety nie było postów na blogu, ale się rozchorowałam i kompletnie nie miałam siły na pisanie na blogu. Teraz powoli już wracam do zdrowia i czuję się już coraz lepiej. 
A dzisiaj przyszedł czas na comiesięczne podsumowanie zużyć. Moja torba na puste opakowanie przez ten miesiąc troszkę się zapełniła, więc będzie o czym pisać.


Balea szampon nabłyszczający- bardzo dobrze oczyszcza, radzi sobie nawet z olejami,  nie obciąża włosów, nie powoduje szybszego przetłuszczania (od kiedy zaczęłam używać bezsilikonowych szamponów z Balei lub szamponów Alverde, moje włosy się tak nie przetłuszczają i wystarczy mi mycie co 3 dzień, a wcześniej musiałam to robić codziennie), dobrze się pieni, nie podrażnił skóry głowy, nie zawiera silikonów, ma fajną konsystencję, mętny kolor, przyjemny zapach, jest bardzo wydajny i bardzo tani bo kosztuje jedynie 0,65 Euro. Po umyciu zawsze stosuję odżywkę lub maskę bo inaczej mam splątane włosy, ale to już jest u mnie rutyną przy każdym szamponie. Niestety nie zauważyłam jakiegoś specjalnego nabłyszczenia włosów. Dla osób stosujących pielęgnację włosów bez SLS mam złą wiadomość, gdyż szampon ten zawiera SLS. Ja SLS-ów nie unikam w pielęgnacji. Kupię ponownie (ten albo w innej wersji)

Balea odżywka mango i aloes- wspomniałam już o niej w ulubieńcach. Jest to odżywka nawilżająca do włosów suchych. Nie zauważyłam specjalnego nawilżenia i jakiegoś super efektu, ale sprawdziła się jako lekka odżywka po umyciu włosów, kiedy nie miałam czasu na  maski, a odżywki staram się stosować zawsze, gdyż moje włosy bez są strasznie napuszone i trudne do rozczesania. Włosy są po niej miękkie, sypkie, łatwo się rozczesują, lekkie, nie są obciążone. Nie zawiera silikonów. Czasami stosowałam ją na dłużej pod czepek i ręcznik. Dodam, że pod koniec jej używania znalazłam dla niej jeszcze jedno zastosowanie. Zaczęłam jej używać do mycia włosów metodą OMO i muszę przyznać, że sprawdzała się do tego celu idealnie, dlatego na pewno sięgnę po nią jeszcze nie raz. Jej cena tak jak w przypadku szamponu jest bardzo niska bo jedyne 0,65 Euro. W metodzie OMO zużywa się dosyć duże ilości odżywki, więc nie warto inwestować w droższe odzywki. Na pewno kupie ponownie. 

Szampon Baybydream- kupiłam głównie do mycia pędzli i w tym sprawdzał się idealnie. Próbowałam nim tez myć włosy, ale podczas mycia one stawały się szorstkie, zawsze po nim musiałam używać głęboko nawilżających i odżywczych masek bo włosy były były bardzo suche, splątane , napuszane i ciężko się je rozczesywało. Do tego słabo się pieni. Plusem na pewno niska cena ok 3-4 zł. Kupię ponownie, ale do pędzli nie do włosów bo one się z nim nie polubiły.

Pantene Aqua Light lekka odżywka w sprayu- kupiłam ją dosyć dawno, na początku używałam dosyć regularnie. Odzywka ta na pewno nie obciążała włosów, ładnie pachniała, wygładzała, ułatwiała rozczesywanie i  była wydajna. Potem jakoś o niej zapomniałam i niedawno postanowiłam ją dokończyć i w końcu zużyć. Teraz w sprzedaży dostępna jest jakaś nowa wersja. Niby wszystko ok, ale nie kupię ponownie. Jakoś nie widzę potrzeby jej stosowania. Po umyciu zawsze używam odżywki lub maski do spłukiwania, a na mokre włosy nakładam jeszcze jedwab lub serum. Moje włosy po tym wszystkim są już wystarczająco miękkie,, błyszczące i łatwo się rozczesują, więc nie potrzebuję nakładać na nie kolejnych rzeczy, zwłaszcza, że ta odżywka nie robi nic nic poza wygładzeniem i ułatwieniem włosów (co ja osiągam dzięki innym produktom). Uważam, że im mniej nakładam na włosy, tym lepiej, żeby za bardzo ich nie obciążać bo potem bardziej się przetłuszczają. Dodam jeszcze, że w odżywce bardzo podobał mi się zapach, który dosyć długo utrzymywał się na włosach i za to plus bo rzadko na moich włosach utrzymuje się jakiś zapach. Jak już pisałam wcześniej nie kupię ponownie. 


Nivea antyperspirant invisible for black & white- bardzo przyjemny antyperspirant, dobrze chronił, nie pozostawiał śladów, nie podrażniał i ładnie pachniał. Do tego wydajny i często można go dostać w promocji w dwupaku w Biedronce co na pewno bardzo się opłaca. Bardzo go polubiłam i pewnie jeszcze po niego sięgnę. Kupię ponownie

Eveline slim extreme 3d peeling- używany przeze mnie głównie latem, ponieważ zimą rzadziej używam peelingów i jakoś o nich zapominam. Została mi resztka peelingu z lata, więc postanowiłam go w końcu zużyć i wyrzucić. Bardzo dobrze peelinguje, wygładza skórę, nie podrażnia, jest wydajny, ma dosyć duże drobinki peelingujące, ale jest nieco słabszy od peelingu perfecty, który jak do tej pory był moim najmocniejszym peelingiem. Peeling ten ma piękny cytrusowy zapach, który uwielbiam i jest idealny na letni okres. Tan peeling znalazł się w moich ulubieńcach czy niezbędnikach wakacyjnych. Działania antycellulitowego nie zauważyłam, ale powtórzę to kolejny raz, że same kosmetyki nie pomogą, one mogą  być "wspomagaczami" do diety i ćwiczeń.  Bardzo się polubiliśmy i dlatego pewnie kupię go ponownie.

Perfecta Spa masło do ciała antycellulitowe pomarańcza+ aromat wanilii- początkowo nie spodobał mi się zapach, ale w trakcie używania stał się dosyć znośny, jednak miłości z tego nie będzie. Używałam go przez cały luty. Uważam, że jest mało wydajny, daje uczucie nawilżenia, ale na ile nawilża to trudno stwierdzić, gdyż w składzie znajduje się parafina (chyba na 2 miejscu, ale nie pamiętam teraz), która daje pozorne uczucie nawilżenia i wygładzenia skóry. Ma typową konsystencję masła, jest dosyć tłusty i nie wchłania się najszybciej. Nie polubiłam się z nim, więc nie kupię ponownie.


Iwostin Purritin krem przywracający nawilżenie- lekki krem, który ma przywracać nawilżenie, ale jak dla mnie to nawilżenie jest średnie. Używałam go podczas stosowania kremu złuszczającego z pharmaceris, gdzie moja cera była bardzo przesuszona, a ten krem niestety sobie z tym nie radził, dlatego musiałam sięgnąć po coś mocniejszego. Fajnie sprawdza się natomiast jako lekki krem pod makijaż. Delikatnie nawilża, nie matuje, ale nie pozostawia też efektu świecenia na twarzy, sprawdza się świetnie pod makijażem i nie powoduje przetłuszczania i zapychania cery. Do tego jest wydajny, ma lekką, delikatną, nieobciążającą konsystencję, przyjemny zapach i szybko się wchłania pozostawiając twarz gładką i miękką. Mimo wszystko myślę, że kupię ponownie. 

Ziaja kuracja AZS krem regenerujący natłuszcający- krem stosowany przeze mnie głównie do rąk. Od dłuższego czasu zmagam się z alergią i chyba jest to atopowe zapalenie skóry. Najbardziej to wszystko dotyka moich dłoni, dlatego staram się je mocno nawilżać, natłuszczać i obecnie stosuję zazwyczaj kosmetyki hipoalergiczne, bezzapachowe do skóry z azs, mocno nawilżające i natłuszczające, żeby dodatkowo nie podrażniać skóry dłoni, a do tego stosuję cięgle jakieś maści od alergologa,. Ten krem sprawdzał się bardzo dobrze. Nawilżał, natłuszczał i pozostawiał dłonie miękkie i gładkie. Ma dosyć tłustą konsystencję i jest bezzapachowy. Kilka razy użyłam do twarzy, gdy miałam przesuszona cerę po kuracji z pharmacerisem i sprawdził się bardzo dobrze, pomógł mi zwalczyć suche skórki (jednak używałam go w tym celu sporadycznie, ze względu na jego tłustą konsystencję, ponieważ bałam się, żeby mnie nie zapchał). Na razie szukam jeszcze innych kosmetyków, więc na razie nie kupię, ale może kiedyś do niego wrócę. 
Balea Kokos i Nektarynka- żel pod prysznic

Balea Kokos i Nektarynka- żel pod prysznic

Cześć Wam :) Jak za pewne zauważyłyście na blogu pojawiło się zupełnie nowe, rozwijane menu. Mam nadzieję, że Wam się podoba i pozwoli to na szybsze wyszukiwanie najbardziej interesujących Was postów. Na blogu jest już ponad 100 postów, więc ciężko było by tak przeszukiwać całe archiwum, a takie rozwiązanie będzie z pewnością wygodniejsze. Menu nie jest jeszcze skończone bo pewnie pozmieniam jakieś kolory. Wszystkie podkategorie nie działają jeszcze, ale to dlatego, że nie do wszystkich powstały posty (to się na pewno zmieni). Nowe menu to dopiero początek zmian, ponieważ od dłuższego czasu chodzi mi po głowie zmiana grafiki i powoli to wcielam w życie. Na razie jest nowe menu, a nad grafiką jeszcze pracuję i testuję różne rozwiązania. Jak osiągnę zadowalający mnie efekt to na pewno pojawi się na blogu. Jak to się mówi "kobieta zmienną jest", więc czas na zmiany bo obecny szablon już mi się znudził. 

Ale dzisiaj nie o tym. Przychodzę do Was z recenzją jednego z żeli firmy Balea. Od roku regularnie goszczą one w mojej łazience i nie pamiętam kiedy używałam jakiegoś innego żelu. Za każdym razem zachwycam się nimi na nowo. Z każdym nowym zapachem jestem nimi zauroczona na nowo. Obecnie używam żelu o zapachu kokosa i nektarynki, dlatego dzisiaj kilka słów właśnie o nim.



Żel zamknięty jest w standardowym opakowaniu, jego pojemność to aż 300 ml, a cena to jedyne 0,65 Euro, czyli tak naprawdę kosztuje grosze. Dostępny jest w drogeriach DM. Można również zakupić go poprzez internet, ale tutaj cena jest trochę droższa i dochodzi nam do tego przesyłka, ale naprawdę warto.

Konsystencja jak przy większości żeli, bardzo dobrze się rozprowadza i pieni. Do tego jest wydajny bo nie trzeba dużej ilości żelu do dokładnego umycia naszego ciała. Żel ma kolor taki jasno pomarańczowy, pastelowy (czego może tak dokładnie nie widać na zdjęciach)


A zapach ? Zapach jest po prostu wspaniały, rewelacyjny, cudowny, nieziemski i mogłabym tak dalej pisać bo po prostu go uwielbiam. Ten zapach chyba jest moim ulubionym zapachem z dotychczas używanych żeli Balei. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Nie wyczuwam w nim za bardzo kokosu, jest bardzo świeży, bardziej owocowy i świetny sprawdziłby się w okresie letnim. Zapach ten podczas kąpieli unosi się po całej łazience.

Poniżej możecie przyjrzeć się dokładniej jego składowi:


Ja od żeli nie wymagam dużo. Najważniejszy jest zapach i to, aby nie podrażniał mojej skóry. Ten żel doskonale oczyszcza, daje uczucie takiego orzeźwienia, nie podrażnia i pachnie cudownie. Sam zapach nie utrzymuje się długo na skórze, ale jak dla mnie nie jest to minusem, ponieważ i tak zawsze po kąpieli używam balsamu. Sama kąpiel to już dla mnie sama przyjemność i chwila relaksu, ale takie żele jeszcze bardziej umilają tę chwilę.

Wszystkim mogę polecić ten żel, ale również inne wersje zapachowe, ponieważ każda na swój sposób wyjątkowa i niepowtarzalna.
Zdenkowane w styczniu

Zdenkowane w styczniu

Nadszedł czas, aby wreszcie podsumować zużycia kosmetyczne z poprzedniego miesiąca. W styczniu nie udało mi się zużyć zbyt dużo, ale ważne, że sukcesywnie udaje mi się zużywać kosmetyki. Ważne przecież, żeby wykańczać produkty, a nie zostawiać jakieś resztki, które później zalegają nam na półkach. 

Tak prezentują się moje zdenkowane produkty:



Isana pianka do depilacji- tani i dobry produkt, chociaż ja wielkich wymagań do takich produktów nie mam. Najważniejsze by nadawał poślizg ułatwiając poślizg i nie podrażniała przy tym skóry. A ta pianka właśnie to wszystko spełnia, a do tego kosztuje grosze. Czego chcieć więcej ? Jak dla mnie nic więcej do szczęścia nie potrzeba. U mnie sprawdza się idealnie./Kupię ponownie

Balea żel pod prysznic- żele Balei pojawiają się u mnie systematycznie i już od roku regularnie ich używam, a w zapasie mam jeszcze kilka buteleczek o różnych zapachach. Często zdarza mi się żele odruchowo wyrzucać do śmieci zamiast dołączyć do denka, ale tym razem udało mi się go wrzucić do denka. Żele kosztują grosze, pięknie pachną i nie podrażniają. Kocham je przede wszystkim za te boskie zapachy, dzięki którym mogłabym się kapać co 20 minut./Kupię ponownie

Batiste szampon do włosów ciemnych- już przestałam liczyć, które to już zużyte opakowanie szamponu Batiste. Szampon ten sprawdza się w sytuacjach kryzysowych, gdy nagle trzeba wyjść z domu a nie mamy czasu na umycie włosów. Suchy szampon odświeża włosy i nadaje im objętości, dzięki czemu idealnie sprawdza się w takich sytuacjach. Mycia to one nie zastąpią, ale na lekko nieświeżych włosach sprawdzają się idealnie. Z racji tego, że mam ciemne włosy to wybieram wersję do włosów ciemnych, ponieważ nie mam tutaj problemu z usunięciem białego osadu, który na takich włosach jest bardzo widoczny./Kupię ponownie


Rexona  dezodorant- to już drugie opakowanie wykończone przeze mnie w ostatnim czasie. Bardzo lubię rexonę i często do niej wracam. Sprawdza się idealnie i robi to co antyperspirant powinien robić, czyli chroni, a przy tym nie pozostawia białych śladów i ma bardzo przyjemny zapach./ Kupię ponownie

Płatki cytrynowe na oczy- recenzję znajdziecie TUTAJ. Kupiłam jej dosyć dawno, ale używałam sporadycznie i dopiero niedawno przypomniałam sobie, że została mi jeszcze jedna para. Za 10 płatków płacimy aż 10 zł, więc nie wiem czy to takie opłacalne, zwłaszcza, że efektu "wow" nie ma. Przynoszą delikatną ulgę, chłodzą okolicę oczu, ale poza tym nie zauważyłam specjalnych efektów./ Raczej nie kupię ponownie

La rive love dance EDP (jest to woda perfumowana Eau de Parfum, czyli zawartość olejków zapachowych wynosi ok 13-19%)- tej wody używałam bardzo często latem i właśnie z tym okresem mi się kojarzy. Nie jestem dobra w opisywaniu zapachów, ale o tym mogę powiedzieć, że jest bardzo słodki, owocowy, więc jeżeli nie przepadacie za takimi zapachami to nie przypadnie Wam do gustu. Ja go bardzo lubiła, zwłaszcza w tym letnim okresie i pewnie jeszcze do niego wrócę. Cena nie jest droga bo chyba coś koło 20zł, więc do drogich nie należy./ Kupię ponownie 


Max Factor 2000 Calorie- jest to dosyć znana maskara. Sama skusiłam się na nią w promocji za 9,99 w Super Pharm. Za taką cenę naprawdę warto było ją kupić i nie żałuję tego. Maskara ta bardzo dobrze pogrubia rzęsy, lekko je wydłuża (dla mnie efekt jest wystarczający, ponieważ moje naturalne rzęsy są dosyć długie), nie osypuje się, ma fajną, zwykłą szczoteczkę, ale trzeba uważać, żeby nie posklejać sobie rzęs, do tego ładny czarny kolorek. Może całego dnia nie wytrzymuje, ale w promocji jak najbardziej polecam kupić. Myślę, że jest to dosyć kultowa już maskara. Warto wypróbować. Ja pewnie się jeszcze na nią skuszę, ale raczej w promocji niż w cenie oryginalnej, ponieważ moją ulubioną (jak do tej pory) maskarą jest żółta z lovely./ Kupię ponownie 

Biosilk jedwab do włosów- jedwabiu używam sporadycznie, w momencie gdy moje włosy są niesforne, plączą się i nie mogę ich ogarnąć. Jedwab wygładza moje włosy, stają się miękkie, dużo łatwiej się rozczesują, układają i nie plączą. Jedwab oparty głównie na silikonach, w składzie ma też alkohol, co może nie przypaść wszystkim do gustu bo podobno może wysuszać włosy, jednak ja przy sporadycznym używaniu tego nie zauważyłam. Tego typu produkt moim zdaniem nie ma żadnych właściwości odżywczych, działa raczej wygładzająco i zabezpieczająco na włosy. Jest to kolejne użyte przeze mnie opakowanie i pewnie jeszcze nie raz po nie sięgnę./ Kupię ponownie
Styczniowe zakupy i prezenty :)

Styczniowe zakupy i prezenty :)

Dopiero obrabiając zdjęcia do tej notki uświadomiłam sobie, że tak dużo rzeczy mi ostatnio przybyło. Część z tych rzeczy to moje zakupy, a część to prezenty. Wydaje mi się, że trochę przesadziłam i chyba za dużo tego kupiłam :D A, więc zacznijmy po kolei "moje rozliczenie".

PS. W tym miesiącu już naprawdę nic nie kupić :D (zawsze tak powtarzam)


Od mojej mamy dostałam taki spóźniony prezent gwiazdkowy w postaci kosmetyków z Balei i Alverde, a także znalazła się tam gąbeczka Ebelin.





Jednym z prezentów gwiazdkowych były też "perfumy" i dezodorant z playboya


W grudniu robiłam kurs ze stylizacji paznokci metodą żelową i w styczniu postanowiłam zaopatrzyć się w m.in żele, pilniki, farbki akrylowe, waciki, płyny, płyny do dezynfekcji itp. Część rzeczy (m.innymi) już miałam bo kiedyś miałam zestaw do żeli i robiła je na swoich paznokciach :)
To zamówienie złożyłam w hurtowni modena nails. Mam nadzieję, że żele się dobrze sprawdzą. Raz już robiłam i byłam zadowolona, zobaczymy jak będzie dalej.


Potem dokupiłam jeszcze kilka rzeczy z allepaznokcie.pl. Dokupiłam m.in pędzelki do zdobień, jakieś szablony, zestaw do alg czy miseczkę do manicure. Gratis dostałam litrową butelkę Cleanera i aż 11 opakowań ozdób.


 Na allepaznokcie.pl kupiłam również zestaw do parafiny, w skład którego wchodziły: parafiniarka, dwa opakowania parafiny, rękawice frote i pędzelek.


W hebe kupiłam kolejne już opakowanie Batiste bo właśnie poprzednie skończyła, a jest to produkt, który zawsze jest w mojej szafce od momentu, kiedy go poznałam.

A w naturze kupiłam moją ulubioną odżywkę Eveline 8w1. Musizałam obciąć moje paznokcie całkowicie na krótko i teraz staram się je przywrócić do formy bo nie były w najlepszym stanie.


W hebe zaopatrzyłam się w emulsje z Emolium i koncentrat do rąk z Oillan. Ciągle walczę z moją skórą :(
Może to mi pomoże.



I po raz kolejny zawitałam do Chorzowa, gdzie znajduje się Pachnący Domek. Naprawdę warto tam zajrzeć. Udało mi się zarazić manią do Yankee Candle moją mamę, która również zażyczyła sobie kilka wosków. Poniżej woski, które wybrałam dla siebie :) W końcu udało mi sie kupić Soft Blanket, który jest boski.

Co powiecie na jakieś recenzje wosków na blogu ? Wcześniej wychodziłam z założenia, że jest to typowo kosmetyczny blog, ale może warto trochę poszerzyć zakres tematów i dodać coś nowego, a nie tylko kosmetyki i tematy urodowe :) 


W Pachnącym Domku zakupiłam również nowy kominek, który mnie urzekł. Jest to zwykły, prosty biały kominek, ale bardzo mi się podoba. 



W końcu dobrnęłam do końca tego posta. Jak widzicie jest tego sporo. Dopiero na zdjęciach dostrzegłam jak dużo tego jest. U mnie zdarzają się miesiące, że kupuję dużo jak teraz), ale są miesiące, że kupię 2 rzeczy, więc chyba aż tak źle nie ma. Teraz wychodzę z założenia, że kupuję tylko rzeczy, których potrzebuję i rzeczy, które mi się kończą.

Macie, któryś z tych produktów ? Czy zdarzają się Wam tak duże zakupy ?
Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Dawno na moim blogu nie było ulubieńców. Stwierdziłam, że nie ma co robić ulubieńców co miesiąc bo nie pojawia się u mnie aż tyle produktów a moja pielęgnacja nie zmienia się aż tak bardzo co miesiąc, dlatego warto poczekać i zebrać kilka produktów, które naprawdę w ostatnim czasie bardzo polubiłam. I tak oto nazbierało się kilka rzeczy wartych pokazania i wspomnienia o nich. Niestety zdjęcia trochę słabe, ale mam nadzieję, że Wam to nie będzie przeszkadzać.



Nie będę się o nich długo rozpisywać, ponieważ o większości z tych produktów pojawią się osobne recenzje. Może jest jakiś produkt, którego recenzję chcecie jako pierwszą ?


Pharmaceris T krem złuszczający z 10% kwasem migdałowym- to jest mój absolutny ulubieniec. Podczas jego używania stan mojej cery znacznie się poprawił do tego stopnia, że używanie podkładu nie jest już koniecznością. Jednak przy jego stosowaniu należy równolegle zabrać o dobre nawilżanie cery. W moim przypadku skóra przy nim zaczęła się łuszczyć (najbardziej na na nosie i lekko na czole) i zrobiła się lekko sucha. Na pierwszy rzut oka nie jest to aż tak widoczne, ale najgorzej jest po nałożeniu podkładu, który podkreślał moje suche skórki na nosie. Dlatego zaczęłam ją intensywnie nawilżać poprzez stosowanie kremów nawilżających na dzień, serum nawilżającego i różnych masek nawilżających i regenerujących. Teraz już dopracowałam odpowiednią pielęgnację i jest już lepiej. O tym produkcie na pewno pojawi się recenzja, dlatego nie będę o nim za dużo mówić.

BeBeauty płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu- ten płyn znają chyba wszyscy. Jest to zwykły, tani płyn z Biedronki, który taki zwykły naprawdę nie jest. Płyn ten ma wielu miłośników, do których w tym momencie i ja się zaliczam. Płyn ten świetnie radzi sobie z demakijażem zarówno twarzy jak i oczu, nie podrażnia, jest delikatny i sprawdza się w swojej roli w stu procentach. Często stosuję go też jako zamiennik toniku, ponieważ płyn ma właściwości przywracające prawidłowe pH skóry, czyli to co ma za zadanie robić tonik. W obu rolach sprawdza się rewelacyjnie na pewno jeszcze nie raz po niego sięgnę.

Under 20 multifunkcyjny antybakteryjny krem BB- nie ma może mocnego krycia, ale delikatne kryje niedoskonałości i ładnie wyrównuje koloryt skóry. Moja cera obecnie nie potrzebuje  dużego krycia a jedynie wyrównania koloryty i zakrycia pojedynczych niedoskonałości co ten krem mi zapewnia a efekt jaki daje na cerze jest naprawdę bardzo naturalny i ładny. Dodatkowo nie tworzy smug ani nie daje efektu maski, jest tani, łatwo się rozprowadza i nie ciemnieje. Minusem jest to, że podkreślał moją łuszczącą się skórę po kremie z pharmaceris oraz zupełnie nie matowił cery, ale w tym wypadku wystarczył po prostu dobry matujący puder i po problemie.


Balea odżywka mango i aloes- jest to odżywka do suchych włosów, ktora ma za zadanie je nawilżyć. Może jakoś specjalnie ich nie nawilża i nie ma efektu "wow", ale sprawdza się idealnie jako lekka odżywka po umyciu włosów, które są po niej gładkie, lekkie, sypkie, łatwo się rozczesują a dodatkowo odżywka ta nie obciąża włosów. Tak jak mówiłam u mnie sprawdza się jako lekka odżywka po umyciu włosów. Z chęcią jej używam i naprawdę jestem z niej zadowolona.

Alterra olejek migdały i papaja- o tym produkcie również pojawi się recenzja, ponieważ jest to mój ostatni hit. Uważam go za tak uniwersalny produkt, o którym naprawdę warto napisać osobna notkę. Stosuję go zarówno do ciała, włosów jak i twarzy i w każdym zastosowaniu sprawdza się rewelacyjnie. Ten olejek to jest temat na osobną notkę bo naprawdę mam o nim trochę do powiedzenia :D


Czas na trochę kolorówki i tutaj zdominowało ostatnio essence.

Essence Floral Grunge róż do policzków- początkowo jak go zobaczyłam to zniechęciłam się do jego zakupu, ponieważ ma on delikatne drobinki, ale postanowiłam dać mu szansę i wróciłam po niego następnego dnia. Nie żałuję tego. Na policzkach tych drobinek nie widać i bardzo podoba mi się jego efekt. Jest dobrze napigmentowany ma dosyć mocny kolor, dlatego należy uważać, żeby z nim nie przesadzić. Ja po jego nałożeniu dodatkowo rozcieram go czystym pędzlem i wtedy jestem naprawdę zadowolona z efektu. Ten róż stał się ostatnio moim faworytem i używam go niemal codziennie.

Essence fix&mate puder transparentny- mój ulubiony puder. Zawsze po niego sięgam jak zależy mi na długotrwałym macie. Naprawdę ten puder długotrwale matuje, nie bieli twarzy, jest wydajny i tani. Ten puder mogę polecić naprawdę każdemu komu zależy na zmatowieniu cery.

Essence Floral Grunge lakier do paznokci- strasznie spodobały mi się ostatnio białe paznokcie i postanowiłam zaopatrzyć się w taki lakier. Natknęłam się na ten. Początkowo nie spodobały mi się w nim drobinki, ale jak zobaczyłam jego zdjęcia na paznokciach to postanowiłam go kupić i jestem mega zadowolona. Właśnie takiego białego lakieru szukałam. Od kiedy go tylko kupiłam gości u mnie praktycznie stale. Ja zawsze pod lakier stosuję odzywkę z Eveline, na której ten lakier potrafi wytrzymać u mnie nawet do 5-6 dni. Dla mnie lakier idealny.

Catrice kamuflaż kryjący- o tym produkcie również jest głośno w sferze blogowej i ma naprawdę dobre opinie. Zupełnie się temu nie dziwię bo sama jestem jego wielką miłośniczką :D Uwielbiam, po prostu go uwielbiam. Świetnie kryje, ma dobrą, gęsta konsystencję, nie ciemnieje, jest trwały, nie roluje się. Dla mnie korektor idealny. Często go używam, gdy nie potrzebuję nakładać podkładu a jedynie zakryć drobne niedoskonałości i zaczerwienienia. On w połączeniu z jakimś pudrem o lekkim kolorze, wyrównującym koloryt sprawdza się idealnie. Do tego jest tani, znajduje się w wygodnym w użyciu słoiczku i jest dostępny w trzech kolorach. Mój zdecydowany hit.
Październikowe Denko

Październikowe Denko

Jak co miesiąc czas na podsumowanie zużytych kosmetyków. Oto co udało mi się wykończyć w październiku i przez przypadek nie wyrzucić :D


Nie ma tego dużo w tym miesiącu, ale jednak coś się tam uzbierało.


Ziaja ogórkowe mleczko do demakijażu- w końcu udało mi się je zużyć. Był to produkt niezwykle wydajny a pod koniec używałam go już w dosyć sporych ilościach, aby tylko go zużyć (co nie znaczy, że był to zły produkt). Jest to produkt bardzo tani a przy tym dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu. Przy demakijażu oczu nie szczypał i nie podrażniał oczu a makijaż usuwał bezproblemowo. Jak już wspomniałam jest wydajny, ale aż za bardzo. Jak każde mleczko pozostawia na naszej skórze tłustą warstwę./ Nie kupię ponownie, ale tylko dlatego, że obecnie wolę płyny micelarne

Nivea Aqua Effect żel do mycia twarzy-  nie będę się o nim dużo rozpisywać, recenzję macie TUTAJ, używałam go kilka miesięcy, ale bardzo nieregularnie, zazwyczaj rano, żeby oczyścić lekko twarz. Sprawdzał się jako taki żel do oczyszczenia skóry rano, ale wieczorem, gdy potrzebowałam głębszego oczyszczenia używałam czegoś innego./ Raczej nie kupię ponownie

DermoPharma głęboko oczyszczające plastry na czoło i brodę- nic specjalnego, raczej oczekiwałam czegoś lepszego, usunął kilka wągrów, ale tak poza tym to efekt był słaby./ Mam jeszcze jedno opakowanie, ale ponownie nie kupię



Joanna rzepa ampułki wzmacniające do włosów przetłuszczających się, cienkich, delikatnych ze skłonnością do łupieżu i wypadania- z tym produktem wiązałam duże nadzieje, ponieważ ostatnio okropnie wypadają mi włosy, ale niestety strasznie się zawiodłam. Ampułkę należy wcierać w skórę głowy i pozostawić na 30 minut po czym trzeba umyć włosy. Po samym wcieraniu ampułki wyglądało to tak:

Tak było przy każdej ampułce. Po prostu włosy mi leciały i zostawały w dłoniach. Przy myciu jest jeszcze gorzej. Obecnie biorę tabletki z Dermeny i nie chcę nic mówić, ale mam wrażenie, że jest lepiej. Zobaczymy jak będzie dalej./Tego produktu nie kupię ponownie  

Batiste suchy szampon do ciemnych włosów- jak tylko dowiedziałam się, że Batiste jest w Hebe to od razu poleciałam go zakupić. Wybrałam wersję do ciemnych włosów i jestem z niego naprawdę zadowolona. Oczywiście suchy szampon nie zastąpi mycia włosów, ale w momencie, gdy włosy nie są jeszcze tłuste tylko potrzebują lekkiego odświeżenie a nie mamy czasu na mycie to sprawdzał się rewelacyjnie. Często używałam go na grzywkę, która przetłuszcza mi się bardzo szybko (całe włosy są świeże i wyglądają jak po umyciu a grzywka już jest tłusta, ulizana i w ogóle się nie układa) i w tym wypadku również świetnie się sprawdzał. Wersja do ciemnych włosów nie pozostawia białego osadu co jest zdecydowanie dużym plusem./ Na pewno kupię ponownie


Balea balsam do ciała brazylijskie mango- recenzja tego produktu jest TUTAJ, delikatny balsam fajny na porę upałów, ale nie nawilża zbyt dobrze. Jak dla mnie sprawdzał się tylko na upały bo nie "spływał: ze skóry i nie obciążał jej. Początkowo ładny zapach, który później zaczął być męczący. Bardzo wydajny, nawet za bardzo bo miałam problem z jego wykończeniem a na koniec ten jego zapach mnie już naprawdę bardzo denerwował, więc pozostaną mi po nim niemiłe wspomnienia. / Nie kupię ponownie (jest to wersja limitowana, więc nawet nie miałabym takiej okazji) 

Rexona antyperspirant- jeden z moich ulubionych, dobrze chroni, ma ładne zapachy i robi to co powinien robić dobry antyperspirant. Jak mówiłam jeden z moich ulubionych./ Kupie ponownie 



Lovely Curling Pump Up Mascara- ten tusz zyskał miano mojego ulubionego tuszu jaki do tej pory miałam ! Nie spodziewałam się, że tusz za 9 zł może być aż tak rewelacyjny. Wydłuża, pogrubia i podkręca rzęsy przy tym ich nie skleja i nie osypuje się w ciągu dnia. Moje rzęsy są dosyć długie i sprawdza się na nich większość tuszy, ale przy tym efekt był naprawdę fenomenalny. Na moich rzęsach sprawdza się fantastycznie./ Na pewno kupię ponownie 


Miałyście jakiś produkt ? Co o nich sądzicie ?
Balsam do ciała Balea brazylijskie mango

Balsam do ciała Balea brazylijskie mango

Na wstępie przepraszam Was za to, że ostatnio rzadziej pojawiają się posty. Po prostu ostatnio ciężko mi się jest za cokolwiek zabrać. Chyba się trochę rozleniwiłam :D Postaram się pisać częściej a dzisiaj zapraszam na recenzję balsamu z Balei.

Produkt ten zdążyłam już zużyć i w następnym miesiącu pojawi się w denku. 


Od producenta

Balsam przeznaczony do codziennej pielęgnacji wszystkich rodzajów skóry.
Delikatny balsam do ciała dodatkowo wzbogacony wyciągiem z roślinnych olejków i gliceryną chroni skórę przed wysychaniem i intensywnie ją nawilża.
Daje skórze miękkość i delikatność. Egzotyczny, letni zapach brazylijskiego mango umila stosowanie.
Nie zawiera alkoholu oraz parafiny. 
(źródło: wizaż.pl)

Pojemność: 200 ml
Dostępność: Drogeria DM
Cena: ok 2 euro ? ( nie jestem pewna)

Dla osób, które znają język niemiecki załączam zdjęcie z tyłu opakowania:


Skład



Moja recenzja:

Opakowanie: plastikowa, miękka tubka z zamknięciem typu "klik" o pomarańczowej szacie graficznej. Łatwo można wydobyć produkt ze środka i zużyć do końca. Opakowanie bardzo poręczne i wygodne.


Konsystencja: delikatna, niezbyt gęsta, lekko wodnisto-kremowa. Łatwo się rozprowadza i wystarczy niewielka ilość na daną partię ciała. Nie jest to jednak typowy balsam bo ma dosyć wodnistą konsystencję. Dosyć szybko się wchłania.


Zapach: delikatny zapach mango, który na początku bardzo mi się podobał, ale później zaczął mnie już męczyć i chciałam go jak najszybciej zużyć.

Wydajność: tak jak pisałam wcześniej, dzięki jego konsystencji wystarczała już niewielka ilość, aby rozprowadzić go na danej partii ciała, dzięki czemu produkt był bardzo wydajny. Jak dla mnie aż za bardzo wydajny bo męczyłam się z nim całe wakacje i w te wszystkie ciepłe dni. 


Moja opinia: ten balsam dobrze sprawdzał się w wakacje podczas upałów, gdy wszystkie gęste balsamy zazwyczaj spływają z naszego ciała. On dzięki lekkiej konsystencji w taką pogodę sprawdzał się dosyć dobrze. Jeżeli chodzi o nawilżenie to pod tym względem szału nie ma. Może ją tak delikatnie nawilżał, ale naprawdę delikatnie dlatego nie polecam go dla osób o suchej skórze. Na pewno nie nada się też na okres jesienno-zimowy, ponieważ uważam, że wtedy najlepiej sprawdzają się balsamy i masła o gęstej konsystencji, które bardzo dobrze nawilżają nasze ciało. Jak dla mnie ten produkt znajduje swoje zastosowanie jedynie podczas upałów. Z tego co pamiętam to znalazł się on w moich wakacyjnych niezbędnikach, ale to właśnie ze względu na konsystencję, która dobrze się w takich warunkach sprawdzała. Jak napisałam już wcześniej zapach początkowo mi się podobał, ale później stał się dla mnie bardzo męczący i pod koniec miałam już tego produktu dość. Produkt był bardzo, ale to bardzo wydajny i jak już chciałam, żeby wreszcie się skończył to jeszcze go tam było naprawdę sporo. Smarowałam się nim kilka razy dziennie, żeby tylko go wykończyć i na szczęście powędrował już do mojego następnego denka, które już się powoli zbiera. I pomimo, że w wakacje sprawdzał się dobrze to w mojej pamięci zapadnie jako znienawidzony balsam, którego tak bardzo mnie drażnił i nie mogłam się go pozbyć. Dlatego już do niego nie wrócę. Na szczęście była to seria limitowana, więc na pewno już w moje ręce nie trafi.


Podsumowanie

Produkt dobry na okres letnich upałów, ale na dłuższą metę się nie sprawdza, słabo nawilża a jego zapach zaczyna być drażniący (przynajmniej dla mnie). Podsumowanie przedstawię wam jeszcze na podstawie plusów i minusów.

Plusy:

  • cena
  • początkowo ładny zapach, który długo utrzymuje się na skórze
  • lekka konsystencja, idealna na lato
  • brak alkoholu, parabenów i parafiny
  • wygodne opakowanie
Minusy:
  • dostępność
  • wydajność (pomimo, że wydajność zazwyczaj jest plusem to w tym wypadku ta wydajność okazała się dla mnie minusem)
  • delikatne, ale zbyt słabe i powierzchowne nawilżenie na krótki czas
  • pod koniec zapach zaczyna męczyć

Miałyście okazję używać ten balsam ? Co o nim sądzicie ? 
Copyright © 2014 Moja Kosmetyczna Pasja , Blogger