Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje ciało. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje ciało. Pokaż wszystkie posty
Masło Shea o zapachu waniliowym od mydlarni marsylskie.pl- recenzja

Masło Shea o zapachu waniliowym od mydlarni marsylskie.pl- recenzja

Wiem, że zaniedbuję bloga, ale czasu ciągle mało. Dzisiaj natomiast chciałabym Wam zaprezentować masło shea, które testuję już od prawie miesiąca. Masło to dostałam w ramach współpracy z mydlarnią marsylskie.pl. Dzisiaj przedstawię Wam recenzję tego masła, ale w planach mam tez osobny post o maśle shea, jego właściwościach i szerokim zastosowaniu, który prawdopodobnie pojawi się jeszcze w tym miesiący. A co myślę o tym produkcie ? Przekonacie się czytając tego posta. Zapraszam dalej po więcej szczegółów. 


Z kwestii technicznych to producentem tego masła jest firma Najel, ma pojemność 150g, kosztuje 29zł i jest zamknięte w plastikowym, zakręcanym opakowaniu. Możecie je dostać TUTAJ

Jest to naturalne nierafinowane masło shea o zapachu waniliowym, inaczej zwane Karite Mi zapachem przypomina w 100% białą czekoladę. Za każdym razem gdy go otwieram w głowie mam właśnie białą czekoladę. Jest po prostu boski- trochę słodki, ale bardzo przyjemny. Kolor lekko żółty. Bardzo wydajne. Używam dosyć często od miesiąca, a zużycie niewielkie co widać na zdjęciach. Konsystencja jest zbita i twarda. Żeby rozprowadzić je na ciele trzeba najpierw rozgrzać je w dłoniach, wówczas ono topnieje, robi się trochę tłuste i przypomina trochę olejek. Można też wstawić na chwilę do gorącej wody, ale jednak wygodniej i szybciej jest je rozgrzać w dłoniach. I taką metodę właśnie ja stosuję.


Jeżeli chodzi o działanie to stosowałam go głównie na ciało, ale czasami też na usta i kilka razy na twarz. I właśnie na ciele sprawdza się ono u mnie najlepiej. Po rozgrzaniu w dłoniach wsmarowuję je w skórę. Po aplikacji pozostawia tłustą warstwę, ale nie powinno to dziwić w końcu to jest masło. Jednak skóra nie jest po nim tak tłusta jak po oliwce/olejku. Skóra jest po nim bardzo dobrze nawilżona, gładka i miękka. Polecam go zwłaszcza posiadaczką bardzo suchej skóry. Czasami stosowałam go na twarz, gdy wymagała nawilżenia. Początkowo bałam się, że mnie zapcha, zwłaszcza że mam cerę tłustą. Nic takiego jednak się nie stało. Używałam go na noc, a rano cera była nawilżona, wyglądała zdrowo, świeżo i była niesamowicie gładka. Jednak moja cera nie potrzebuje tak czeto, takiego dużego nawilżenia, dlatego używam go do twarzy tylko w ramach potrzeby i sprawdza się świetnie. Stosowałam go też do ust i tam też się świetnie sprawdzało, dobrze nawilżało, a suche, spierzchnięte usta stawały się ładne i gładkie, ale bardzo nie lubię jego tłustej konsystencji na ustach i tego smaku na nich. Dlatego w ten sposób stosuję je bardzo sporadycznie i tylko wtedy jak już moje usta naprawdę potrzebują dobrej pomocy. Wtedy wkracza masło shea. Możne jest też stosować na włosy, ale jeszcze nie próbowałam i nawet czasu na to nie miałam,ale jak tylko zastosuję je na włosy to dam Wam znać jak się sprawdziło.

Podsumowując ten produkt uważam za mój ostatni hit i jestem z niego niesamowicie zadowolona. Sprawdza się zarówno na ciele, włosach jak i ustach. Innych jego zastosowań jeszcze nie sprawdzałam, ale na pewno je wypróbuję bo jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi. Polecam go szczególnie posiadaczkom suchej skóry. Nie polecam osobą, które nie przepadają za tłustymi produktami. A do tego ten cudowny zapach. Po prostu uwielbiam ten produkt i jest on moim ostatnim ulubieńcem. I nie mówię tego wszystkiego tylko dlatego, że go dostałam. To masło jest naprawdę warte uwagi i godne polecenia. Polecam.

Zapraszam do drogerii marsylskie.pl. Można tam znaleźć naprawdę sporo ciekawych rzeczy.


A już niedługo specjalny post o maśle shea. Postaram się tez częściej pisać. Następny post, który mam w planach to denko :) Także zapraszam
Słodkie migdały i biała glinka, czyli kąpiel z BingoSpa

Słodkie migdały i biała glinka, czyli kąpiel z BingoSpa

Jak pewnie wiecie dostałam do testów kosmetyki od BingoSpa i dzisiaj przyszła pora na recenzję pierwszego z nich. Na pierwszy ogień pójdzie żel pod prysznic słodkie migdały i biała glinka. Z góry uprzedza, że na moją ocenę nie miał wpływu fakt dostania tych kosmetyków za darmo. 

Jak się sprawuje ten żel ? Jeżeli chcecie się dowiedzieć to zapraszam na dalszą część postu :)


Żel mieści się w prostym, plastikowym, przezroczystym opakowaniu, dzięki czemu łatwo kontrolować ilość żelu, która nam pozostała. Pojemność opakowania wynosi 300ml, jego cena katalogowa to 7,5zł, a na stronie BingoSpa można go zakupić za jedyne 2,9zł TUTAJ. Cena na pewno jest bardzo zachęcająca. Można go też spotkać stacjonarnie, ale niestety jest dostępny w bardzo nielicznych sklepach. 

Konsystencja żelu przypomina delikatne mleczko, bardzo dobrze się rozprowadza, niestety słabo pieni. Ma delikatny, mleczny kolor. 


Skład:

Na poniższym zdjęciu możecie dokładniej przyjrzeć się składowi tego produktu. Jak widać na drugim miejscu w składzie ma SLS, co pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu. Niestety większość żeli ma w składzie SLS. Ja jednak nie przywiązuję do tego zbytniej uwagi. 

W dalszej części składu znajduje się biała glinka i ekstrakt migdałowy. Więcej na temat tych składników i ich właściwości znajdziecie w opisie produktu na stronie producenta (link podałam Wam już nieco wyżej)


Co mogę powiedzieć o zapachu ? Na początku nie byłam przekonana do tego zapachu, ale już podczas pierwszej kąpieli zaczynałam się do niego przekonywać, a z każdą kolejną kąpielą zaprzyjaźnialiśmy się coraz bardziej. Zapach nie jest chemiczny, jest bardzo delikatny, subtelny, słodki i naprawdę pachnie migdałowo. Świetny na okres jesienno-zimowy. Co prawda wyglądając teraz przez okno to bardziej zbliżamy się do wiosny, ale mimo wszystko zostanie ze mną do końca i będzie umilać czas podczas tej wiosennej aury.

Dodam, że żel ten jest bardzo wydajny bo towarzyszy mi niemal codziennie od ponad miesiąca, a jego zużycie możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu.













Żel bardzo dobrze oczyszcza ciało, nie podrażnia skory, nie wysusza jej, ale niestety zapach nie utrzymuje się długo na naszej skórze i praktycznie znika tuż po kąpieli. Dla mnie jednak nie jest to duży minus, ponieważ i tak po kąpieli zawsze używam balsam, który zazwyczaj ma zupełnie inny zapach. Nie zauważyłam jakiegoś szczególnego wpływu na moją skórę, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby dobrze oczyszczał, pachniał i nie wysuszał ani nie podrażniał skóry. Właściwości pielęgnacyjne, nawilżające i odżywcze zostawiam innym produktom kosmetycznym.

Podsumowując jest to bardzo przyjemny w użytkowaniu produkt, który bardzo fajnie się u mnie sprawuje. Do jego minusów można by zaliczyć obecność w składzie SLS i to, że słabo się pieni. Więcej minusów nie widzę. Uważam, że to dobry, tani produkt, wart wypróbowania (zwłaszcza, jeżeli lubicie zapach migdałów) i znacznie umilający nam codzienne kąpiele, które już same w sobie są przyjemne i relaksujące.

Na koniec zapraszam Was serdecznie do internetowego sklepu BingoSpa, można tam znaleźć dużo ciekawych produktów :)



Balea Kokos i Nektarynka- żel pod prysznic

Balea Kokos i Nektarynka- żel pod prysznic

Cześć Wam :) Jak za pewne zauważyłyście na blogu pojawiło się zupełnie nowe, rozwijane menu. Mam nadzieję, że Wam się podoba i pozwoli to na szybsze wyszukiwanie najbardziej interesujących Was postów. Na blogu jest już ponad 100 postów, więc ciężko było by tak przeszukiwać całe archiwum, a takie rozwiązanie będzie z pewnością wygodniejsze. Menu nie jest jeszcze skończone bo pewnie pozmieniam jakieś kolory. Wszystkie podkategorie nie działają jeszcze, ale to dlatego, że nie do wszystkich powstały posty (to się na pewno zmieni). Nowe menu to dopiero początek zmian, ponieważ od dłuższego czasu chodzi mi po głowie zmiana grafiki i powoli to wcielam w życie. Na razie jest nowe menu, a nad grafiką jeszcze pracuję i testuję różne rozwiązania. Jak osiągnę zadowalający mnie efekt to na pewno pojawi się na blogu. Jak to się mówi "kobieta zmienną jest", więc czas na zmiany bo obecny szablon już mi się znudził. 

Ale dzisiaj nie o tym. Przychodzę do Was z recenzją jednego z żeli firmy Balea. Od roku regularnie goszczą one w mojej łazience i nie pamiętam kiedy używałam jakiegoś innego żelu. Za każdym razem zachwycam się nimi na nowo. Z każdym nowym zapachem jestem nimi zauroczona na nowo. Obecnie używam żelu o zapachu kokosa i nektarynki, dlatego dzisiaj kilka słów właśnie o nim.



Żel zamknięty jest w standardowym opakowaniu, jego pojemność to aż 300 ml, a cena to jedyne 0,65 Euro, czyli tak naprawdę kosztuje grosze. Dostępny jest w drogeriach DM. Można również zakupić go poprzez internet, ale tutaj cena jest trochę droższa i dochodzi nam do tego przesyłka, ale naprawdę warto.

Konsystencja jak przy większości żeli, bardzo dobrze się rozprowadza i pieni. Do tego jest wydajny bo nie trzeba dużej ilości żelu do dokładnego umycia naszego ciała. Żel ma kolor taki jasno pomarańczowy, pastelowy (czego może tak dokładnie nie widać na zdjęciach)


A zapach ? Zapach jest po prostu wspaniały, rewelacyjny, cudowny, nieziemski i mogłabym tak dalej pisać bo po prostu go uwielbiam. Ten zapach chyba jest moim ulubionym zapachem z dotychczas używanych żeli Balei. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Nie wyczuwam w nim za bardzo kokosu, jest bardzo świeży, bardziej owocowy i świetny sprawdziłby się w okresie letnim. Zapach ten podczas kąpieli unosi się po całej łazience.

Poniżej możecie przyjrzeć się dokładniej jego składowi:


Ja od żeli nie wymagam dużo. Najważniejszy jest zapach i to, aby nie podrażniał mojej skóry. Ten żel doskonale oczyszcza, daje uczucie takiego orzeźwienia, nie podrażnia i pachnie cudownie. Sam zapach nie utrzymuje się długo na skórze, ale jak dla mnie nie jest to minusem, ponieważ i tak zawsze po kąpieli używam balsamu. Sama kąpiel to już dla mnie sama przyjemność i chwila relaksu, ale takie żele jeszcze bardziej umilają tę chwilę.

Wszystkim mogę polecić ten żel, ale również inne wersje zapachowe, ponieważ każda na swój sposób wyjątkowa i niepowtarzalna.
Balsam do ciała Balea brazylijskie mango

Balsam do ciała Balea brazylijskie mango

Na wstępie przepraszam Was za to, że ostatnio rzadziej pojawiają się posty. Po prostu ostatnio ciężko mi się jest za cokolwiek zabrać. Chyba się trochę rozleniwiłam :D Postaram się pisać częściej a dzisiaj zapraszam na recenzję balsamu z Balei.

Produkt ten zdążyłam już zużyć i w następnym miesiącu pojawi się w denku. 


Od producenta

Balsam przeznaczony do codziennej pielęgnacji wszystkich rodzajów skóry.
Delikatny balsam do ciała dodatkowo wzbogacony wyciągiem z roślinnych olejków i gliceryną chroni skórę przed wysychaniem i intensywnie ją nawilża.
Daje skórze miękkość i delikatność. Egzotyczny, letni zapach brazylijskiego mango umila stosowanie.
Nie zawiera alkoholu oraz parafiny. 
(źródło: wizaż.pl)

Pojemność: 200 ml
Dostępność: Drogeria DM
Cena: ok 2 euro ? ( nie jestem pewna)

Dla osób, które znają język niemiecki załączam zdjęcie z tyłu opakowania:


Skład



Moja recenzja:

Opakowanie: plastikowa, miękka tubka z zamknięciem typu "klik" o pomarańczowej szacie graficznej. Łatwo można wydobyć produkt ze środka i zużyć do końca. Opakowanie bardzo poręczne i wygodne.


Konsystencja: delikatna, niezbyt gęsta, lekko wodnisto-kremowa. Łatwo się rozprowadza i wystarczy niewielka ilość na daną partię ciała. Nie jest to jednak typowy balsam bo ma dosyć wodnistą konsystencję. Dosyć szybko się wchłania.


Zapach: delikatny zapach mango, który na początku bardzo mi się podobał, ale później zaczął mnie już męczyć i chciałam go jak najszybciej zużyć.

Wydajność: tak jak pisałam wcześniej, dzięki jego konsystencji wystarczała już niewielka ilość, aby rozprowadzić go na danej partii ciała, dzięki czemu produkt był bardzo wydajny. Jak dla mnie aż za bardzo wydajny bo męczyłam się z nim całe wakacje i w te wszystkie ciepłe dni. 


Moja opinia: ten balsam dobrze sprawdzał się w wakacje podczas upałów, gdy wszystkie gęste balsamy zazwyczaj spływają z naszego ciała. On dzięki lekkiej konsystencji w taką pogodę sprawdzał się dosyć dobrze. Jeżeli chodzi o nawilżenie to pod tym względem szału nie ma. Może ją tak delikatnie nawilżał, ale naprawdę delikatnie dlatego nie polecam go dla osób o suchej skórze. Na pewno nie nada się też na okres jesienno-zimowy, ponieważ uważam, że wtedy najlepiej sprawdzają się balsamy i masła o gęstej konsystencji, które bardzo dobrze nawilżają nasze ciało. Jak dla mnie ten produkt znajduje swoje zastosowanie jedynie podczas upałów. Z tego co pamiętam to znalazł się on w moich wakacyjnych niezbędnikach, ale to właśnie ze względu na konsystencję, która dobrze się w takich warunkach sprawdzała. Jak napisałam już wcześniej zapach początkowo mi się podobał, ale później stał się dla mnie bardzo męczący i pod koniec miałam już tego produktu dość. Produkt był bardzo, ale to bardzo wydajny i jak już chciałam, żeby wreszcie się skończył to jeszcze go tam było naprawdę sporo. Smarowałam się nim kilka razy dziennie, żeby tylko go wykończyć i na szczęście powędrował już do mojego następnego denka, które już się powoli zbiera. I pomimo, że w wakacje sprawdzał się dobrze to w mojej pamięci zapadnie jako znienawidzony balsam, którego tak bardzo mnie drażnił i nie mogłam się go pozbyć. Dlatego już do niego nie wrócę. Na szczęście była to seria limitowana, więc na pewno już w moje ręce nie trafi.


Podsumowanie

Produkt dobry na okres letnich upałów, ale na dłuższą metę się nie sprawdza, słabo nawilża a jego zapach zaczyna być drażniący (przynajmniej dla mnie). Podsumowanie przedstawię wam jeszcze na podstawie plusów i minusów.

Plusy:

  • cena
  • początkowo ładny zapach, który długo utrzymuje się na skórze
  • lekka konsystencja, idealna na lato
  • brak alkoholu, parabenów i parafiny
  • wygodne opakowanie
Minusy:
  • dostępność
  • wydajność (pomimo, że wydajność zazwyczaj jest plusem to w tym wypadku ta wydajność okazała się dla mnie minusem)
  • delikatne, ale zbyt słabe i powierzchowne nawilżenie na krótki czas
  • pod koniec zapach zaczyna męczyć

Miałyście okazję używać ten balsam ? Co o nim sądzicie ? 
Soraya balsam do ciała rozświetlająco- nawilżający

Soraya balsam do ciała rozświetlająco- nawilżający

Zapraszam was na kolejną recenzję. tym razem zamierzam wam przedstawić balsam Soraya rozświetlająco- nawilżający

Z góry przepraszam was za grafikę, ale jest w trakcie modernizacji. Znudził mi się już poprzedni wygląd bloga i postanowiłam coś zmienić. Jestem właśnie w trakcie tworzenia nowego nagłówka :)


 Od producenta:

Dzięki obecności rozświetlających drobinek balsam dekoruje ciało, podkreślając jego piękno. Jednocześnie wykazuje działanie modelujące i wyszczuplające oraz skutecznie nawilża skórę. Balsam polecany, aby rozświetlić i wydobyć naturalny blask skóry.

Składniki aktywne:
- drobinki rozświetlające ciało, sprawią, że Twoja skóra będzie jaśniała blaskiem i urodą. Złociste drobinki dekorują ciało, podkreślając jego piękno,

- kwas hialuronowy – doskonale nawilża skórę, wygładza jej powierzchnię, poprawia elastyczność i jędrność. Utrzymuje maksymalne nawilżenie skóry przez wiele godzin,

- pink pepperslim (różowy pieprz) przyspiesza spalanie tłuszczu, pomagając zredukować obwód ciała. Modeluje i wyszczupla sylwetkę. 





Pojemność: 250 ml
Cena: ok 14 zł
Skład:


Moja opinia
Opakowanie: duża, różowa tubka, z ładnym z ładna szata graficzną i zamknięciem na "klik" co na pewno przy takich produktach jest plusem, ponieważ nie trzeba bawić się w odkręcanie i zakręcanie kosmetyku. Takie opakowanie na pewno ułatwia aplikację.

Konsystencja: nie jest ani za za rzadka ani zbyt gęsta, bardzo delikatna i dobrze się rozprowadza na skórze.

Wchłanianie: bardzo dobrze i szybko się wchłania w skórę 

Wydajność: używam go od miesiąca i zużycie nie jest duże. Wystarczy niewielka ilość, aby rozprowadzić kosmetyk na danej partii ciała.

Zapach: słodki, taki cukierkowy i przyjemny zapach. Mi osobiście bardzo przypadł do gustu.


Działanie: balsam zakupiłam na sezon letni w bardzo okazyjnej cenie, żeby stosować go na opaloną skórę i lekko ją rozświetlić. Balsam daje średnie nawilżenie, nie jest to na pewno bardzo mocno nawilżający balsam. Uczucia modelującego i wyszczuplającego nie zauważyła, ale nie ma co liczyć na cuda po takich kosmetykach bo od tego służą ćwiczenia a nie samo smarowanie balsamami (to może być jedynie dodatek). Teraz to co mi się chyba najmniej podoba w tym produkcie. A są to te rozświetlające drobinki, które nie przypadły mi do gustu. Oczekiwałam po tym balsamie dużo ładniejszego efektu rozświetlenia niż to co dostałam. Te "drobinki" to tak naprawdę przypominają brokat, oczekiwałam czegoś delikatniejszego, do tego ten brokat, który pozostaje mi później na ubraniach a po rozsmarowaniu balsamu po całym ciele moje dłonie całe się świecą. Oczekiwałam czegoś delikatniejszego, ładnych, bardzo delikatnych i ładnie rozświetlających drobinek. Niestety tutaj się zawiodłam. Dużo lepszy i delikatniejszy efekt uzyskałam przy balsamie Dove Silki Glow. Efekt tamtego balsamu podobał mi się zdecydowanie bardziej niż to co dostałam tutaj. Był bardzo delikatny a skóra po nim naprawdę bardzo ładnie wyglądała.

 Nie wiem czy coś tutaj zobaczycie, ale właśnie po posmarowaniu, moje dłonie były całe w brokacie.


Podsumowanie

To co mi się podoba w tym balsamie to przede wszystkim zapach. Nawilżenie jest średnie, ale sprawdza się w miesiącach letnich kiedy jest bardzo gorąco, ponieważ wtedy takie wszystkie ciężkie balsamy po prostu z nas spływają To co mi się nie podoba i jest jak dla mnie minusem to te "delikatne drobinki". Mi się ten efekt w ogóle nie podoba. Efektu modelowania i wyszczuplenie również nie zauważyłam, ale jak dla mnie to nie jest zadaniem balsamów. Jeżeli chcemy wymodelować swoją sylwetkę to najlepszym rozwiązaniem będę ćwiczenia a nie balsamy. Myślę, że po skończeniu już do niego nie wrócę. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie te drobinki. to mnie zniechęca do tego produktu.

A wy miałyście może ten balsam ? Co wy o nim sądzicie ?


PS. Robiłam dzisiaj zdjęcia innym aparatem. Co sądzicie o jakości zdjęć ? Jest lepsza niż wcześniej ?
Copyright © 2014 Moja Kosmetyczna Pasja , Blogger