Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery pory roku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery pory roku. Pokaż wszystkie posty
Bardzo spóźnione denko majowe

Bardzo spóźnione denko majowe

Denko miało ukazać się jak zwykle na początku miesiąca, a tym czasem mamy już prawie koniec czerwca, a ja zabrałam się za majowe denko (tu już czerwcowe denko się zbliża) . Czasu tak mało, a tematów na posty tak dużo...


Trochę się tego nazbierało, ale przejdźmy po kolei do każdego produktu.


Balea Jeden Tag Shampop- miałam już ten szampon, ale w wersji malinowej i bardzo go lubiłam. Teraz dostałam jabłkowy i ten zapach jest po prostu boski. W zapachu to się po prostu zakochałam. Szampon dobrze oczyszcza, dobrze się pieni i jestem zadowolona z jego działania. Od dłuższego czasu używam szamponów głównie z Balei i nie narzekam. Szampon ma przede wszystkim umyć włosy, a ważniejsze są odżywki. Zauważyłam, że przy tych szamponach włosy nie przetłuszczają mi się już tak bardzo, jak wcześniej i nie muszę codziennie ich myć. Używam ich regularnie różnych wersji szamponów Balei i przez długi czas pewnie będę ich używać. 

Bale Seidenglanz Spullung- odżywka, która ma za zadanie nabłyszczyć nasze włosy. Używałam głównie podczas mycia włosów metodą OMO. Do tego celu sprawdzała się idealnie. Jest to bardzo lekka odżywka, nie obciąża włosów, nie zauważyłam, żeby specjalnie te włosy nabłyszczała, ale na pewno ułatwiała późniejsze rozczesywanie włosów. Jako lekka odżywka albo odzywka do mycia metodą OMO sprawdza się idealnie. Kosztuje grosze (podobnie jak szampon), ale niestety jest słabo dostępna bo jedynie w drogeriach DM lub poprzez internet, ale wtedy ceny są troszkę wyższe. Być może skuszę się na nią ponownie lub jakąś inną wersję. 

AA cera wrażliwa kojący tonik bezalkoholowy- toni ten jest bezzapachowy, bez dodatku parabenów, barwników i alergenów, czyli stworzony dla osób z cerą wrażliwą. Ja takiej nie mam, ale był taki okres, że taki produkt znalazł się w mojej kosmetyczce. Toników używam po każdym kontakcie z wodą, aby przywrócić naturalne pH skóry (bo takie zadanie ma tonik). Jakichś specjalnych właściwości na mojej cerze nie zauważyłam, ale tonik to ma właśnie za zadanie przywrócić naturalne pH skóry, więc wiele od niego nie oczekuję. Nie wiem czy kupię ponownie. 


Emolium emulsja do kąpieli- od dłuższego czasu zmagam się z różnymi alergiami i wysypkami. Ten produkt często wówczas gościł w mojej wannie. Przede wszystkim koił uczucie swędzenia, pomógł mi również, gdy na całym moim ciele pojawiła się pokrzywka. Woda po nim przybiera lekko białe zabarwienie. Pewnie jeszcze po niego sięgnę bo naprawdę mi pomagał.  

Balea Dusch Peeling- po pierwsze nie podobał mi się jego zapach, był sztuczny, chemiczny i nie czułam w nim w ogóle cytrusowego aromatu. Jako peeling był dosyć delikatny i strasznie się pienił podczas wykonywania peelingu co mnie zdziwiło. Pierwszy raz spotkałam peeling, który się pieni i to bardziej niż żele, które mam. Nie przypadł mi do gustu i nie zakupię go ponownie. 

AA Slime Line 5D brzuch i talia- produkt antycellulitowy przeznaczony na okolicę brzucha i talii, ale ja stosowałam go również na uda. Dostałam go kiedyś na spotkaniu blogerek. Ma fajny cytrusowy zapach i jak już mówiłam stosowałam go również na uda, często przy tym stosowałam taki roller do masażu. Skóra po tym produkcie stała się bardziej miękka i jędrna. Cellulitu może nie zwalczy, ale to proces skomplikowany i wcieranie kremu nie pomoże. Mimo wszystko polubiłam go i może skuszę się na niego ponownie, ale w innej wersji. 

Cztery Pory Roku krem do rąk i paznokci glicerynowy- o tym kremie była już osobna recenzja, którą znajdziecie TUTAJ. Krem ten bardzo dobrze nawilża, wygładza dłonie, ma cudowny, słodki zapach, jest tani, wydajny i ma bardzo praktyczne, małe opakowanie, dzięki czemu idealnie sprawdza się do torebki. Pewnie jeszcze po niego sięgnę. 

BingoSpa maska do twarzy ze 100% olejem winogronowym- o tym produkcie róznież była recenzja TUTAJ . Twarz po tej masce jest nawilżona, gładka i ukojona. Nie podrażnia, nie pozostawia uczucia ściągnięcia, dobrze się rozprowadza, w zapachu przypomina mi zapach herbaty, ma niską cenę i dużą pojemność, dzięki czemu jest niezwykle wydajna. Polecam. 


Mary Kay mascara- w tym tuszu się zakochałam. Moje rzęsy były po nim długie i gruba, a moja mama pytała się czym ja maluję rzęsy bo wyglądam jakbym miała sztuczne doklejone. Nie osypywał się i wytrzymywał na rzęsach cały dzień, ta maskara towarzyszyła mi przez długi czas i jest jedną z lepszych jaką miałam. Niestety cena to ok 70zł, więc się na nią nie skuszę. Ta pochodziła ze spotkania blogerek bo sama pewnie bym tyle pieniędzy nie wydała. 

Virtual Splash Mascara- to jest przeciwieństwo tuszu z Mary Kay. Wcale nie wydłuża, ani nie pogrubia rzęs. Daje bardzo delikatny efekt, więc jeżeli lubicie taki to może Wam przypaść do gustu, ja jednak się z nią nie polubiłam. Efekt naprawdę delikatny, polecam dla osób o długich i gęstych rzęsach do ewentualnego przyciemnienia rzęs. Plusem jest to, że jest rzeczywiście wodoodporny i nie osypuje się. Niestety ten tusz musiałam używać w połączeniu z innym bo sam nie dawał takiego efektu na jaki liczyłam. Za to fajnie sprawdzał się na dolnych rzęsach. 
Zmywacz do paznokci w żelu od Cztery Pory Roku

Zmywacz do paznokci w żelu od Cztery Pory Roku

Praca, praca, praca i wiele innych obowiązków... Zaniedbuję trochę bloga, ale ostatnio mam naprawdę mało czasu.

Ale dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny produkt z serii nowości od Cztery Pory Roku. Będzie to zmywacz w żelu. Przyznam, że byłam bardzo ciekawa tego produktu, ponieważ nigdy nie miałam okazji używać żelowego zmywacza, więc byłam ciekawa tego wynalazku :)


Zmywacz zamknięty jest w małym opakowaniu o pojemności 60ml (i nie jest to miniaturka tylko pełnowymiarowe opakowanie). Cena takiego zmywacza to ok 6zł. Dla mnie takie małe opakowanie jest fajnym rozwiązaniem, zwłaszcza podczas podróży i na pewno jak tylko skończy mi się ten zmywacz to będę do niego przelewać jakieś inne produkty. Takie opakowanie na pewno nie zajmie dużo miejsca w naszej wyjazdowej kosmetyczce. 

Jak sama nazwa wskazuje, konsystencja jest gęsta i żelowa.. W składzie znajduje się aceton (co na pewno nie wszystkim się spodoba), ale zawiera też m.in glicerynę i olejek lemongrass, które mają za zadanie nawilżać. Jednym z jego plusów jest cudowny cytrusowy zapach, który jest wyczuwalny podczas zmywania i pozostaje na naszych paznokciach. Zmywacz nie wysuszył moich paznokci ani skórek, ale też ich nie nawilżył

Niestety ten produkt mnie trochę rozczarował i chyba najmniej go polubiłam z całej tej paczki od Cztery pory Roku (już wkrótce kolejne recenzje). Jako zmywacz sprawdza się dosyć przeciętnie. O ile z jaśniejszymi lakierami czy odzywkami radzi sobie całkiem nieźle, to już z ciemnymi lakierami już gorzej. Z piaskami i brokatami trzeba się nieźle namęczyć. 

Żeby zmyć lakier z jednego paznokcia muszę nałożyć większą ilość produktu. Niestety płatek szybko wysycha i praktycznie nie da się nim zmywać, dlatego przy każdym paznokciu muszę dokładać żelu. Dzięki żelowej konsystencji miał być wydajny, ale póki co muszę zużywać go dosyć dużo, żeby zmyć lakier ze wszystkich paznokci. Niestety trochę się trzeba z nim namęczyć, żeby zmyć lakier. Ja go nakładam na płatek i od razu przykładam do paznokcia (zanim jeszcze wchłonie się w płatek kosmetyczny), wtedy zmywanie wychodzi łatwiej, ale niestety nie jest to najlepszy zmywacz jaki miałam. Gdybym miała go ocenić to dałabym mu trójeczkę. Nie jest najgorszy, ale też mnie jakoś nie zachwycił.



Miałyście już ten zmywacz ? Może macie o nim inne zdanie ?
Żel do usuwania skórek od cztery pory roku

Żel do usuwania skórek od cztery pory roku

Na wstępie życzę Wam wszystkim wesołych, spokojny i rodzinnych Świąt Wielkanocnych :)

A dzisiaj przychodzę do Was z recenzją nowości na wiosnę od Cztery Pory Roku. Jak widać po tytule pod lupę biorę dzisiaj żel do usuwania skórek 3w1. Jak się u mnie sprawdzał przez okres używania ? Tego dowiecie się w dalszej części postu. Zapraszam do czytania. 


Na początek zacznijmy od sprawdzenia zapewnień producenta. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć co gwarantuje producent, jak należy używać produktu, jaki jest jego skład i dowiedzieć się o ostrzeżeniach w stosowaniu tego specyfiku.

Jak można się dowiedzieć z opakowania, produkt trzeba nałożyć na 60 sekund, po upływie czasu odsunąć skórki i dokładnie spłukać ciepłą wodą z mydłem. Nie należy stosować na uszkodzoną lub wrażliwą skórę, bezwzględnie unikać kontaktu z oczami (może powodować utratę wzroku !), nie stosować częściej niż 2 razy w tygodniu.


Sam produkt zamknięty jest w bardzo wygodnym opakowaniu w formie pisaka, który ułatwia aplikację. Wystarczy tylko przekręcić dolną część pisaka, a produkt pojawia nam się na pędzelku i możemy go w bardzo łatwy sposób nałożyć i przy użyciu pędzelka wmasować w skórki. Taka forma jak najbardziej mi odpowiada i za to duży plus. Jest naprawdę wygodny i praktyczny. Niestety nigdzie nie znalazłam informacji o pojemności tego żelu, nie da się też kontrolować pozostałej ilości w pisaku. Napisy na pisaku strasznie się ścierają. O ile tutaj jeszcze są widoczne, to na pisaku z odżywką starły się już całkowicie. Jest to o tyle kłopotliwe, że jeżeli posiadamy oba pisaki i nie trzymamy ich w pudełeczku (a zajmuje ono jednak niepotrzebnie miejsce) to trudno rozpoznać oba pisaki i łatwo o pomyłkę. Można je rozpoznać po zapachu i konsystencji, ale jednak wolałabym od razu wiedzieć, który jest który. Na zatyczce znajduje się taka gumowa końcówka, którą można by nią się posłużyć do odsuwania skórek, ale jest trochę chwiejna, może wypaść i jednak dużo lepiej sprawdza się drewniany patyczek. Ale to już kwestia indywidualna bo może akurat Wam ta gumowa końcówka przypadnie do gustu. Ja wolę coś stabilniejszego i twardszego, czyli patyczek. 


Przejdźmy do najważniejszego, czyli działania. Próbowałam tego produktu do skórek na dłoniach, jak i na stopach. Na dłoniach, gdzie skórki mam dosyć delikatne i cienkie sprawdza się świetnie. Bardzo fajnie zmiękcza, nawilża i pomaga w ich odsunięciu i usunięciu. Niestety na stopach, gdzie skórki są już grubsze i twardsze ich usunięcie przy użyciu pisaka jest już trudniejsze. Niestety średnio radzi sobie z twardszymi skórkami. Ja jednak znalazłam na to sposób i nakładałam go po kąpieli, kiedy skórki były już trochę zmiękczone. Za to przyznaję mu minusa. 

Poza tym ma przyjemną, żelową konsystencję, nie rozlewa się, łatwo aplikuje i jest jest bezzapachowy. W składzie ma 10% gliceryny i 3% aloe vera. Nie wysusza i nie powoduje pieczenie. U siebie nie zauważyłam też żadnego podrażnienia z jego strony. 

Produkty już zaczęły się pojawiać w drogeriach. Jest dostępny w Rossmannie, Hebe, drogeriach koliber i w Carrefourze. Ja widziałam niedawno w Rosmannie. Nie potrafię sobie przypomnieć ceny, ale był bardzo tani, jak wszystkie produkty Cztery Pory Roku. 


Podsumowując jest to przyzwoity produkt, z którym się polubiłam. To co mu mogę zarzucić i co jest jego największym minusem to fakt, że nie radzi sobie z twardszymi i grubszymi skórkami. Dlatego zdecydowania wolę go używać na dłonie, gdzie moje skórki są znacznie delikatniejsze. Jeżeli nie macie twardych i grubych skórek to na pewno również się z nim polubicie bo jak już pisałam żel ten ładnie je zmiękcza, ułatwia odsunięcie/usunięcie i nie podrażnia. Przy twardszych skórkach polecam przed manicurem/pedicurem kąpiel i wtedy żel nie będzie sprawiał większych problemów. Od strony przyszłej kosmetyczki mogę dodać, ze tradycyjnie przy zabiegach manicure zawsze się wykonuje kąpiel, a następnie nakłada preparat na skórki. Do tego bardzo wygodny opakowanie i aplikator. Ja mimo wszystko jestem na tak i pewnie, gdy już mi się skończy to sięgnę po niego ponownie. Na razie przy regularnym używaniu od miesiąca czy dwóch jeszcze się nie skończył, tak więc jest wydajny, a cena zachęcająca.


Jeszcze raz Wesołych Świąt :)
Cztery Pory Roku- krem glicerynowy do rąk wiśnia japońska, czyli moja nowa kosmetyczna miłość :)

Cztery Pory Roku- krem glicerynowy do rąk wiśnia japońska, czyli moja nowa kosmetyczna miłość :)

Przyszła wreszcie pora na recenzję pierwszego produktu, który znajdował się w cudownym pudełeczku od Cztery Pory Roku. Na pierwszy ogień idzie krem, który towarzyszy mi codziennie i jest ze mną niemal wszędzie :)


Mowa tu o kremie glicerynowym o przecudnym zapachu wiśni japońskiej. Z kremami tej firmy miałam już okazję nie raz się spotkać, ale bardzo dawno już ich nie używałam. I sama nie wiem dlaczego, ponieważ kremy te są naprawdę bardzo dobre.
Dzięki tej współpracy miałam okazję do nich wrócić i przypomnieć sobie za co je lubię i na nowo je pokochać.

Ten krem to nie jest żadna nowość, jest dostępny już dosyć długo na rynku, ale różnicą jest to, że jest to pomniejszona wersja tego kremu. Tubka jest mała, wygodna,miękka, dzięki czemu łatwo wydobyć produkt, a pojemność pomniejszonego opakowania to 50ml. Opakowanie jest naprawdę bardzo zgrabne, zajmuje niewiele miejsca, dlatego możemy je mieć zawsze przy  sobie i zmieści się nawet do małej torebki. Ja ten krem mam zawsze na biurku przy łóżku, jak gdzieś wychodzę to wrzucam go do torebki, tak więc zawsze jest ze mną.

Konsystencja kremu jest lekka, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy za co daję mu ogromny plus. A zapach ma nieziemski. Po prostu cudo. Jest subtelny, delikatny, przyjemny i nie duszący, a do tego dosyć długo utrzymuje się na dłoniach. Już dawno nie miałam kremu do rą, którego zapach podobał mi się aż tak bardzo. Aż czasami siedzę i wąchał dłonie po posmarowaniu nim.  W składzie zawiera m.in witaminę F, olej canolla, glicerynę i wiśnię japońską.


A jak jest z jego działaniem ? A więc kremik ten bardzo dobrze nawilża, wygładza i zmiękcza dłonie. Są po nim bardzo delikatne, mięciutkie i przyjemne w dotyku. Czego chcieć więcej ? Pewnie pomyślicie, że go tak zachwalam bo dostałam go za darmo. Tak dostałam go za darmo, ale to nie zmienia faktu, że się w nim zakochałam od pierwszego użytku. Zapewne wrócę do niego jak się skończy i za własnie pieniądze go kupię. A trzeba przyznać, że cenę ma zachęcającą bo ok 3zł, a jego większa wersja to koszt ok 4-5 zł (130ml). Do tego jest bardzo wydajny, dzięki swojej lekkiej formule bo naprawdę nie trzeba go dużo nakładać, aby wystarczyło na całe dłonie. Nie uczulał ani nie podrażniał. Idealny do codziennego stosowania, czy do użytku po każdym kontakcie z wodą.


Dodam jeszcze, że roku cierpię na różnego rodzaju uczulenia i na moich dłoniach co jakiś czas pojawiają się różnego rodzaju wysypki, skóra robi się czerwona, szorstka, robi mi się taka skorupa i czasami nawet zaczyna pękać (sama nie wiem czy to aby nie jest AZS). Czasami mogliście zobaczyć moje zaczerwienione dłonie na zdjęciach ze zdobieniami. Dlatego ciągle jestem pod opieką alergologa, co chwilę dostaję jakieś nowe maści. Tak, wiec moja skóra jest bardzo wymagająca i po tych wszystkich maściach, po całym leczeniu była bardzo zniszczona, szorstka i stosuję dużo kremów nawilżających, przeznaczonych dla alergików i dla osób z AZS. Ciągle nie mogłam się pozbyć tej suchej i szorstkiej warstwy z wewnętrznej strony dłoni, a do tego była ona trochę pomarszczona i wyglądała na skórę osoby dużo starszej niż jestem. W momencie, gdy zaleczyłam maściami wszystkie objawy to zaczęłam smarować je tym kremem. Już wtedy poczułam, że zaczyna robić się gładsza. Potem do tego dorzuciłam dosyć częste peelingi dłoni, żeby trochę złuszczyć tą suchą warstwę, przy czym ciągle smarowałam dłonie tym kremem. Dzisiaj jest już o wiele lepiej. Moje dłonie są bardzo gładkie i delikatne, skóra jest jeszcze trochę pomarszczona, ale nie jest to już aż tak widoczne. Dawno nie miała tak ładnej i gładkiej skóry dłoni. Od dłuższego czasu nie miałam żadnego zaostrzenia ani wyprysku, ale ciągle się boję, że to wróci i jak tylko dostrzegam coś niepokojącego to od razu sięgam po maści. Ten krem naprawdę pomógł mi doprowadzić moje dłonie do dobrego stanu i za to go pokochałam. Zastrzegam jednak, że zaczęłam go używać na zaleczoną skórę, beż wyprysku, bez żadnych zmian. To nie jest tak, że to cudowny lek na alergie. Jak już mówiłam używałam go w momencie zaleczenia skóry, która po tych wszystkich zmianach alergicznych, lekach i maściach była strasznie sucha, pomarszczona i jej wierzchnia warstwa tworzyła taką suchą jakby skorupę. I ten krem w połączeniu z peelingiem sprawdził się rewelacyjnie. Od tego momentu zasługuje na miano mojego ulubieńca !



I tak oto zakończę ten jakże długi post :) Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam.
Denko, czyli z czym się pożegnałam w marcu...

Denko, czyli z czym się pożegnałam w marcu...

Po długim czasie w końcu dokończyłam tego posta. Zaczęłam kilka godzin temu, ale sąsiedzi robią remont i ci "fachowcy" tak wiercili i kuli, że nam tynk w pokoju odleciał. Na szczęście w poniedziałek przyjdą nam to naprawić. Normalnie masakra. Właśnie wtedy byłam w trakcie pisania i jakoś nie mogłam do tego wrócić i dokończyć. Na szczęście po kilku godzinach się udało i tak oto post jest już na blogu.

Jak co miesiąc przyszedł czas, aby podsumować zużycia. Co się sprawdziło, a co okazało się totalnym bublem ? Przekonacie się czytając tego posta...


Nie ma tego aż tak dużo, ale jednak kilka produktów się nazbierało :)


Alverde peeling z wiórkami kokosu i kwiatem lotosu- już na wstępie mogę powiedzieć, ze z tym produktem to się nie polubiliśmy i się więcej nie spotkamy. Po pierwsze peeling ma strasznie rzadką i taką "glutowatą" konsystencję, która bardzo mi nie odpowiadała. Na początku od razu sprawdziłam czy nie jest przeterminowany bo nie wyglądało to fajnie. Do tego opakowanie ma dosyć duży otwór przez który wypływa produkt i jak tylko chciałam go nałożyć na rękę to przez opakowanie i jego konsystencję strasznie dużo mi go wypływało. Kolejną rzeczą jest to, że peeling nie zawiera drobinek tylko wiórki kokosowe, które praktycznie w ogóle nie spełniały swojego zadania. Peeling jest bardzo delikatny i ja jako osoba przyzwyczajona do mocniejszych peelingów prawie wcale go nie czułam. Praktycznie wcale nie wygładzał i nie ścierał martwego naskórka, dlatego używałam go bardziej jako żelu do kąpieli. Ja peelingów najczęściej używam w lecie, ale tego produktu latem to w ogóle sobie nie wyobrażam. Do tego miał strasznie nieprzyjemny i duszący zapach. Nie polecam i na pewno po niego nie sięgnę po raz kolejny.

Alverde szampon do włosów z hibiskusem i aloesem- szampon bez silikonów, przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych, który ma za zadanie je nawilżyć i zregenerować. Ma przezroczystą, lekko żelową konsystencję i łagodny zapach. Dobrze oczyszczała włosy, nie obciążał ich, nie plątał i nie niszczył. Niestety słabo się pienił i potrzebowałam dosyć sporą ilość szamponu do dokładnego umycia całych włosów, przez co był mało wydajny. Czy nawilżał, tego nie wiem, ponieważ raczej nie stosuję samych szamponów bez żadnych odżywek. Tak jak w przypadku innych szamponów z alverde czy balei moje włosy nie przetłuszczały się tak szybko. Na pewno jest to ogromnym plusem, ponieważ nie wyobrażam już sobie codziennego mycia włosów, tak jak to miało miejsce jeszcze w liceum, zwłaszcza że są już dosyć długie, a takie mycie jest męczące i czasochłonne. Do tego jest tani, niestety słabo dostępny, nie podrażniał skóry głowy, ale w składzie ma alkohol, więc radzę na niego uważać. U mnie szkód nie sprawił. Może do niego wrócę, jeszcze nie wiem, na razie chcę jeszcze wypróbować inne szampony z alverde i balei.

Batiste suchy szampon do ciemnych włosów- produkt, który pojawia się u mnie praktycznie w każdym denku, więc nie ma chyba potrzeby Wam go przedstawiać. Jak zawsze powtórzę, że jest to bardzo dobry produkt do odświeżenia włosów, gdy chcemy wyjść z domy, a nie mamy czasu na mycie. Suchy szampon lekko odświeża włosy, wizualnie wyglądają świeżo, lekko je unosi i jest wydajny bo przy regularnym używaniu (zwłaszcza do grzywki) starcza mi na miesiąc. Do tego wersja do włosów ciemnych nie pozostawia na moich włosów białego osadu. Jest to produkt, który zawsze u mnie jest i nie wyobrażam sobie już życia bez niego. To taki mój must have :D


Cztery Pory Roku zimowy peeling do rąk- ten produkt doczekał się już swojej osobnej recenzji, którą znajdziecie TUTAJ. Używałam go bardzo nieregularnie, ale bardzo go polubiłam i mam już w zapasie drugie opakowanie. Jest wydajny, nie potrzeba zbyt dużej ilości peelingu, aby wykonać dokładny peeling dłoni. Używałam go sporadycznie, ale dlatego, że dłonie często peelinguje się podczas peelingu ciała czy twarzy. Fajnie sprawdza się przy robieniu manicure, już po opiłowaniu paznokci, odsunięciu skórek nakładam peeling jakąś maskę czy krem i czasami dodaję do tego zabieg parafinowy. Dłonie są po nim bardzo gładkie, a do tego peeling ma niesamowity zapach. Jest dosyć delikatny, słabszy od peelingu do ciała, ale peelingi do dłoni są zazwyczaj delikatne. Ma fajny skład i bardzo praktyczne opakowanie. Uwielbiam ten produkt Świetnie sprawdził się po zaleczeniu mojego uczulenie, gdy moje dłonie były szorstkie, pomarszczone i dosyć często wykonywałam wtedy peeling, że by zetrzeć trochę tą szorstką warstwę skóry. Moje dłonie są teraz dużo gładsze i ładniejsze. 

Fusswohl krem do stóp z 10% mocznikiem- bardzo przyjemny kremik, ładnie nawilżał i wygładzał moje stopy, pozostawiał delikatny film na skórze, który musi się wchłonąć, ale zdecydowanie nie jest tłusty. Używałam go głównie na noc, jak już byłam w łóżku, właśnie ze względu tej lekkiej warstwy na skórze. Resztę kremu często wsmarowywałam w dłonie, żeby już nie latać do łazienki i też je ładnie wygładzał. Jest bardzo tani (ok 4 zł) i wydajny. Zapewne jeszcze do niego wrócę :)

Ziaja maska anty stres z glinką żółtą- maski z ziaji uwielbiam, po tej masce moja cera była gładka, nawilżona, miękka, odświeżona i zregenerowana. Dodatkowo koi i łagodzi, delikatnie rozjaśnia i wyrównuje koloryt. Nie podrażnia, ma przyjemny zapach, starcza na jakieś 3 użycia, nie zapycha, nie uczula i jest łatwo dostępna oraz bardzo tania. Polecam, ja na pewno po nią nie raz sięgnę. Recenzja tej maski ukazała się też w TUTAJ.

Marion peeling z ziarenkami z winogron- recenzję znajdziecie TUTAJ. W tym peelingu urzekł mnie przede wszystkim zapach. Jest delikatny, nie posiada dużej ilości drobinek peelingujących, ale jest to peeling do cery suchej i normalnej, więc musi być delikatny (do takich typów cery zalecane są peelingi enzymatyczne). Cera jest po nim gładka, delikatnie oczyszczona i wygładzona. Nie wysuszał, nie wywoływał podrażnień, , ani zaczerwienień. Mimo wszystko nie wiem czy do niego wrócę, ponieważ wolę mocniejsze peelingi i mam już swoje ulubione peelingi. 


Rimmel Match Perfection korektor pod oczy- ten korektor bardzo lubię i często po niego sięgam, mam już nawet kolejne opakowanie w zapasie. Świetnie sprawdza się pod oczami jest lekki, nie roluje się, ma lekkie krycie, więc może być zbyt słaby dla osób z dużymi problemami w tej okolicy, jest trwały, daje naturalny efekt, dobrze radzi sobie z zaczerwienieniami, jest naprawdę baaaardzo wydajny i znajduje się w bardzo praktycznym i wygodnym opakowaniu. Niestety jak już pisałam może nie sprawdzić się w przypadku dużych problemów pod oczami, ja na szczęście nie mam potrzeby dużego krycia i to co jest dużym minusem to odcienie. Dostępne są tylko dwie wersje kolorystyczne, przy czym jaśniejszy kolor, nie jest aż tak jasny i może być za ciemny dla typowych bladziochów. Ja jestem dosyć bladą osobą i dla mnie mógłby by też ciut jaśniejszy, ale mimo to ładnie się dopasowywał i wtapiał. Dlatego zdecydowałam się na kolejne opakowanie. 

Eveline Big Volume Lash tusz do rzęs pogrubiający- tusz posiada silikonową szczoteczkę, którą nie wszyscy lubią, ja jednak lubię zarówno tradycyjne jak i silikonowe szczoteczki. Kupiłam go pod wpływem pozytywnych opinii i niestety trochę się rozczarowałam nim. Szczoteczka ładnie rozprowadza produkt, nie skleja rzęs, efekt pogrubienia jest delikatny, tak samo jest w przypadku wydłużenia. Daje naprawdę delikatny efekt i trzeba nałożyć kilka warstw, żeby uzyskać zamierzony efekt. Ja pomimo, że mam dosyć długie i ładne rzęsy, jestem niezadowolona z efektu jaki daje. Z czasem zaczęłam się posiłkować drugim tuszem. A najgorszym minusem jest trwałość. Tusz się osypuje i z każdą godziną jest go coraz mniej na rzęsach. Myślałam, że chociaż fajnie sprawdzi się na dolnych rzęsach, ponieważ fajnie się niem malowało i nie robiłam sobie nim czarnych plam pod oczami, ale niestety tam też się nie sprawdzał. Tusz się rozmazywał i po kilku godzinach miałam czarne plamy pod oczami !! Temu tuszowi mówię nie, nie i jeszcze raz zdecydowane nie !!!!! 


Jak Wam idzie zużywanie produktów ? U mnie już powoli kolejne się kończą :D

A już wkrótce recenzja pierwszego produktu z pudełeczka od Cztery Pory Roku :)

Cztery Pory Roku- Wiosenne nowości

Cztery Pory Roku- Wiosenne nowości

Wczoraj zawitał do mnie kurier z paczuszką od Cztery Pory Roku. Gdy ją tylko rozpakowałam byłam zaskoczona formą jej zapakowania, gdyż kosmetyki znajdowały się w prześlicznym zielono-fioletowym pudełeczku. Niby taki szczegół, ale na plus. Czyż nie wygląda uroczo i lepiej niż zwykły karton lub koperta ? Poczułam się jakbym dostała jakiś miły prezent :) 


A zawartość pudełeczka wyglądała tak:



W pudełeczku znajdowały się głównie nowości od Cztery Pory Roku na wiosnę. Produkty te (oprócz kremów) chyba jeszcze nie weszły do drogerii, przynajmniej ja ich jeszcze nie spotkałam. Tym bardziej cieszy to, że będę miała okazję wypróbować je jako jedna z pierwszych osób. A co dokładnie znalazłam w pudełku ? O tym przeczytacie poniżej:


Pierwsze dwie rzeczy to żel do usuwania skórek 3w1 oraz odżywka do regeneracji paznokci i skórek 5w1. Oba produkty są w formie pisaków za co już daję duży plus bo naprawdę wygodnie się używa takich produktów. Moje paznokcie obecnie nie są w najlepszym stanie, więc zwłaszcza ta odżywka mnie ucieszyła bo przyda im się regeneracja. Mam nadzieję, że spełnią moje oczekiwania, a moje paznokcie znacznie się wzmocnią w trakcie jej stosowani. Już wczoraj miałam okazję po raz pierwszy ich użyć.


Kolejne produkty to zmywacze. Pierwszy to zmywacz do lakieru hybrydowego. Na razie nie posiada żadnego lakieru hybrydowego, ale zamierzam takie kupić, więc zobaczymy jak się sprawdzi przy ich zmywaniu. Drugi to zmywacz w żelu. Zmywacza w żelu jeszcze nie miałam, więc jestem ciekawa jak ten wynalazek się będzie sprawdzał. Producent gwarantuje, że forma żelu ma zapewnić większą wydajność, ale zobaczymy jak z tą wydajnością będzie. Oba zmywacze znajdują się w małych pojemniczkach o pojemności 60 ml. Po ich zużyciu na pewno sobie zachowam  te pojemniczki, ponieważ są małe i fajnie sprawdzą się w podróży, dzięki czemu będę mogła zaoszczędzić trochę miejsca. 


W pudełeczku znajdowały się też dwa kremy do rąk o pojemności 50ml, które już nie pochodzą z nowej oferty.Miałam już okazję używać kremów od cztery pory roku, dlatego wiem, że będę z nich zadowolona. Te kremy mają fajne, małe i zgrabne tubki, więc na pewno jeden z nich powędruje do mojej torebki. 


Ostatnią niespodzianką był prezent w postaci prześlicznej bransoletki od Glitter. Jest urocza i bardzo mi się podoba. A z biżuterią Glitter miałam już okazję się spotkać i zawsze bardzo mi się podobała, dlatego bardzo się cieszę z tej bransoletki.


Zakupy kosmetyczne w grudniu

Zakupy kosmetyczne w grudniu

Ostatnio troszkę zaniedbałam bloga, ale wiecie jak jest w okresie świątecznym. Trochę na to nie ma czasu.

Grudzień się jeszcze nie skończył i być może jeszcze coś kupię, ale na razie pokażę Wam co nowego pojawiło się w mojej kosmetyczce. Obecnie czekam też na paczkę z żelami do paznokcie. Mam nadzieję, że dzisiaj przyjdzie. Przygotuję też posta ze świątecznymi prezentami, ale w styczniu bo jeden prezent dostanę troszkę spóźniony. Już nie mogę się doczekać.

W tym miesiącu odwiedziłam Hebe, Rossmann i Naturę. A oto co zakupiłam:






Byłam też w Chorzowie, gdzie niedawno otwarto Pachnący Domek, czyli pierwsze miejsce na Śląsku, gdzie stacjonarnie można dostać Yankee Candle. Do Chorzowa nie mam aż tak daleko, więc musiałam się tam wybrać. I tak oto przybyła mi spora ilość wosków :)


A już niedługo projekt denko i kosmetyczne podsumowanie roku :)
PharmaCF Cztery Pory Roku- Zimowy peeling do rąk

PharmaCF Cztery Pory Roku- Zimowy peeling do rąk


 Od producenta

Zimowy peeling do rąk, to kompozycja żurawiny oraz soli morskiej. Taki skład sprawi, że nawet najbardziej zniszczone ręce staną się jedwabiście gładkie i odzyskają swój naturalny blask.
Zimowy peeling do rąk regenerujący zawiera:
- drobinki soli morskiej, które delikatnie wygładzają i złuszczają naskórek
- olej kokosowy i sojowy oraz masło shea o działaniu intensywnie nawilżającym, odżywczym i regenerującym. 


Pojemność: 50ml
Cena:  ja kupiłam go za ok 10 zł w zestawie z kremem z tej samej serii
Dostępność: drogerie, supermarkety

Skład

W składzie m.in sól morska, parafina, olejek kokosowym olejek sojowy, masło shea i glceryna.

Konsystencja: typowa dla peelingu, gęsta z zawartością delikatnych drobinek.

Zapach: ja mam wersję żurawinową i jest niesamowita, uwielbiam ten zapach. Jest bardzo ciepły i przyjemny. Wiem, ze dostępna jest jeszcze jedna wersja zapachowa.


Wydajność: Jest wydajny, chociaż używam go sporadycznie, ale wystarczy niewielka ilość, aby wykonać peeling dłoni.


Moja opinia: Peeling ten jest delikatny, ale bardzo skuteczny. Jest słabszy od peelingu do ciała, ale właśnie peelingi do dłoni są zazwyczaj delikatniejsze. A ten działa tak jak powinien, czyli bardzo dobrze ściera, wygładza oraz pozostawia nasze dłonie bardzo miękkie. Do tego ma bardzo wygodne opakowanie, dzięki czemu możemy łatwo wydobyć produkt, a także zużyć go do końca. W składzie na pierwszym miejscu można znaleźć sól morską, parafinę, która działa okluzyjnie, olejek kokosowy, olej sojowy, masło shea i gliceryna, a do tego nie zawiera parabenów. Jak dla mnie skład jest zdecydowanie na plus. Na pewno zaletą tego peelingu jest to, że sól w nim zawarta nie rozpuszcza się pod wpływem masażu. Do tego ten cudowny zapach niska cena i wydajność. Jak dla mnie produkt idealny. Dodam również, że krem z tej serii także bardzo polubiłam, ale niestety już go zużyłam. Na pewno kupię te produkty ponownie. Polecam wszystkim :)
Copyright © 2014 Moja Kosmetyczna Pasja , Blogger