Zmywacz do paznokci w żelu od Cztery Pory Roku

Zmywacz do paznokci w żelu od Cztery Pory Roku

Praca, praca, praca i wiele innych obowiązków... Zaniedbuję trochę bloga, ale ostatnio mam naprawdę mało czasu.

Ale dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny produkt z serii nowości od Cztery Pory Roku. Będzie to zmywacz w żelu. Przyznam, że byłam bardzo ciekawa tego produktu, ponieważ nigdy nie miałam okazji używać żelowego zmywacza, więc byłam ciekawa tego wynalazku :)


Zmywacz zamknięty jest w małym opakowaniu o pojemności 60ml (i nie jest to miniaturka tylko pełnowymiarowe opakowanie). Cena takiego zmywacza to ok 6zł. Dla mnie takie małe opakowanie jest fajnym rozwiązaniem, zwłaszcza podczas podróży i na pewno jak tylko skończy mi się ten zmywacz to będę do niego przelewać jakieś inne produkty. Takie opakowanie na pewno nie zajmie dużo miejsca w naszej wyjazdowej kosmetyczce. 

Jak sama nazwa wskazuje, konsystencja jest gęsta i żelowa.. W składzie znajduje się aceton (co na pewno nie wszystkim się spodoba), ale zawiera też m.in glicerynę i olejek lemongrass, które mają za zadanie nawilżać. Jednym z jego plusów jest cudowny cytrusowy zapach, który jest wyczuwalny podczas zmywania i pozostaje na naszych paznokciach. Zmywacz nie wysuszył moich paznokci ani skórek, ale też ich nie nawilżył

Niestety ten produkt mnie trochę rozczarował i chyba najmniej go polubiłam z całej tej paczki od Cztery pory Roku (już wkrótce kolejne recenzje). Jako zmywacz sprawdza się dosyć przeciętnie. O ile z jaśniejszymi lakierami czy odzywkami radzi sobie całkiem nieźle, to już z ciemnymi lakierami już gorzej. Z piaskami i brokatami trzeba się nieźle namęczyć. 

Żeby zmyć lakier z jednego paznokcia muszę nałożyć większą ilość produktu. Niestety płatek szybko wysycha i praktycznie nie da się nim zmywać, dlatego przy każdym paznokciu muszę dokładać żelu. Dzięki żelowej konsystencji miał być wydajny, ale póki co muszę zużywać go dosyć dużo, żeby zmyć lakier ze wszystkich paznokci. Niestety trochę się trzeba z nim namęczyć, żeby zmyć lakier. Ja go nakładam na płatek i od razu przykładam do paznokcia (zanim jeszcze wchłonie się w płatek kosmetyczny), wtedy zmywanie wychodzi łatwiej, ale niestety nie jest to najlepszy zmywacz jaki miałam. Gdybym miała go ocenić to dałabym mu trójeczkę. Nie jest najgorszy, ale też mnie jakoś nie zachwycił.



Miałyście już ten zmywacz ? Może macie o nim inne zdanie ?
Znowu zaszalałam, czyli zakupowe podsumowanie

Znowu zaszalałam, czyli zakupowe podsumowanie

Mało czasu, ale na zakupy się zawsze znajdzie. Praca, szkoła i prawie w domu mnie nie ma. Niestety ostatnio nie mam czasu na odwiedzanie Waszych blogów, za co Was bardzo przepraszam. Jak znajdę czas to nadrobię zaległości. 

Kolejny miesiąc i kolejne dosyć spore zakupy. Tym razem przeważa zdecydowanie kolorówka. Zapasy z pielęgnacji mam dosyć spore i jestem na etapie intensywnego zużywania (co możecie zobaczyć w denkach), dlatego teraz czas na uzupełnienie kosmetyków do makijażu. Zwłaszcza, że w drogeriach takie promocje. No i jak tu przejść obok nich obojętnie ?

Do rossmanna udałam się tylko na promocję -49% na produkty do twarzy. W tygodniu z produkatami do oczu nie byłam bo nic nie miałam w planach kupować. Teraz trwa tydzień z produktami do ust i paznokci, na który pewnie też się nie wybiorę, ponieważ usta rzadko maluję a lakierów mam sporo (i uzupełniłam je jeszcze w naturze :D). 

I tak w rossmannie kupiłam podkład z maybelline (po co mi kolejny to ja nie wiem), puder z manhattanu, róż z Bourjois, korektor Bourjois i korektor Loreala. Głównie postawiłam tutaj na te droższe produkty bo jednak na takiej promocji bardzo się opłaca je kupić. 


 W naturze na -40% byłam dwa razy. Za pierwszym podejściem kupiłam bazę wygładzającą, puder wodoodporny, balsam koloryzujący w kredce w przepięknym czerwonym kolorze (którego nigdy nie byłam zwolenniczką, ale ten jest boski i podoba mi się na moich ustach), kredkę automatyczną, kredkę żelową i korektor, który już wcześniej miałam i powoli się kończy, a polubiłam się z nim.


W Rossmannie jeszcze przed promocjami kupiłam bawełniane rękawiczki, roller do masażu (używam go wraz z olejkiem bio-oil lub kremami ujędrniającymi). oraz tarkę do pięt, która jest dosyć słaba. 


Wodę termalną uriage kupiłam w promocji w super-pharm (lubię wody termalne zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim, a ta ma dosyć pozytywne opinie i nie wymaga osuszania), bio-oil kupiłam w promocyjnej cenie w naturze, żel antybakteryjny pochodzi z rossmanna a krem pod oczy z flos-leku kupiłam podobnie jak wodę uriage w super-pharm.


Oczywiście musiałam kupić suchy szampon z Batiste. Skończył mi się już z miesiąc temu i dopiero teraz kupiłam kolejne opakowanie. Bez tego szamponu życie staje się trudniejsze, naprawdę :D

No i jak już mówiłam w naturze byłam dwa razy. Wczoraj zrobiłam drugie podejście i jego efekty widać poniżej.


Kupiłam dwa cienie z kobo, które uwielbiam oraz jeszcze jeden balsam koloryzujący w kredce z catrice, ale w delikatniejszym kolorze i również jest piękny. Chyba polubię malowanie ust, a w przyszłości zaopatrzę się jeszcze w jakieś inne kolorki. 


Lakierów mi nigdy dość. Dlatego zaopatrzyłam się w kolejne. Tylko gdzie ja je wsadzę ? Musze zrobić porządek w mojej specjalnej szufladzie na lakiery bo już się nie mieszczą :D Kupiłam dwa lakiery z Catrice i 3 topy z essence z różnymi efektami, drobinkami itp. Dzisiaj na paznokciach mam połączenie tego drugiego lakieru z tym ostatnim i efekt jest boski. 


Ostatnią rzeczą, którą kupiłam był lakier z Golden Rose, który kupiłam całkiem spontanicznie przechodząc obok ich stoiska. Niestety nie jestem zadowolona, nie podoba mi się jego efekt na paznokciach (jest taki perłowy, wygląda dosyć blado, a do tego jest strasznie gesty i długo schnie).

To by było na tyle. Wiem, ze jest tego sporo. Chyba powinnam iść na odwyk. Zaczynam oszczędzać i w przyszłym miesiącu już nie będę tak kupować. Zawsze tak mówię, ale mam nadzieję, że teraz uda mi się wytrwać w postanowieniu. Czy tylko ja jestem tak uzależniona od zakupów ?

A teraz idę się zbierać do pracy. A wy skorzystałyście z tych wszystkich dużych promocji ? Jak wyglądały Wasze zakupy w ostatnim miesiącu ?


Zużyte w kwietniu, czyli czas na denko

Zużyte w kwietniu, czyli czas na denko

W końcu po tygodniu nieobecności nowy post. Od kiedy mam pracę to jakoś mało czasu na pisanie, ale nie zapomniałam o Was i o blogu. Weekend majowy oczywiście miałam wolny, ale jakoś nie było kiedy bo albo mnie nie było, albo nie miałam ochoty na pisanie. 

Dzisiaj w końcu się za to zabrałam i otworzyłam torebkę z pustymi opakowaniami. Stwierdziłam, że to już najwyższy czas, aby się ich pozbyć bo trochę się tego nazbierało przez miesiąc. Dlatego dzisiaj zapraszam na denko.


Ziaja kuracja dermatologiczna AZS natłuszczająca emulsja do ciała- przez większy czas używałam do dłoni, pod koniec zaczęłam używać również do ciała. Jest to hipoalergiczna, delikatna i bezzapachowa substancja. Skusiłam się na nią ze względu na moje uczulenia. Fajnie nawilżał skórę, ale nie zauważyłam działania łagodzącego podrażnienia czy zwalczającego swędzenie, pieczenie i zaczerwienienie. Był delikatny i na pewno nie podrażniał dodatkowo skóry, ani nie pogarszał dodatkowo jej stanu. Koszt to ok. 16zł 400ml, więc cena przyjazna. Bardzo wydajny i szybko się wchłaniał oraz nie pozostawiał tłustej, lepkiej warstwy. Skóra zostawała po nim miękka i gładka.  Niestety nie powrócę do niego ponownie. 

Ziaja rebuild reduktor rozstępów- kupiłam go już dosyć dawno, ale potem go odstawiłam i nie dokończyłam. Niedawno postanowiłam do niego wrócić i do końca zużyć. Nie łudźmy się, że taki krem pomoże nam zwalczyć rozstępy. Zapachu dość specyficzny, ale mi osobiście nie przypadł do gustu. Używałam go głównie na uda. Nie mam dużego problemu z rozstępami, występują jedynie po zewnętrznej stronie ud i to dosyć wysoko, nie są też bardzo widoczne. U mnie jest to spowodowane najprawdopodobniej wahaniem wagi tzn.raz schudnę potem trochę ta waga znowu skoczy do góry i tak w kółko. Krem oczywiście rozstępów nie zwalczył, ale mam wrażenie, że lekko ujędrnił skórę. Miał fajną, kremową konsystencję, dobrze się rozprowadza, wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Niestety mało wydajny. Ostatnio zaczęłam go używać wraz z rollerem do masażu, który zobaczycie w najbliższym poście zakupowym oraz z olejkiem bio-oil i musze powiedzieć, że moje rozstępy się rozjaśniły (nie zniknęły, ale się rozjaśniły i są dużo mniej widoczne). Miałam też kilka tzw. świeżych rozstępów,  fioletowych (takie rozstępy da się jeszcze usunąć domowymi sposobami) i one zniknęły. Nie była to oczywiście zasługa tego kremu tylko kilku czynników- dieta (może bardziej zmiana sposobu odżywiania bo diety jakiejś specjalnej nie stosuję), jazda na rowerze, olejek bio-oil, kremy i masaże rollerem. Część rozstępów tych świeżych zniknęła, a reszta się rozjaśniła i jest mniej widoczna. Do tego kremu na razie nie wrócę bo na razie będę próbowała innych specyfików, ale mogę powiedzieć, że miałam przyjemne odczucie w trakcie jego używania- poza zapachem. 

BingoSpa żel pod prysznic biała glinka i migdały- TUTAJ znajdziecie jego dokładną recenzję. Dobry i tani produkt, który warto wypróbować. Bardzo przyjemny, słodki, migdałowy zapach. Dobrze się pieni, nie podrażnia, ani nie wysusza, dobrze oczyszcza i jest wydajny. 

Balea kokos i nektaryna żel pod prysznic- ten produkt również doczekał się osobnej recenzji, którą znajdziecie TUTAJ. Jak pewnie wiecie, żele z Balei uwielbiam i przez ostatnie 1,5 roku używam ich regularnie i są to żele, które dominują w mojej łazience. Zapach boski, nieziemski i po prostu cudowny- jak większość żeli Balei. Niestety nie utrzymuje się długo na skórze. Nie podrażnia i nie wysusza, dobrze oczyszcza i jest wydajny, Do tego bardzo tani 0,65 Euro za 300ml. Niestety słabo dostępny bo jedynie w drogeria DM (dostępnych m.in w Niemczech czy Czechach) lub poprzez internet, ale cena jest wtedy wyższa i dochodzą koszty wysyłki. 


Isana zmywacz do paznokci- ten zmywacz uwielbiam, mimo że w składzie ma aceton. Bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem lakieru, robi to szybko, nie trzeba się z nim męczyć. Ma bardzo dużą pojemność, a przy tym jest bardzo wydajny i starcza na bardzo długo. Póki co mój ulubiony zmywacz. Niestety nie wszystkim spodoba się ten aceton w składzie, ale dla mnie to nie ma dużego znaczenia. paznokcie mam dosyć mocne i nie zauważyłam, żeby mi szkodził. 

Bourjois płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu- kupiłam na promocji w Rossmannie, gdy było -40% na pielęgnację twarzy i nie żałuję. Dobrze sprawdzał się przy codziennym demakijażu zarówno twarzy jak i oczu. Radził sobie z delikatnym i mocnym makijażem. Dobrze zmywał tusz czy kreski. Nie wiem jak radzi sobie z wodoodpornym makijażem bo nie używałam przez ten czas żadnych wodoodpornych kosmetyków. Dokładnie oczyszcza, nie podrażnia skóry ani oczu, nie szczypie, nie wysusza, ma neutralny zapach, jest bardzo wydajny i ma przystępną cenę. Może do niego wrócę. Byłam z niego zadowolona i nie zauważyłam jakichś minusów, ale chyba bardziej zaprzyjaźniłam się z Biodermą czy płynem BeBeauty. 

Playboy PinUp- dostałam go na święta.Nie umiem opisywać zapachów, ale jest dosyć słodki i jednocześnie ciężki. Używałam w okresie zimowym i sprawdzał się fajnie. Może nie jest to dokładnie mój zapach, ale nie drażnił mnie aż tak, żeby go nie używać. Wolę bardziej świeże, owocowe i słodkie, ale nie tak ciężkie zapachy. Na zimę był ok, ale teraz wiosną pewnie bym go nie użyła. Natomiast bardzo podobał się mojej mamie, więc wszystko zależy od gustu i upodobań. Nie był zły, ale nie jest to do końca taki zapach jaki lubię i nie zachwycił mnie tak bardzo, żeby do niego wrócić. A zapach nie utrzymywał się bardzo długo, ale też nie znika po kilku chwilach. Jak za taką cenę to nie jest źle. 


Perfecta maska-serum do rąk i szafirowy peeling do rąk-peeling dosyć delikatny, starczył mi na 3 użycia, jednak mógłby być trochę mocniejszy. Natomiast maskę zużyłam całą za pierwszym razem do parafiny. Jest dosyć tłusta, więc jeżeli chcecie jej użyć samą bez parafiny to polecam pod bawełniane rękawiczki na noc, wtedy fajnie się wchłonie. Dłonie po tym zabiegu były gładkie i miękkie, ale jakiegoś efektu "wow" nie było. Dosyć przeciętny produkt, który mnie nie zachwycił. Do tego efekt nie utrzymuje się zbyt długo. Zapach też nie przypadł mi do gustu. Nie w moim typie. Do tego zestawu nie wrócę. 

Playboy balsam play it sexy- zwykła próbka, więc za bardzo nie mogę się na jego temat wypowiedzieć. To co mnie urzekło to jego niesamowity zapach. Jest słodki i bardzo przyjemny. Mnie zachwycił, dlatego na pewno skusze się na pełnowymiarowe opakowanie, ale najpierw muszę wykończyć balsamy, które mam w domu (a trochę ich jest). Konsystencja nie jest za gęsta, bardziej w formie mleczka, ale łatwo się rozprowadza i szybko się wchłonął. Pozostawił skórę miękką, delikatną, a taka mała saszetka wystarczyła mi na całe nogi i ręce. A zapach jest mocno wyczuwalny na skórze i bardzo długo się na niej utrzymywał. Naprawdę mam chęć na pełnowymiarowe opakowanie. 

Oillan regenerujący koncentrat do rak- przeznaczony dla osób z alergiami skórnymi, w tym z AZS. Zapach nieprzyjemny, pachnie jakby był stały, zwietrzały, ale nie zapach jest najważniejszy. Dobrze natłuszczał i nawilżał moją suchą, podrażnioną i z objawami alergicznymi skórę dłoni. Gdy moja skóra była tak nieprzyjemnie sucha to po jego nałożeniu odczuwałam takie uczucie ulgi, a skóra stawała się delikatna i gładka. Jak już mówiłam to bardzo dobrze nawilżał i natłuszczał moje dłonie. Nie raz mi pomagał, dlatego na pewno do niego wrócę. Zwłaszcza, że moje dłonie często są przesuszone po tych wszystkich maściach i całym leczeniu. Jak najbardziej polecam alergikom czy osobom z AZS.

Eveline odżywka diamentowa do paznokci- uwielbiam odżywki Eveline. Pomimo, że odżywka diamentowa i 8w1 mają identyczne składy to mam wrażenie, że 8w1 jest lepsza. Nie wiem dlaczego, ale przy tej miałam wrażenie, że moje paznokcie się bardziej rozdwajają. Wiem, że nie wszyscy są jej zwolennikami i niektórym zaszkodziła, a to za sprawą obecności w składzie formaldehydu. Mi na szczęście nie zaszkodziła, tylko pomogła, dlatego zaliczam się do grona zwolenników tej odżywki. Moje paznokcie zazwyczaj były mocne, grube i raczej się nie łamały. Ale były takie okresy, że były osłabione np. po żelach i wtedy na ratunek przychodziła mi ta odżywka. Paznokcie szybko przy niej wracały do formy. Przy jej stosowaniu praktycznie wcale się nie łamały i bardzo szybko rosły. Jej plusem jest też to, że świetnie na niej trzyma się lakier. Nawet taki tani lakier utrzymuje się u mnie ok 4 dni jak nie więcej. Obecnie używam jej właśnie jako bazy pod lakier i sprawdza się rewelacyjnie. Odzywkę 8w1 poleciłam mojej mamie, która używała jej regularnie według wskazań na opakowaniu i udało jej się zapuścić piękne i długie paznokcie. A wcześniej strasznie się jej łamały i nie mogła ich zapuścić nawet na 1mm. Polecam, ale uważajcie bo są przypadki, że działa zupełnie na odwrót. Musicie dokładnie obserwować paznokcie przy jej stosowaniu i najlepiej najpierw wypróbujcie je na 1 paznokci, żeby sprawdzić czy nic złego się nie dzieje. 


Maybelline Affinitone puder- nie tak dawno o nim pisałam (recenzja TUTAJ), a już kilka dni później spadł mi i całkowicie się rozleciał. Nawet go nie ratowałam bo nie było go już dużo, a poza tym nie byłam nim zachwycona, jeżeli pamiętacie. Słabo matuje, po godzinie już muszę dokonywać poprawek, na moje cerze tworzył efekty maski, dawał pudrowy efekt, podkreślał niedoskonałości, a cera nie wyglądała po jego zastosowaniu korzystnie. Do tego szybko się ściera i ma w środku beznadziejną gąbeczkę. Tak więc bardzo się cieszę, ze się rozwalił i poszedł do kosza :D Do plusów mogę jedynie zaliczyć opakowanie z lusterkiem, cenę, wybór kolorów, konsystencję oraz dostępność. Ale jego działanie to kompletna pomyłka. Najgorszy puder jaki miałam. 

Rimmel Match Perfection- mam odcień 101 classic ivory. Zużywanie podkładów idzie mi jakoś opornie, ale w końcu o jeden mniej :D Ma bardzo lejącą konsystencję, jest lekki, wyrównuje koloryt, ale nie kryje. Krótko utrzymuje się na twarzy, szybko się z niej ściera, wymaga przypudrowania, ma dużo dostępnych kolorów (w tym jeden bardzo jaśniutki za co duży plus) i ma przyjemny zapach, a na promocji można go dostać w bardzo przystępnej cenie. Ma praktyczne opakowanie z pompką, ale nie można go zużyć do końca bo dużo podkładu zostaje na ściankach (co widać na zdjęciu). Łatwo się rozprowadza, nie robi smug i dopasowuje się do cery. Polecam dla osób, które potrzebują wyrównania kolorytu, lekkiego i delikatnego efektu. Jeżeli szukacie czegoś z dobrze kryjącego to niestety tutaj niestety się zawiedziecie. Można się zawsze ratować korektorem. Jest bardzo lekki, wiec fajnie sprawdza się wiosną. Ładnie wygląda na cerze, nie tworzy efektu maski, ale pozostawia lekki połysk, więc trzeba cerę zmatowić pudrem (zwłaszcza tłustą). Ja mam jeszcze kolor 010 light porcelan, który używam do rozjaśniania za ciemnych podkładów i fajnie się do tego sprawdza. Ma przyjemny zapach. Nie wiem czy kupię ponownie. 


I tak dobrnęłam do końca. Moje denkowe posty zawsze są dosyć długie. Zabieram się za dalsze zużywanie bo trzeba trochę uszczuplić zapasy. Powoli kolejne produkty zmierzają do końca, więc za miesiąc kolejne podsumowanie zużyć. 

Miałyście coś z tych kosmetyków ? Jakie macie o nich zdanie ?
Kilka słów o pudrze Maybelline Affinitone

Kilka słów o pudrze Maybelline Affinitone

Dawno mnie tu nie było, ale ostatnio jestem strasznie zabiegana. Nałożyło mi się tyle rzeczy. Wstawałam o 4 a wracała po 20, więc brałam szybką kąpiel i od razu kładłam się spać. Nie było czasu na bloga. Najpierw do pracy, z pracy na zajęcia. Na razie  tylko szkolenie, ale mam nadzieję, że dostanę pracę. Jutro już będę rozmawiała z szefową :)

A dzisiaj będzie o pudrze z Maybelline, który możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu:


Początkowo go lubiła, ale z każdym kolejnym użyciem moje zdanie na jego temat zmieniało się coraz bardziej. Próbowałam go stosować z różnymi podkładami, ale zawsze wszystko wyglądało tak samo. Przejdźmy do rzeczy.

Od czego zacząć ? Może na początek od plusów. Do takich zaliczyć można na pewno przystępną cenę (zwłaszcza na promocji), ma bardzo fajne i wygodne opakowanie z lusterkiem, jest bardzo wydajny, spory wybór kolorów i fajna przyjemna formuła/konsystencja. Więcej plusów tego produktu nie widzę. 

Teraz będzie ta mniej przyjemna część, a mianowicie minusy. Przede wszystkim puder bardzo słabo i na bardzo krótko matuje (na czym przy cerze tłustej bardzo mi zależy). Początkowo po nałożeniu cera jest matowa, ale efekt szybko znika i przy mojej tłustej cerze po godzinie już się cała błyszczę. Nawet bez pudru moja cera aż tak się nie błyszczy jak przy tym pudrze. Dodatkowo daje bardzo pudrowy, nienaturalny efekt na twarzy i tworzy na niej maskę. Podkreśla niedoskonałości, a cera moja cera nie wygląda po jego użyciu korzystnie i do tego szybko się ściera. W opakowaniu znajdziemy gąbeczkę, która jest beznadziejna i strasznie się nią nakłada puder, używałam jej jedynie poza domem, gdy musiałam dokonać poprawek (co musiałam robić dosyć często). Sam puder posiada w sobie delikatne drobinki, które nie są widoczne na cerze.


Obecnie męczę się z tym pudrem i usilnie próbuję go wykończyć. Na szczęście już niewiele go zostało, co widać na powyższym zdjęciu. Już nie mogę się doczekać aż go skończę i wyrzucę. Może lepiej sprawdza się na cerze suchej, tego nie wiem, ale na pewno nie polecam dla cer tłustych. Ja się z nim nie polubiłam i na pewno do niego nie wrócę.

A Wy miałyście ten puder ? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat ? Również się u Was nie sprawdził, czy tylko ja mam o nim takie złe zdanie ?
Żel do usuwania skórek od cztery pory roku

Żel do usuwania skórek od cztery pory roku

Na wstępie życzę Wam wszystkim wesołych, spokojny i rodzinnych Świąt Wielkanocnych :)

A dzisiaj przychodzę do Was z recenzją nowości na wiosnę od Cztery Pory Roku. Jak widać po tytule pod lupę biorę dzisiaj żel do usuwania skórek 3w1. Jak się u mnie sprawdzał przez okres używania ? Tego dowiecie się w dalszej części postu. Zapraszam do czytania. 


Na początek zacznijmy od sprawdzenia zapewnień producenta. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć co gwarantuje producent, jak należy używać produktu, jaki jest jego skład i dowiedzieć się o ostrzeżeniach w stosowaniu tego specyfiku.

Jak można się dowiedzieć z opakowania, produkt trzeba nałożyć na 60 sekund, po upływie czasu odsunąć skórki i dokładnie spłukać ciepłą wodą z mydłem. Nie należy stosować na uszkodzoną lub wrażliwą skórę, bezwzględnie unikać kontaktu z oczami (może powodować utratę wzroku !), nie stosować częściej niż 2 razy w tygodniu.


Sam produkt zamknięty jest w bardzo wygodnym opakowaniu w formie pisaka, który ułatwia aplikację. Wystarczy tylko przekręcić dolną część pisaka, a produkt pojawia nam się na pędzelku i możemy go w bardzo łatwy sposób nałożyć i przy użyciu pędzelka wmasować w skórki. Taka forma jak najbardziej mi odpowiada i za to duży plus. Jest naprawdę wygodny i praktyczny. Niestety nigdzie nie znalazłam informacji o pojemności tego żelu, nie da się też kontrolować pozostałej ilości w pisaku. Napisy na pisaku strasznie się ścierają. O ile tutaj jeszcze są widoczne, to na pisaku z odżywką starły się już całkowicie. Jest to o tyle kłopotliwe, że jeżeli posiadamy oba pisaki i nie trzymamy ich w pudełeczku (a zajmuje ono jednak niepotrzebnie miejsce) to trudno rozpoznać oba pisaki i łatwo o pomyłkę. Można je rozpoznać po zapachu i konsystencji, ale jednak wolałabym od razu wiedzieć, który jest który. Na zatyczce znajduje się taka gumowa końcówka, którą można by nią się posłużyć do odsuwania skórek, ale jest trochę chwiejna, może wypaść i jednak dużo lepiej sprawdza się drewniany patyczek. Ale to już kwestia indywidualna bo może akurat Wam ta gumowa końcówka przypadnie do gustu. Ja wolę coś stabilniejszego i twardszego, czyli patyczek. 


Przejdźmy do najważniejszego, czyli działania. Próbowałam tego produktu do skórek na dłoniach, jak i na stopach. Na dłoniach, gdzie skórki mam dosyć delikatne i cienkie sprawdza się świetnie. Bardzo fajnie zmiękcza, nawilża i pomaga w ich odsunięciu i usunięciu. Niestety na stopach, gdzie skórki są już grubsze i twardsze ich usunięcie przy użyciu pisaka jest już trudniejsze. Niestety średnio radzi sobie z twardszymi skórkami. Ja jednak znalazłam na to sposób i nakładałam go po kąpieli, kiedy skórki były już trochę zmiękczone. Za to przyznaję mu minusa. 

Poza tym ma przyjemną, żelową konsystencję, nie rozlewa się, łatwo aplikuje i jest jest bezzapachowy. W składzie ma 10% gliceryny i 3% aloe vera. Nie wysusza i nie powoduje pieczenie. U siebie nie zauważyłam też żadnego podrażnienia z jego strony. 

Produkty już zaczęły się pojawiać w drogeriach. Jest dostępny w Rossmannie, Hebe, drogeriach koliber i w Carrefourze. Ja widziałam niedawno w Rosmannie. Nie potrafię sobie przypomnieć ceny, ale był bardzo tani, jak wszystkie produkty Cztery Pory Roku. 


Podsumowując jest to przyzwoity produkt, z którym się polubiłam. To co mu mogę zarzucić i co jest jego największym minusem to fakt, że nie radzi sobie z twardszymi i grubszymi skórkami. Dlatego zdecydowania wolę go używać na dłonie, gdzie moje skórki są znacznie delikatniejsze. Jeżeli nie macie twardych i grubych skórek to na pewno również się z nim polubicie bo jak już pisałam żel ten ładnie je zmiękcza, ułatwia odsunięcie/usunięcie i nie podrażnia. Przy twardszych skórkach polecam przed manicurem/pedicurem kąpiel i wtedy żel nie będzie sprawiał większych problemów. Od strony przyszłej kosmetyczki mogę dodać, ze tradycyjnie przy zabiegach manicure zawsze się wykonuje kąpiel, a następnie nakłada preparat na skórki. Do tego bardzo wygodny opakowanie i aplikator. Ja mimo wszystko jestem na tak i pewnie, gdy już mi się skończy to sięgnę po niego ponownie. Na razie przy regularnym używaniu od miesiąca czy dwóch jeszcze się nie skończył, tak więc jest wydajny, a cena zachęcająca.


Jeszcze raz Wesołych Świąt :)
Copyright © 2014 Moja Kosmetyczna Pasja , Blogger