czwartek, 27 lutego 2014

Żegnaj Ebelin, czyli jak zniszczyć pędzle

Nie miałam dzisiaj w planie pisania notki, ale skłoniło mnie do tego to co zdarzyło się dosłownie przed chwilą i stwierdziłam, ze muszę się tym z Wami podzielić.

W ten oto lutowy dzień postanowiłam umyć wszystkie moje pędzle, które już tego wymagały. Nadeszła też pora na pierwszą kąpiel mojego pędzle z Ebelin, który mam zaledwie kilka miesięcy. Na początku użyłam go może dwa razy do podkładu, ale stwierdziłam, ze szybciej nakłada mi się podkład dłońmi i pędzel poszedł w odstawkę. Jakiś czas temu zaczęłam go systematycznie używać do korektora pod oczy i sprawdzał się świetnie. Niestety do czasu...

Oto co z niego zostało po dzisiejszej kąpieli 


Na początku podczas mycia zaczęły mi wypadać z niego pojedyncze włoski. Nie zaniepokoiło mnie to bo to się czasami zdarza, ale zaczęło mnie przerażać to, że zaczęło wypadać ich coraz więcej i więcej. Jego włosie zaczęło mi zostawać w dłoniach i wypadały już wielkie kawałki pędzla (co widać na zdjęciach). Wypadło z niego praktycznie całe włosie i wszystko się porozklejało. Niestety ten pędzel tak oto zakończył swój żywot.

Szkoda bo zaczynałam się z nim ostatnio lubić. Nie wiem czy trafiła mi się jakaś wadliwa wersja czy po prostu te pędzle są tak kiepsko wykonane. Może wreszcie nastała pora na zakup nowych pędzli ? Już od dawna chodzą za mną pędzle hakuro i to może taki znak, że w końcu trzeba się w nie zaopatrzyć :D

Nie były to jedyne szkody tego mycia. Podczas mycia rozkleił mi się jeszcze jeden pędzel. Także jest to pędzel ebelin. Tutaj sytuacja jest jeszcze do odratowania bo wystarczy kupić klej i go posklejać. 
Ten pędzle mam trochę dłużej i przeżył już kilka myć i jak na razie włosie się trzyma na swoim miejscu. Mam nadzieję, że tak zostanie. 


Strasznie się zraziłam do tych pędzli i nie wiem czy jeszcze się na jakieś skuszę w najbliższym czasie. 


Jak widać do zniszczenia pędzla wystarczyło jedno umycie. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca przy rzeczy tak oczywistej jak mycie pędzli ! Przecież oczywiste jest, że pędzle, które się używa do twarzy trzeba co jakiś czas umyć. A skoro on już po pierwszym myciu kompletnie się rozpada to nie jest wart jakiejkolwiek ceny. Pędzle mają nam służyć przez dłuższy okres bo to nie jest produkt jednorazowego użytku ! Jestem strasznie zła. Nie wiem, może po prostu trafiła mi się wadliwa wersja albo one po prostu są kiepskie. 

A Wy macie jakieś pędzle Ebelin ? Jak Wam służą ? Miałyście podobną sytuację ?

środa, 26 lutego 2014

Słodkie migdały i biała glinka, czyli kąpiel z BingoSpa

Jak pewnie wiecie dostałam do testów kosmetyki od BingoSpa i dzisiaj przyszła pora na recenzję pierwszego z nich. Na pierwszy ogień pójdzie żel pod prysznic słodkie migdały i biała glinka. Z góry uprzedza, że na moją ocenę nie miał wpływu fakt dostania tych kosmetyków za darmo. 

Jak się sprawuje ten żel ? Jeżeli chcecie się dowiedzieć to zapraszam na dalszą część postu :)


Żel mieści się w prostym, plastikowym, przezroczystym opakowaniu, dzięki czemu łatwo kontrolować ilość żelu, która nam pozostała. Pojemność opakowania wynosi 300ml, jego cena katalogowa to 7,5zł, a na stronie BingoSpa można go zakupić za jedyne 2,9zł TUTAJ. Cena na pewno jest bardzo zachęcająca. Można go też spotkać stacjonarnie, ale niestety jest dostępny w bardzo nielicznych sklepach. 

Konsystencja żelu przypomina delikatne mleczko, bardzo dobrze się rozprowadza, niestety słabo pieni. Ma delikatny, mleczny kolor. 


Skład:

Na poniższym zdjęciu możecie dokładniej przyjrzeć się składowi tego produktu. Jak widać na drugim miejscu w składzie ma SLS, co pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu. Niestety większość żeli ma w składzie SLS. Ja jednak nie przywiązuję do tego zbytniej uwagi. 

W dalszej części składu znajduje się biała glinka i ekstrakt migdałowy. Więcej na temat tych składników i ich właściwości znajdziecie w opisie produktu na stronie producenta (link podałam Wam już nieco wyżej)


Co mogę powiedzieć o zapachu ? Na początku nie byłam przekonana do tego zapachu, ale już podczas pierwszej kąpieli zaczynałam się do niego przekonywać, a z każdą kolejną kąpielą zaprzyjaźnialiśmy się coraz bardziej. Zapach nie jest chemiczny, jest bardzo delikatny, subtelny, słodki i naprawdę pachnie migdałowo. Świetny na okres jesienno-zimowy. Co prawda wyglądając teraz przez okno to bardziej zbliżamy się do wiosny, ale mimo wszystko zostanie ze mną do końca i będzie umilać czas podczas tej wiosennej aury.

Dodam, że żel ten jest bardzo wydajny bo towarzyszy mi niemal codziennie od ponad miesiąca, a jego zużycie możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu.













Żel bardzo dobrze oczyszcza ciało, nie podrażnia skory, nie wysusza jej, ale niestety zapach nie utrzymuje się długo na naszej skórze i praktycznie znika tuż po kąpieli. Dla mnie jednak nie jest to duży minus, ponieważ i tak po kąpieli zawsze używam balsam, który zazwyczaj ma zupełnie inny zapach. Nie zauważyłam jakiegoś szczególnego wpływu na moją skórę, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby dobrze oczyszczał, pachniał i nie wysuszał ani nie podrażniał skóry. Właściwości pielęgnacyjne, nawilżające i odżywcze zostawiam innym produktom kosmetycznym.

Podsumowując jest to bardzo przyjemny w użytkowaniu produkt, który bardzo fajnie się u mnie sprawuje. Do jego minusów można by zaliczyć obecność w składzie SLS i to, że słabo się pieni. Więcej minusów nie widzę. Uważam, że to dobry, tani produkt, wart wypróbowania (zwłaszcza, jeżeli lubicie zapach migdałów) i znacznie umilający nam codzienne kąpiele, które już same w sobie są przyjemne i relaksujące.

Na koniec zapraszam Was serdecznie do internetowego sklepu BingoSpa, można tam znaleźć dużo ciekawych produktów :)



sobota, 22 lutego 2014

Nowa grafika na blogu :)

Niektórzy pewnie już zauważyli, że na blogu pojawił się zupełnie nowy szablon. Trochę zajęło mi jego wykonanie bo ciągle coś zmieniałam, ciągle coś było nie tak, ale w końcu doszłam do takiego efektu, który mnie w zupełności zadowala. Mam nadzieję, że również Wam przypadnie do gustu i przede wszystkim będzie dużo bardziej czytelny. Jestem dumna, że od początku do końca wykonałam go sama :)

Poprzedni szablon opierał się na białym tle, pomarańczowym nagłówku i pomarańczowo- czarnych dodatkach. Nie zrobiłam screenów przed zmianą grafiki, ale dla przypomnienia pokażę Wam poprzedni nagłówek:


A jak wygląda teraz to już same widzicie. Jak Wam się podoba ? Może być ? Czekam na wszelkie opinie i sugestie.



czwartek, 20 lutego 2014

Balea Kokos i Nektarynka- żel pod prysznic

Cześć Wam :) Jak za pewne zauważyłyście na blogu pojawiło się zupełnie nowe, rozwijane menu. Mam nadzieję, że Wam się podoba i pozwoli to na szybsze wyszukiwanie najbardziej interesujących Was postów. Na blogu jest już ponad 100 postów, więc ciężko było by tak przeszukiwać całe archiwum, a takie rozwiązanie będzie z pewnością wygodniejsze. Menu nie jest jeszcze skończone bo pewnie pozmieniam jakieś kolory. Wszystkie podkategorie nie działają jeszcze, ale to dlatego, że nie do wszystkich powstały posty (to się na pewno zmieni). Nowe menu to dopiero początek zmian, ponieważ od dłuższego czasu chodzi mi po głowie zmiana grafiki i powoli to wcielam w życie. Na razie jest nowe menu, a nad grafiką jeszcze pracuję i testuję różne rozwiązania. Jak osiągnę zadowalający mnie efekt to na pewno pojawi się na blogu. Jak to się mówi "kobieta zmienną jest", więc czas na zmiany bo obecny szablon już mi się znudził. 

Ale dzisiaj nie o tym. Przychodzę do Was z recenzją jednego z żeli firmy Balea. Od roku regularnie goszczą one w mojej łazience i nie pamiętam kiedy używałam jakiegoś innego żelu. Za każdym razem zachwycam się nimi na nowo. Z każdym nowym zapachem jestem nimi zauroczona na nowo. Obecnie używam żelu o zapachu kokosa i nektarynki, dlatego dzisiaj kilka słów właśnie o nim.



Żel zamknięty jest w standardowym opakowaniu, jego pojemność to aż 300 ml, a cena to jedyne 0,65 Euro, czyli tak naprawdę kosztuje grosze. Dostępny jest w drogeriach DM. Można również zakupić go poprzez internet, ale tutaj cena jest trochę droższa i dochodzi nam do tego przesyłka, ale naprawdę warto.

Konsystencja jak przy większości żeli, bardzo dobrze się rozprowadza i pieni. Do tego jest wydajny bo nie trzeba dużej ilości żelu do dokładnego umycia naszego ciała. Żel ma kolor taki jasno pomarańczowy, pastelowy (czego może tak dokładnie nie widać na zdjęciach)


A zapach ? Zapach jest po prostu wspaniały, rewelacyjny, cudowny, nieziemski i mogłabym tak dalej pisać bo po prostu go uwielbiam. Ten zapach chyba jest moim ulubionym zapachem z dotychczas używanych żeli Balei. Zakochałam się w nim od pierwszego użycia. Nie wyczuwam w nim za bardzo kokosu, jest bardzo świeży, bardziej owocowy i świetny sprawdziłby się w okresie letnim. Zapach ten podczas kąpieli unosi się po całej łazience.

Poniżej możecie przyjrzeć się dokładniej jego składowi:


Ja od żeli nie wymagam dużo. Najważniejszy jest zapach i to, aby nie podrażniał mojej skóry. Ten żel doskonale oczyszcza, daje uczucie takiego orzeźwienia, nie podrażnia i pachnie cudownie. Sam zapach nie utrzymuje się długo na skórze, ale jak dla mnie nie jest to minusem, ponieważ i tak zawsze po kąpieli używam balsamu. Sama kąpiel to już dla mnie sama przyjemność i chwila relaksu, ale takie żele jeszcze bardziej umilają tę chwilę.

Wszystkim mogę polecić ten żel, ale również inne wersje zapachowe, ponieważ każda na swój sposób wyjątkowa i niepowtarzalna.

piątek, 14 lutego 2014

Paczka od Bingospa :)

Jak pewnie wiecie BingoSpa co jakiś czas nawiązuje współpracę z blogerkami. Mi udało się załapać do drugiej grupy nowej edycji współpracy z Bingospa. I tak oto jakiś czas temu dostałam moją paczuszkę.


Kosmetyki mogłam wybrać sama z dostępnej listy. Ja skusiłam się na żel pod prysznic słodkie migdały i biała glinka, średni peeling błotny z kwasem mlekowy i kwasami owocowymi oraz maskę do twarzy ze 100% olejkiem winogronowym. Już od jakiegoś czasu regularnie je testuję i pewnie już wkrótce dam Wam znać jak się u mnie sprawowały te produkty :)

Nie jest to mój pierwszy kontakt z BingoSpa, ponieważ posiadam już dwie maski do twarzy, które bardzo polubiłam i pisałam ich recenzję praktycznie na początku mojej blogowej kariery. Mam nadzieję, że te produkty sprawdzą się równie dobrze. 

Tymczasem zapraszam Was do sklepu BingoSpa. 



wtorek, 11 lutego 2014

Zdenkowane w styczniu

Nadszedł czas, aby wreszcie podsumować zużycia kosmetyczne z poprzedniego miesiąca. W styczniu nie udało mi się zużyć zbyt dużo, ale ważne, że sukcesywnie udaje mi się zużywać kosmetyki. Ważne przecież, żeby wykańczać produkty, a nie zostawiać jakieś resztki, które później zalegają nam na półkach. 

Tak prezentują się moje zdenkowane produkty:



Isana pianka do depilacji- tani i dobry produkt, chociaż ja wielkich wymagań do takich produktów nie mam. Najważniejsze by nadawał poślizg ułatwiając poślizg i nie podrażniała przy tym skóry. A ta pianka właśnie to wszystko spełnia, a do tego kosztuje grosze. Czego chcieć więcej ? Jak dla mnie nic więcej do szczęścia nie potrzeba. U mnie sprawdza się idealnie./Kupię ponownie

Balea żel pod prysznic- żele Balei pojawiają się u mnie systematycznie i już od roku regularnie ich używam, a w zapasie mam jeszcze kilka buteleczek o różnych zapachach. Często zdarza mi się żele odruchowo wyrzucać do śmieci zamiast dołączyć do denka, ale tym razem udało mi się go wrzucić do denka. Żele kosztują grosze, pięknie pachną i nie podrażniają. Kocham je przede wszystkim za te boskie zapachy, dzięki którym mogłabym się kapać co 20 minut./Kupię ponownie

Batiste szampon do włosów ciemnych- już przestałam liczyć, które to już zużyte opakowanie szamponu Batiste. Szampon ten sprawdza się w sytuacjach kryzysowych, gdy nagle trzeba wyjść z domu a nie mamy czasu na umycie włosów. Suchy szampon odświeża włosy i nadaje im objętości, dzięki czemu idealnie sprawdza się w takich sytuacjach. Mycia to one nie zastąpią, ale na lekko nieświeżych włosach sprawdzają się idealnie. Z racji tego, że mam ciemne włosy to wybieram wersję do włosów ciemnych, ponieważ nie mam tutaj problemu z usunięciem białego osadu, który na takich włosach jest bardzo widoczny./Kupię ponownie


Rexona  dezodorant- to już drugie opakowanie wykończone przeze mnie w ostatnim czasie. Bardzo lubię rexonę i często do niej wracam. Sprawdza się idealnie i robi to co antyperspirant powinien robić, czyli chroni, a przy tym nie pozostawia białych śladów i ma bardzo przyjemny zapach./ Kupię ponownie

Płatki cytrynowe na oczy- recenzję znajdziecie TUTAJ. Kupiłam jej dosyć dawno, ale używałam sporadycznie i dopiero niedawno przypomniałam sobie, że została mi jeszcze jedna para. Za 10 płatków płacimy aż 10 zł, więc nie wiem czy to takie opłacalne, zwłaszcza, że efektu "wow" nie ma. Przynoszą delikatną ulgę, chłodzą okolicę oczu, ale poza tym nie zauważyłam specjalnych efektów./ Raczej nie kupię ponownie

La rive love dance EDP (jest to woda perfumowana Eau de Parfum, czyli zawartość olejków zapachowych wynosi ok 13-19%)- tej wody używałam bardzo często latem i właśnie z tym okresem mi się kojarzy. Nie jestem dobra w opisywaniu zapachów, ale o tym mogę powiedzieć, że jest bardzo słodki, owocowy, więc jeżeli nie przepadacie za takimi zapachami to nie przypadnie Wam do gustu. Ja go bardzo lubiła, zwłaszcza w tym letnim okresie i pewnie jeszcze do niego wrócę. Cena nie jest droga bo chyba coś koło 20zł, więc do drogich nie należy./ Kupię ponownie 


Max Factor 2000 Calorie- jest to dosyć znana maskara. Sama skusiłam się na nią w promocji za 9,99 w Super Pharm. Za taką cenę naprawdę warto było ją kupić i nie żałuję tego. Maskara ta bardzo dobrze pogrubia rzęsy, lekko je wydłuża (dla mnie efekt jest wystarczający, ponieważ moje naturalne rzęsy są dosyć długie), nie osypuje się, ma fajną, zwykłą szczoteczkę, ale trzeba uważać, żeby nie posklejać sobie rzęs, do tego ładny czarny kolorek. Może całego dnia nie wytrzymuje, ale w promocji jak najbardziej polecam kupić. Myślę, że jest to dosyć kultowa już maskara. Warto wypróbować. Ja pewnie się jeszcze na nią skuszę, ale raczej w promocji niż w cenie oryginalnej, ponieważ moją ulubioną (jak do tej pory) maskarą jest żółta z lovely./ Kupię ponownie 

Biosilk jedwab do włosów- jedwabiu używam sporadycznie, w momencie gdy moje włosy są niesforne, plączą się i nie mogę ich ogarnąć. Jedwab wygładza moje włosy, stają się miękkie, dużo łatwiej się rozczesują, układają i nie plączą. Jedwab oparty głównie na silikonach, w składzie ma też alkohol, co może nie przypaść wszystkim do gustu bo podobno może wysuszać włosy, jednak ja przy sporadycznym używaniu tego nie zauważyłam. Tego typu produkt moim zdaniem nie ma żadnych właściwości odżywczych, działa raczej wygładzająco i zabezpieczająco na włosy. Jest to kolejne użyte przeze mnie opakowanie i pewnie jeszcze nie raz po nie sięgnę./ Kupię ponownie

środa, 5 lutego 2014

Styczniowe zakupy i prezenty :)

Dopiero obrabiając zdjęcia do tej notki uświadomiłam sobie, że tak dużo rzeczy mi ostatnio przybyło. Część z tych rzeczy to moje zakupy, a część to prezenty. Wydaje mi się, że trochę przesadziłam i chyba za dużo tego kupiłam :D A, więc zacznijmy po kolei "moje rozliczenie".

PS. W tym miesiącu już naprawdę nic nie kupić :D (zawsze tak powtarzam)


Od mojej mamy dostałam taki spóźniony prezent gwiazdkowy w postaci kosmetyków z Balei i Alverde, a także znalazła się tam gąbeczka Ebelin.





Jednym z prezentów gwiazdkowych były też "perfumy" i dezodorant z playboya


W grudniu robiłam kurs ze stylizacji paznokci metodą żelową i w styczniu postanowiłam zaopatrzyć się w m.in żele, pilniki, farbki akrylowe, waciki, płyny, płyny do dezynfekcji itp. Część rzeczy (m.innymi) już miałam bo kiedyś miałam zestaw do żeli i robiła je na swoich paznokciach :)
To zamówienie złożyłam w hurtowni modena nails. Mam nadzieję, że żele się dobrze sprawdzą. Raz już robiłam i byłam zadowolona, zobaczymy jak będzie dalej.


Potem dokupiłam jeszcze kilka rzeczy z allepaznokcie.pl. Dokupiłam m.in pędzelki do zdobień, jakieś szablony, zestaw do alg czy miseczkę do manicure. Gratis dostałam litrową butelkę Cleanera i aż 11 opakowań ozdób.


 Na allepaznokcie.pl kupiłam również zestaw do parafiny, w skład którego wchodziły: parafiniarka, dwa opakowania parafiny, rękawice frote i pędzelek.


W hebe kupiłam kolejne już opakowanie Batiste bo właśnie poprzednie skończyła, a jest to produkt, który zawsze jest w mojej szafce od momentu, kiedy go poznałam.

A w naturze kupiłam moją ulubioną odżywkę Eveline 8w1. Musizałam obciąć moje paznokcie całkowicie na krótko i teraz staram się je przywrócić do formy bo nie były w najlepszym stanie.


W hebe zaopatrzyłam się w emulsje z Emolium i koncentrat do rąk z Oillan. Ciągle walczę z moją skórą :(
Może to mi pomoże.



I po raz kolejny zawitałam do Chorzowa, gdzie znajduje się Pachnący Domek. Naprawdę warto tam zajrzeć. Udało mi się zarazić manią do Yankee Candle moją mamę, która również zażyczyła sobie kilka wosków. Poniżej woski, które wybrałam dla siebie :) W końcu udało mi sie kupić Soft Blanket, który jest boski.

Co powiecie na jakieś recenzje wosków na blogu ? Wcześniej wychodziłam z założenia, że jest to typowo kosmetyczny blog, ale może warto trochę poszerzyć zakres tematów i dodać coś nowego, a nie tylko kosmetyki i tematy urodowe :) 


W Pachnącym Domku zakupiłam również nowy kominek, który mnie urzekł. Jest to zwykły, prosty biały kominek, ale bardzo mi się podoba. 



W końcu dobrnęłam do końca tego posta. Jak widzicie jest tego sporo. Dopiero na zdjęciach dostrzegłam jak dużo tego jest. U mnie zdarzają się miesiące, że kupuję dużo jak teraz), ale są miesiące, że kupię 2 rzeczy, więc chyba aż tak źle nie ma. Teraz wychodzę z założenia, że kupuję tylko rzeczy, których potrzebuję i rzeczy, które mi się kończą.

Macie, któryś z tych produktów ? Czy zdarzają się Wam tak duże zakupy ?

niedziela, 2 lutego 2014

Ulubione maski i odżywki do włosów- recenzja zbiorcza

Na początku po raz kolejny przepraszam za ostatnie zaniedbywanie bloga, ale jakoś nie mogę się ogarnąć ostatnio i zabrać z bloga. I po raz kolejny obiecuję poprawę i systematyczne pisanie. Mam nadzieję, że tym razem mi się to uda :)

Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję zbiorczą moich ulubionych masek/odżywek do włosów i mam nadzieję, że temat Was zaciekawi i podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami na temat tych produktów lub innych, które są Waszymi ulubionymi. 

Miejsce 1 w rankingu moich ulubionych masek zajmuje Biovax Keratyna + Jedwab firmy L'biotica


O maskach Biovaxu słyszałam naprawdę dużo pozytywnych opinii i dlatego sama postanowiłam się skusić na jakąś maskę z ich kolekcji. Mój wybór padł na maskę keratyna+jedwab, ponieważ moje włosy bardzo lubią się zarówno z keratyną jak i jedwabiem, dlatego często sięgam po tego typu produkty. Skoro ten produkt widnieje na pierwszym miejscu mojej listy to oczywiste jest, że się na niej nie zawiodłam, a wręcz ją pokochała. 

Maska zamknięta jest w plastikowym opakowaniu zamkniętym na zatrzask, a jego pojemność wynosi 250 ml. Cena tej maski waha się w granicach 14-20 zł- wszystko zależy od promocji. A w opakowani znajduje się jeszcze próbka serum a+e oraz czepek. Jak dla mnie opakowanie bardzo wygodne i oceniam je na plus. Ma bardzo przyjemny zapach, który przypadł mi do gustu, a na moich włosach utrzymuje się jeszcze jakiś czas po spłukaniu i wysuszeniu włosów (jeżeli już niczego innego nie nakładam na włosy). Konsystencja bardzo gęsta, delikatna przypominająca taki mus czy masło, a żeby poczuć efekt wystarczy niewielka ilość maski, dlatego stwierdzam, że pomimo małej pojemność jest to produkt wydajny. W tym momencie pozostało mi jeszcze pół opakowania, a używam jej dosyć często. 

Działanie: Ja nakładam ją po umyciu na more włosy, ale jedynie na długości, omijając skalp. Na to zakładam czepek, owijam ręcznikiem i tak chodzę ok 20-30 min, po czym spłukuję. Włosy są po niej nieziemsko gładkie, błyszczące, odżywione i nawilżone. Nie puszą się i wyglądają naprawdę zdrowo, a sama odżywka dodatkowo ułatwia rozczesywanie i ogarnia niesforne włosy.. Uwielbiam ten efekt na moich włosach. Zawsze stosuję ją przed jakimś ważnym wyjściem bo mam do niej wielkie zaufanie i wiem, że włosy po niej będą piękne. Z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. Myślę, że świetnie sprawdzi się do zniszczonych włosów. Dla niektórych minusem może być obecność silikonów, ale mi to nie przeszkadza. Nie należy jej też stosować przy każdym myciu bo może obciążyć włosy. Ja używam max. raz w tygodniu.

Skład: Aqua, Cetyl Acohol, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol (and) Cetareth-20,Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Acetyled Lanolin, Silk Amino Acids, Hydrolyzed Silk, Hydrolyzed Keratin, Lawsonia Inermis Extract, Trimethylsilylamodimethicone (and) C11-15 Parth-9, Parfum, Citric Acid, Tithanolamine, Methylisothiazolinone, Phenoxyethanol (and) Ethylhexyglycerin, Benzyl Salicytale, Butyphnyl Methylpropional, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Potassium Sorbate.


Miejsce 2 należy do Alterry aloes i granat


Odżywka znajduje się w plastikowej, miękkiej tubce. Jej pojemność to 150 ml a cena ok 9 zł, przy czym w promocji możemy ją kupić za 6 zł. Czyż nie jest to kusząca cena ? Mnie też skusiła, gdy zobaczyłam ją w promocji, a w pamięci miałam jej pozytywne opinie i polecenia z forum. Ma śliczny, owocowy i słodki zapach, niestety nie utrzymuje się on na moich włosach. Konsystencja płynna, łatwo się rozprowadza i nie potrzeba dużej ilości, aby pokryć całe włosy. Pomimo małej pojemności jest dosyć wydajna, ale to też zależy od długości Waszych włosów i ilości nakładanego produktu.

Działanie: Włosy są po niej miękkie, gładkie i błyszczące. Wyglądają na zdrowe i nawilżone, ale gdy spojrzymy na skład to na drugim miejscu znajduje się alkohol, który jak wiemy ma działanie wysuszające, dlatego nie byłabym taka pewna tego nawilżenie. Moje włosy wyglądają na nawilżone (czy tak jest w rzeczywistości ? ) ale jeżeli macie bardzo suche włosy to nie jestem pewna czy ona nie zaszkodzi. Jest tania, dlatego zawsze można spróbować, a gdy zobaczycie jakieś nieprzyjemne efekty to należy ją odstawić. Ja ją bardzo lubię. Jest lżejsza od biovaxu i nie ma silikonów, dzięki czemu nie ma obaw o obciążenie włosów, dlatego stosuję ją często na zmianę z biovaxem. Również używam pod czepek na ok 20-30 minut.

Skład: Aqua, Alcohol*, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Glycine Soja Oil*, Sodium Lactate, Punica Granatum Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Carthamus Tinctorius Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbadensis Extract*, Acacia Farnesiana Extrakt*, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronelloll**, Citral**.

* składniki pochodzące z upraw ekologicznych
** naturalne olejki eteryczne

A trzecie miejsce zajmują maski, znane chyba wszystkim. Jest to Kallos

Kallos Serical Crema al Latte

Znana chyba dużej ilości osób. Jest to maska z proteinami mlecznymi, które niekoniecznie wszystkim służą. Maska znajduje się w dużym, zakręcanym, litrowym opakowaniu, którego cena wynosi ok 10-12 zł, a w promocji nawet po 8 zł. Cena jest śmiesznie niska jak na taką ilość, naprawdę dobrego produktu. Dostępna jest w hebe, a także poprzez internet. Konsystencja idealna, nie jest za rzadka, ani za gęsta. Jest bardzo duża i bardzo wydajna, ze względu na pojemność. Ja mam ją prawie od roku i jeszcze połowę opakowania, a używam razem z moją mamą. W tym wypadku zapach nie przypadł mi do gustu. Zapach trochę budyniowy, ale jak dla mnie strasznie duszący i nie przepadam za nim.

Działanie: Odżywka ta bardzo dobrze odżywia włosy, nadaje im połysk, ułatwia rozczesywania, łatwo się spłukuje. Można ją użyć zarówno jako maskę na 30 minut,  jak i szybką odżywkę na 5 minut. Myślę, że fajnie sprawdziłaby się do metody OMO, ale jeszcze w takim celu jej nie stosowałam. W składzie nie znajdziemy silikonów

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Methosulfate, Parfum, Phenoxyethanol, Methyldibromo Glutaronitrile, Hydroxypropyltrimonium Hydrolized Casein, Citric Acid, Hydrolized Milk Protein, Methylchloroisothiazolinone, Sodium Cocoyl Glutamate, Methylisothiazolinone.


Kallos Silk 

Opakowanie, konsystencja, wydajność, pojemność i cena identyczna jak w przypadku wersji z proteinami mlecznymi. W tym wypadku jednak dużo bardzie spodobał mi się zapach, jest o wiele bardziej przyjemny dla mojego nosa. 

Działanie:  Jest to odżywka do włosów suchych. W składzie znajduje się mój ulubiony jedwab.  Napiszę to po raz kolejny, ale po tej masce moje włosy dużo lepiej się rozczesują, wyglądają zdrowo, są odżywione i nawilżone.  Mam natomiast wrażenie, że w porównaniu z Kallos Latte, ten efekt jest dużo lepszy, a włosy są gładsze i dużo bardziej się błyszczą. Gdybym miała wybierać spośród tych dwóch to chyba postawiłabym  na wersję z jedwabiem. Dużo lepiej sprawdza się ona na moich włosach niż wersja z proteinami.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Citric Acid, Propylene Glycol, Sericin, Parfum.



Tak prezentuje się lista moich niezastąpionych masek do włosów. A wy co o tym sądzicie ? Miałyście, któryś z tych produktów ? Jakie są Wasze ulubione maski i odżywki ?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...